BITWA O IRAK PAWEŁ URBANIK  Brytyjczyk Nick Broomfield znany jest przede wszystkim jako dokumentalista. Dość często przy jego nazwisku pojawia się określenie "prowokator". Jednak bynajmniej nie wywołuje ono negatywnych konotacji (w przeciwieństwie chociażby do Michaela Moore'a). Broomfield prowokuje, bo w sprawach - wydawać by się mogło - zamkniętych lub oczywistych doszukuje się wątpliwości, a nawet więcej - kontrargumentów. Nie stawia tezy po to, by ją udowodnić lub obalić. Woli skonfrontować ją z zasłyszaną antytezą i poczekać, dokąd go obie zaprowadzą. W dokumencie "Kurt i Courtney" prowokacyjnym motywem była teoria zabójstwa Kurta Cobaina. W "Biggie i Tupac" Broomfield dotarł do dowodów, które wskazywały, że ze względu na powiązania ze światem przestępczym policja z Los Angeles nie dołożyła starań w śledztwach dotyczących zabójstw raperów Tupaca Shakura i Christophera Wallace'a. Również w dwóch świetnych dokumentach o seryjnej morderczyni Aileen Wuornos (w którą w filmie "Monster" wcieliła się Charlize Theron) podawał w wątpliwość jej premedytację i zdrowie psychiczne. Cechy jego dokumentalnej twórczości przeniknęły do wojennego dramatu "Bitwa o Irak", nagrodzonego w San Sebastian Srebrną Muszlą za reżyserię. Z początku trudno oprzeć się wrażeniu, że oglądamy właśnie dokument o amerykańskich "marines" stacjonujących w Iraku. Widzimy żołnierzy wypowiadających się do kamery ("Trenujemy, żeby zabijać, zabijać, zabijać!"), która następnie wędruje za nimi po zakamarkach bazy wojskowej i ukazuje jako uradowanych "przygodową wyprawą" chłopców. Tematem filmu Broomfielda są prawdziwe zdarzenia z listopada 2005 r. w mieście Haditha w zachodnim Iraku, kiedy w terrorystycznym zamachu na amerykański konwój zginął jeden żołnierz, a dwóch zostało rannych. "Marines" w panice otworzyli ogień do cywilów i zabili 24 osoby, w tym kobiety i dzieci. Broomfield rekonstruuje owe zdarzenia z dwóch stron. Po jednej są Amerykanie, a więc żołnierze-wyrostki, którym na początku wojna wydaje się grą komputerową o tyle ciekawszą, że w "realu" oraz ich dowódcy, którzy z daleka wydają rozkazy i przestrogi w stylu: "Nie chcę mieć więcej zabitych marines". Po drugiej Irakijczycy - mieszkańcy borykający się z wojenną codziennością i wśród nich zamachowcy, którzy szukają dogodnej chwili, żeby zredukować liczbę okupantów.
Reżyser przyjmuje pozycję gdzieś pośrodku, próbuje obiektywizować rzeczywistość, a więc zbliżyć się do prawdy. Po wstrząsających scenach mordowania cywilów ("Widziałeś ten strzał?!" - z dumą mówi żołnierz do kolegi po zabiciu przypadkowego Irakijczyka biegnącego za córką) wsłuchuje się w racje obu stron - zarówno banalne jak i bardziej racjonalne. Pokazuje paradoks i bezsens tej wojny, kiedy obie strony świętują zwycięstwo, chociaż poniosły klęskę. Jednocześnie skupia uwagę na wojennej retoryce wzbogaconej o religijny patos, pokazując, jak żołnierze i zamachowcy dziękują swoim bogom, mimo że nie do końca wierzą we własne słowa. Dlatego nie ogląda się tego filmu z wrażeniem, że po raz kolejny ktoś próbuje przemycić propagandę czy to antyamerykańską, czy antyterrorystyczną. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Trudno bowiem o pełny obiektywizm, jeśli na drodze stoi niepodważalny argument Irakijczyków: Amerykanie to najeźdźcy. I tu rodzi się problem. Sceny przedstawiające likwidację przypadkowych osób namierzanych satelitarnie podkreślają daleko posunięte bezprawie w działaniu obcych wojsk. To pozostaje jednak tajemnicą, nie ujrzy światła dziennego i nikt ze sztabu dowódców, którzy podejmują w tej sprawie decyzje, nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Incydent w Hadicie również byłby przemilczany, gdyby nie przeciek do prasy. Jednocześnie wątpliwości budzi stosunek reżysera do irackich zamachowców, w których rodzą się wyrzuty sumienia ("Myślałem, że Amerykanie będą strzelać w powietrze, a oni zabijają naszych ludzi" - mówi jeden z nich). Czy Broomfield próbuje ich usprawiedliwić, czy po prostu doszukać się w nich ludzkich odruchów? Może na tym polega prowokacja, która w pewnym momencie i tylko na chwilę zaburza jego bezstronność?
