CZARNA OWCA KONRAD J. ZARĘBSKI Dotąd wizytówkami kina nowozelandzkiego były dla mnie trzy nazwiska - Jane Campion, Vincent Ward i Peter Jackson - ale od kiedy przeczytałem artykuł, który publikujemy w tym numerze "Kina" (str. 20) jestem przekonany, że o obliczu tamtejszej kinematografii decyduje to, co Ian Conrich określa jako "kiwi gothic". Swoją drogą, ciekawe, skąd się bierze ta skłonność Nowozelandczyków do horroru? Wszak wyspa uchodzi za jeden z najpiękniejszych zakątków świata, oazę spokoju, nie mówiąc o oryginalności kultury maoryskiej...
Chociaż, z drugiej strony, pamiętam przerażający, choć jednocześnie zabójczo śmieszny film Petera Jacksona "Martwica mózgu" - krwawy pastisz filmu grozy o ataku zombie na małomiasteczkową społeczność w połowie lat 50. ubiegłego wieku. Aby zostać zombie, nie trzeba było nawet umierać - wystarczyło zostać ugryzionym przez złowieszczego małposzczura, atrakcję miejscowego zoo.
 Nowa Zelandia słynie z hodowli owiec, ponoć jest ich tam dziesięciokrotnie więcej niż ludzi. A co by się stało, gdyby te owce zwróciły się przeciwko ludziom? Oto punkt wyjścia filmu Jonathana Kinga "Czarna owca", inspirowanego najwyraźniej młodzieńczym wybrykiem Petera Jacksona. Jego bohaterem jest człowiek, który w kraju, gdzie największym bogactwem są owce, cierpi na owcowstręt. Po latach nieobecności odwiedza rodzinną farmę, prowadzoną przez brata. Ma zostać spłacony i nie zamierza tu już nigdy wracać. Stara służąca prosi go, by jeszcze raz spojrzał na ojcowiznę. Młodzian wyrusza samochodem na ostatnią wycieczkę. Na terenie farmy jego brata stoi laboratorium genetyczne, gdzie pracuje się nad nową rasą owcy. Laboratorium okazuje się celem patrolu ekologów. Korzystając z zamieszania jeden z nich wykrada słój z odpadkami. Biegnąc przez las potyka się, przewraca, słój pęka, a wówczas atakuje go uwolniony jagnięcy płód. Ekolog zaczyna stopniowo zmieniać się w owcę, co gorsza, czuje niepohamowany apetyt na mięso. Dotychczas programowy wegetarianin, teraz chwyta królika i pożera na surowo. Tymczasem wśród stada owiec szerzy się dziwna epidemia. Owce rzucają się na wszystko, co się rusza, atakują też ludzi. Czy znerwicowany młodzieniec cierpiący na owcowstręt da radę zastępom owcołaków?
Film Kinga nie należy do utworów na każde poczucie humoru. Choćby dlatego, że twórcy nie cofają się przed niczym - na ekranie owce odmieniane są przez wszystkie przypadki i sposoby użytkowania: od producentów bielutkiej wełny po odpowiednio doprawione, wyrafinowane przysmaki z górskimi ostrygami, czyli baranimi jądrami, na czele. Doprawdy, King i jego ekipa nie szczędzą widzom niczego - od kąpieli w polaboratoryjnych odpadkach po zoofilię i podpalenie wydalanego przez owce, wraz z wiatrami, metanu. Dostaje się niemal wszystkim - od miejscowych farmerów po szalonych naukowców i ekologów, przede wszystkim jednak Bogu ducha winnym owcom. Być może dlatego trudno tu mówić o poczuciu humoru: "Czarna owca" to raczej filmowy eksperyment na zadany temat, powielający popularne wątki filmów grozy, z tym, że zamiast węży, duchów, krokodyli, niedźwiedzi czy zombie występują krwiożercze owce. Trudno też mówić o aktorstwie, większość wykonawców ogranicza się do grymasów przerażenia lub zdziwienia. Na tym tle szczególnie korzystnie prezentuje się Oliver Driver jako ekolog zamieniony w owcę (być może procentuje tu jego doświadczenie teatralne). Natomiast wyróżniają "Czarną owcę" na tle innych pastiszów filmów grozy doskonałe efekty specjalne.
Kiedy w takich nawet filmach, jak dyptyk "Grindhouse", efekty specjalne wydają się realizowane nazbyt pospiesznie i wręcz niedopracowane, tu zaskakuje precyzja i wysoki poziom realizacji. Nic dziwnego, wszak ogół ludożerczych owiec i niezwykle pomysłowe metamorfozy ludzi zamienianych w zwierzęta - to kreacje słynnego studia efektów cyfrowych WETA, sformowanego przez Petera Jacksona do opracowania efektów specjalnych "Władcy pierścieni". I tak koło się zamyka. Jeśli nawet "Czarna owca" nie powstała z inspiracji "Martwicy mózgu", trzeba przyznać, że poziomem efektów specjalnych dorównuje kanonicznemu pierwowzorowi. Więc i tak jest to zasługa Petera Jacksona.
Black Sheep Scenariusz i reżyseria Jonathan King. Zdjęcia Richard Bluck. Muzyka Victoria Kelly. Scenografia Kim Sinclair. Wykonawcy Nathan Meister (Henry Oldfield), Danielle Mason (Experience), Peter Feeney (Angus Oldfield), Tammy Davis (Tucker), Oliver Driver (Grant), Glenis Levestam (pani Mac), Tandi Wright (dr Rush) i inni. Produkcja New Zealand Film Commission - Live Stock Films - Escapade Picture - Singlet Films, Nowa Zelandia 2006. Dystrybucja SPI. Czas 87 min.
Konrad J. Zarębski, Czarna owca, „Kino” 2008, nr 7-8, s. 87.
© Fundacja KINO 2008 |