Droga do przebaczenia Reservation Road, reż. Terry George, USA 2007 DROGA DO PRZEBACZENIA BŁAŻEJ HRAPKOWICZ Siedem lat temu Todd Field, autor znakomitych "Małych dzieci", nakręcił film, którym zwrócił na siebie uwagę krytyki i widzów: "Za drzwiami sypialni". W tym kameralnym, ascetycznym, precyzyjnie skonstruowanym dramacie amerykański twórca opowiedział historię rodziców borykających się z tragedią - ich syn został zamordowany przez męża kochanki. Subtelna analiza psychologiczna, wyczulony na niuanse sposób narracji, fantastyczne prowadzenie aktorów (m.in. rewelacyjnych Toma Wilkinsona i Sissy Spacek) dały doskonały efekt - z gestów, rozmów, niedopowiedzeń powstało przejmujące w sferze emocjonalnej i porażające w swej logice studium wszechogarniającego, niemożliwego do opisania poczucia bólu, który wywołuje w człowieku skrajne emocje, więzi go w zaklętym kręgu pretensji, żalów, poczucia winy, żądzy zemsty. Wspominam dość szeroko dzieło Fielda nie tylko dlatego, że "Droga do przebaczenia" traktuje właściwie o tych samych problemach, lecz również z tego powodu, iż porównując oba filmy widać jak na dłoni, czego zabrakło obrazowi Terry'ego George'a, a raczej: co się w nim nie udało, pomimo doborowej obsady i pomysłu całości, który - choć niezbyt oryginalny - nadal może być przecież nośny dramaturgicznie.
 Oto bowiem jesteśmy świadkami brzemiennego w skutkach wypadku, zderzającego ze sobą losy dwóch mężczyzn: Ethana (Joaquin Phoenix) i Dwighta (Mark Ruffalo). Ten pierwszy wraca z rodziną z koncertu i zatrzymuje się na stacji benzynowej. Jego syn, chcąc wypuścić ze słoika złapane przez siostrę świetliki, idzie w kierunku ulicy. W tym samym czasie Dwight odwozi własnego syna do domu eks-żony (Mira Sorvino) i traci kontrolę nad samochodem akurat w miejscu, gdzie zatrzymał się chłopiec, potrącając go ze śmiertelnym skutkiem. Przerażony, po chwili wahania ucieka, wmawiając swojemu synowi, że uderzyli w leżącą na ziemi belkę. Od tego momentu życie obu bohaterów zmienia się w koszmar: załamany Ethan zaczyna na własną rękę szukać sprawcy, co rodzi konflikty z żoną (Jennifer Connelly), a Dwightem targają wyrzuty sumienia, potęgowane dodatkowo przez fakt, że jako adwokat dostaje od szefa zadanie udzielenia zdruzgotanemu ojcu porady prawnej. Konfrontacja wydaje się nieunikniona. Na tkankę filmu George'a składają się zatem motywy wiecznie aktualne i frapujące - tragiczne zrządzenie losu, strata, cierpienie, wina, zemsta. Jednak reżyser nie jest w stanie wydobyć z nich tego, co najważniejsze - autentyzmu i prawdy wyrazu. W przypadku tego rodzaju emocjonalnych psychodram jest to poważne potknięcie, odbierające filmowi wiarygodność. Trudno bowiem uznać za prawdopodobne ekranowe wydarzenia, które mają być "z życia wzięte", a zarazem rządzą się logiką arbitralnych, dobrze już znanych fabularnych schematów. Czy naprawdę w celu zaakcentowania skomplikowanej sytuacji protagonistów trzeba było sięgać po tak proste chwyty, jak uczynienie z Dwighta prawnika Ethana, a z byłej żony sprawcy wypadku - nauczycielki córki zrozpaczonego mężczyzny? George odsłania nam kolejne związki między postaciami, już to ujawniając te, które istniały wcześniej, już to tworząc nowe, ale sprawia wrażenie, jakby w ogóle nie próbował zespolić ich w ciąg przyczynowo-skutkowy, nadać im głębszy sens. Służą one po prostu do mechanicznego prowadzenia całej historii ku nieuniknionemu odkryciu prawdy przez Ethana i konieczności podjęcia decyzji, co z tym odkryciem zrobić.