Problem stosunku reżysera do stron tej wojny schodzi jednak na dalszy plan. Patrzę na "Bitwę o Irak" jak na mozaikę złożoną z przypadkowych fotografii twarzy. Irackich i amerykańskich. Widać na nich wszelkie ludzkie cechy, emocje i uczucia - gniew, nienawiść, strach, histerię, radość, hipokryzję, naiwność, głupotę. W kontekście tej wojny to nie tylko obraz przegranej obu sił walczących bez celu, która uwidocznia się dopiero w scenach rzezi cywilów, ale również ironia tragiczna, błędne koło, z którego żadna ze stron wydostać się nie może. Broomfielda interesują ludzie, którzy stali się ofiarami czasu i miejsca, niezależnych sił (choćby abstrakcyjnej polityki, którą sami urzeczywistniają) i własnej niedoskonałości. Podobne portrety pojawiają się w jego dokumentach. Oglądając Amerykanów w"Bitwie o Irak", miałem przed oczami chłopaków z "Full Metal Jacket" Kubricka. Tamci byli najpierw ćwiczeni na maszyny do zabijania, ci pojawili się na wojnie jak zabłąkani turyści w dżungli, którym wydaje się, że przeżyją coś wspaniałego. Jedni i drudzy powracają z niej jeśli nie martwi, to zupełnie wewnętrznie wypaleni, z niekończącym się poczuciem winy i bez pojęcia, o co walczyli.
To kolejny, owszem, film o wojnie. Znów stroną w niej są Stany Zjednoczone. Jeszcze raz dowiemy się, że to pomyłka, przegrana z góry i bezsensowna śmierć żołnierzy. Warto jednak ponownie spojrzeć na ludzi, którzy znaleźli się w pułapce, na Irakijczyków i Amerykanów zagubionych w wojennej rzeczywistości, którą reżyser ze szczegółami odtworzył i jak mało kto starał się zobiektywizować. W tej paradokumentalnej kreacji, tak jak w dokumentach, Broomfield pozostaje wierny postawie człowieka z wątpliwościami, podejrzliwego wobec wszelkich stuprocentowych pewności i czarno-białych wizji świata. W Polsce jego obraz nabiera dodatkowego znaczenia w odniesieniu do sprawy Nangar Khel. Pytanie, czy któryś z naszych filmowców zrobiłby o tym film. Jeśli tak, to czy odważyłby się na postawę podobną do Broomfielda.
Battle for Haditha Reżyseria Nick Broomfield. Scenariusz Nick Broomfield, Marc Hoeferlin, Anna Telford. Zdjęcia Mark Wolf. Muzyka Nick Laird-Cowes. Wykonawcy Elliot Ruiz (kapral Ramirez), Yasmine Hanani (Hiba), Andrew McLaren (kapitan Sampson), Matthew Knoll (kapral Matthews), Thomas Hennessy (Doc). Produkcja Channel Four Films, Film 4, Lafayette Films. Wlk. Brytania 2007. Dystrybucja Mayfly. Czas 93 min.
Paweł Urbanik, Bitwa o Irak, „Kino” 2008, nr 4, s. 67-68.
© Fundacja KINO 2008 |