FUTRO MACIEJ MANIEWSKI  "Rodzina, ach rodzina" - śpiewali przed laty Starsi Panowie. Temat zawsze ciekawy i obiecujący: jako pretekst do portretu ludzi i czasów, do refleksji nad mentalnością i obyczajowością czy - sięgając na wyższą półkę - do prób zdefiniowania etycznego i moralnego kodeksu, jaki rządzi tu i teraz. Tu i teraz różne więc bywało. Bo to i dawno zapomniany Józef Dzierzkowski ze swą wczesnopozytywistyczną powieścią "Rodzina w salonie", i Zapolska nie tylko z panią Dulską, i niezwykle swego czasu popularna Stanisława Fleszarowa-Muskat, analizująca związki ludzi żyjących "Pod jednym dachem, pod jednym niebem". Utwory z różnych epok, o różnym charakterze, różnej rangi, ale punkt wyjścia ten sam. Podobnie w kinie. Z jednej strony "Kontrakt" Zanussiego i "Wesele" Smarzowskiego, a z drugiej dużo skromniejsze w zamierzeniach filmy z realizowanego w latach 70. telewizyjnego cyklu "Sytuacje rodzinne" czy niektóre tytuły składające się dziś na "Święta polskie". Jedno z drugim wydaje się zresztą organicznie związane, chyba nie tylko w polskim charakterze: jak rodzina, to święta; jak święta, to rodzina. W debiutanckim "Futrze" Tomasza Drozdowicza jest i jedno, i drugie. Wkraczając na tę dawno przetartą drogę, musiał reżyser zdawać sobie sprawę, że znajdzie się w gąszczu odniesień i porównań. A jednocześnie będzie miał pod ręką wiele gotowych rozwiązań i schematów, które gdzieś, kiedyś, raz albo dwa się pojawiły. Jednak na ekranie nie wyczuwa się żadnego z tych obciążeń. I to już każe filmowi Drozdowicza przyjrzeć się bliżej. Reżyser wie, na co chce spojrzeć i co pokazać. Wyraziście zarysowuje i puentuje kolejne fragmenty obyczajowej mozaiki, coraz dosadniej obnażając groteskowość przedstawicieli tzw. klasy średniej, którzy o własnej klasie mają daleko wyższe mniemanie. Niestety, bardzo wyraźnie kłóci się ono z rzeczywistością.
Gorzka to obserwacja, nie wolna od satyry. Nie ma jednak w filmie tonów demaskatorskich czy oskarżycielskich. Autor traktuje ekran raczej jak Andersenowskie diabelskie zwierciadło, które ostro i bez makijażu obnaża wszystko, co w ludziach i między ludźmi fałszywe, ułomne, złe.
Pretekstem do spojrzenia za fasadę rodziny, zebranej przy wspólnym, tym razem okrągłym, a nawet wirującym stole, staje się uroczystość komunijna wnuka zamożnego mieszczanina w jednej z podwarszawskich miejscowości. Wszystko zaczyna się jak z poradnika savoir-vivre'u dla nieco wyższych sfer. Elegancja, ukłony, uśmiechy, które w miarę rozwoju wydarzeń jednak zastygają, przybierając postać nienaturalnego grymasu. Perfekcyjnie zaplanowane garden party stopniowo zmienia się w pole bitwy, prowadzi do bezpośredniej konfrontacji, ujawniającej rodzinne traumy i urazy, fobie i kompleksy.
Drozdowicz umiejętnie łączy sceny czysto komediowe z tymi o wyraźnym ładunku dramatycznym, nie gubi narracyjnej płynności w gąszczu krzyżujących się wątków. Owszem, można mu zarzucić, że chwilami film traci rytm. Coś wydaje się przeciągnięte (jak zabawny na początku "pojedynek" gospodarza domu z ojcem synowej) albo niedociągnięte (jak wątek syna alkoholika). Że obok momentów błyskotliwych zdarzają się zdecydowanie słabsze, zbyt statyczne i teatralne, może nawet puste - jakby reżyser zatrzymał się w pół kroku. Ale kto wie czy właśnie ten krok nie zmieniłby filmowego obrazu w jednoznaczną, nachalną karykaturę. Nie pozostawiającą żadnych wątpliwości, ale też żadnych refleksji.