W rezultacie film Irlandczyka nie oferuje niczego odkrywczego ani angażującego. Owszem, są w nim wątki, które mogłyby zostać ciekawie rozwinięte, lecz zostały potraktowane zbyt płytko - jak choćby ten przedstawiający Ethana rozmawiającego poprzez stronę internetową z ludźmi dotkniętymi podobną tragedią. Idea owej witryny sprowadza się do przekonania, że organy ścigania nie robią nic w celu ujęcia sprawców, a jedynym lekarstwem na ból jest zemsta. Przekonanie mylne, lecz także w pewnym sensie naturalne, wynikające z wielu sprzecznych pobudek, bardzo w związku z tym "filmowe". Tutaj jednak - niewykorzystane.
Inaczej niż u Todda Fielda, nie znajdziemy tutaj wycieniowanych i stonowanych sekwencji. "Za drzwiami sypialni" rozgrywało się w ciszy, czasem tylko przerywanej przez niekontrolowany wybuch płaczu, złości, przerażającej bezsilności, obserwowanej przez reżysera do maksimum ograniczającego ingerencję, budującego odpowiednie środowisko dla pełnego ich wybrzmienia, co zaowocowało porażającym realizmem. Tymczasem "Droga do przebaczenia" to klasyczny przykład reżyserii hollywoodzkiej w najgorszym tego słowa znaczeniu. George nie posiada wyczucia Fielda, więc usilnie stara się skłonić nas do przejęcia się losami bohaterów, każąc im, wcale zresztą tego nie uzasadniając, wyrażać cierpienie werbalnie, tonem nieznośnie histerycznym, rozedrganym, irytującym swą niezamierzoną groteskowością. Tak jakby uważał, że ból odmierza się ilością decybeli, a te z kolei decydują o uczuciowej sile filmu. Zamiast poruszającego dramatu, mamy więc szantaż emocjonalny, w dodatku nieskuteczny. Także dlatego, że wykonawcy, świetni przecież, nie mając solidnego materiału, najwyraźniej się pogubili: rola Connelly ogranicza się do kilku spazmów płaczu, Ruffalo, owszem, stara się nie szarżować, ale jest jednocześnie zbyt przygaszony, a Phoenix - choć wypada najlepiej - zdecydowanie przesadza z ekspresją. Szkoda, że tak duży potencjał aktorski został zmarnowany.
Zakończenie "Drogi do przebaczenia" najlepiej ukazuje różnicę, jaka dzieli kino, które nie mówiąc zbyt wiele, mówi tak naprawdę wszystko, od kina mówiącego zbyt wiele, i w efekcie nie mówiącego nic. "Za drzwiami sypialni" Field zwieńczył zemstą dokonaną przez rodziców na mordercy ich syna, która w niczym nie pomoże; koszmar będzie trwał dalej i doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, albowiem w kadrach nadal króluje cisza o ciężarze ołowiu, już zawsze mająca przypominać o stracie. Natomiast kluczowe przyznanie się do winy Dwighta przed własnym synem zostaje nagrane na kamerze wideo, wyeksplikowane, jednoznacznie wyłożone. Chłopiec ogląda je w ostatniej scenie, kamera powoli się od niego oddala, słyszymy, jak Dwight godzi się z myślą o więzieniu. Pokuta się dokonuje. Doczekujemy się rozwiązania. Chyba jednak zbyt trywialnego.
Bo film Terry'ego George'a miał zapewne przynieść, oprócz portretu rodziny zmagającej się z ogromnym cierpieniem, uniwersalną i złożoną refleksję o możliwości przebaczenia, którego koniecznym warunkiem jest właśnie pokuta. Cóż, tym bardziej żal, że się nie udało.
Reservation Road Reżyseria Terry George. Scenariusz John Burnham Schwartz, Terry George wg powieści Johna Burnhama Schwartza. Zdjęcia John Lindley. Muzyka Mark Isham. Wykonawcy Joaquin Phoenix (Ethan Learner), Jennifer Connelly (Grace Learner), Mark Ruffalo (Dwight Arno), Mira Sorvino (Ruth Weldon). Produkcja Focus Features - Random House Films - Reservation Road - Miracle Pictures - Nick Wechsler Productions - Volume One, USA 2007. Dystrybucja Best Film. Czas 102 min.
Błażej Hrapkowicz, Droga do przebaczenia, „Kino” 2008, nr 3, s. 70-71.
© Fundacja KINO 2008 |