To jednak, co w "Futrze" najciekawsze, kryje się w ludziach. Przestrzeń, zamknięta granicami domu i ogrodu, sprzyja, by przyjrzeć się im w zbliżeniu. Bez sentymentów. I Drozdowicz świetnie wykorzystuje tę okazję, ukazując charaktery i postawy. Nawet postacie pozornie na marginesie dostają szansę, by wyjść poza jednoznaczność, zaintrygować nieoczekiwanym rysem, zaskakującą reakcją, niespodziewanym słowem. Udało się przy tym Drozdowiczowi zgromadzić grono znakomitych aktorów. Szczególnie interesująco wypadły na ekranie panie. Nawet w epizodach - jak Karolina Gruszka w roli zmysłowej katechetki o wcale nie katechetycznych poglądach, która pojawia się i znika, pozostawiając po sobie niepokój i konsternację.
Dawno równie ciekawej postaci nie zagrała Dorota Segda - mniej kochana córka, która wreszcie znajduje okazję do prywatnej, wyrafinowanej zemsty. Bezsprzeczną klasę potwierdza w "Futrze" Anna Romantowska: zabawna bez zgrywy, dowcipna bez szarży, za to z taktem, klasą i szczyptą autoironii. Sceny, kiedy wyniosła pani Frankowska z niesmakiem wysłuchuje erotycznych propozycji nagiego młodzieńca albo ucieka przed agresywną kosiarką nie tracąc ani odrobiny godności i ani grama elegancji, to prawdziwe mistrzostwo. Jednak na czele podobnie doborowej stawki znalazła się Agnieszka Wosińska. Wreszcie wyzwolona z habitu, a z nim z układności i bezbarwności telenoweli... Brawurowa! Gra jedną z kluczowych postaci, Alicję, synową gospodarzy, redaktorkę naczelną pisma dla pań - pracoholiczkę wspomagającą się kolejnymi dawkami prochów. Ona pierwsza zrzuca z siebie maskę pozoranctwa i obłudy. Obnaża się psychicznie - i dosłownie. Rola trudna i odważna, zagrana "z pazurem", rozpięta między ciszą a krzykiem, a jednocześnie znakomicie wyważona.
Jeśli więc "Futro" pozostawia pewne niedosyty, jest filmem nierównym, nie w każdym momencie przekonującym, pozostaje debiutem obiecującym i ciekawym. W atrakcyjnej formie, w zabawnym "kostiumie" zawarł w nim Drozdowicz wiele trafnych obserwacji, już wcale nie zabawnych.
Futro
Reżyseria Tomasz Drozdowicz. Scenariusz Beata Hyczko. Zdjęcia Damian Pietrasik. Muzyka Bartłomiej Oleś, Marcin Oleś. Wykonawcy Teresa Budzisz-Krzyżanowska (Irena Makowiecka), Leszek Piskorz (Henryk Makowiecki), Agnieszka Wosińska (Alicja), Witold Dębicki (Antoni), Grzegorz Damięcki (Robert), Dorota Segda (Grażyna), Janusz Chabior (Wiktor), Michał Czernecki (Jarek), Magdalena Boczarska (Ania), Halina Łabonarska (Halina), Anna Romantowska (Frankowska), Mieczysław Hryniewicz (Frankowski), Karolina Gruszka (katechetka Joanna), Henryk Talar (major Puszek). Produkcja SF Autograf, Twenty Twenty, Vision Filmproduktion, SPI International Polska. Polska - Niemcy 2007. Dystrybucja SPI International Polska. Czas 101 min.
Maciej Maniewski, Futro, „Kino” 2008, nr 4, s. 66-67.
© Fundacja KINO 2008 |