Aleksandra Alexandra, reż. Aleksandr Sokurow, Rosja-Francja 2007ALEKSANDRA IWONA KURZ To film o wojnie – tyle że bez wojny. W tym sensie Aleksander Sokurow surowo igra z nawykami widza, który spodziewa się, że za chwilę coś się stanie, ktoś zginie, nastąpi atak, będzie się działo i grzmiało. W końcu akcja niemal w całości toczy się w bazie armii rosyjskiej w Czeczenii lub w jej najbliższym sąsiedztwie. Tymczasem w filmie nie ma żadnych wojennych wydarzeń. To przemyślana decyzja reżysera, który z niesmakiem komentuje tradycję filmu wojennego jako po prostu wulgarną. Toteż z „teatru działań wojennych” przenosi widza za kulisy. Codzienność w bazie wiąże się oczywiście z koniecznością nocnych wypadów i nagłych mobilizacji. Spojrzenia tych, którzy żegnają wyjeżdżających, wymownie też sugerują, że może to być podróż bez powrotu. Jednak widz wprowadzony zostaje do zupełnie innego świata, który tworzą niestarannie postawione namioty, prysznice i latryny przykryte równą warstwą ziemistego pyłu unoszącego się niemal przy każdym kroku. Wydaje się, że pokrył on także obiektyw kamery; całe sekwencje obozowe sprawiają wrażenie monochromatycznych, koloru jasnej ziemi. Jednostajności obrazu towarzyszy monotonia dźwięku: szum ciężarówek i lądujących śmigłowców. Zmysły przytłacza zaduch niewietrzonych wnętrz – mieszanka zapachu potu, żelaza, paliwa – i nieprawdopodobny upał. (W tej mierze oczywiście musimy wierzyć bohaterom na słowo, ale kreowany przez Sokurowa obraz jest niezwykle sugestywny). Zdjęcia do filmu zrealizowano w ciągu 28 dni w rzeczywistych plenerach w pobliżu Groznego. Znajdujemy się zatem naprawdę blisko „teatru” wojny. Niewątpliwie elementem scenicznym jest relacja żołnierzy, przybyłych z bronią, z mieszkańcami zrujnowanego przez bomby miasta. W filmie nie ma walki, lecz obie strony bezustannie mierzą się wzrokiem w atawistycznej próbie sił zapowiadającej, że ta wojna może trwać bez końca – do ostatniego spojrzenia. Zarazem „tubylcy” handlują z żołnierzami na targu (na który większość z nich chodzi bez przepustki; „samowolka” jest tu praktyką powszechną), a handel często zresztą dotyczy elementów umundurowania i uzbrojenia. Także tytułowa Aleksandra przychodzi na targ (również bez przepustki, ale wymogi formalne to nie jest coś, czym Aleksandra by się przejmowała). Obserwowana nieufnie, wręcz wrogo przez młodych mężczyzn, zaprzyjaźnia się z czeczeńską kobietą, która straciła na tej wojnie już dużą część rodziny. Sokurow wyraźnie tutaj podkreśla różnice sytuacji wynikające z różnicy płci: mężczyźni nie rozmawiają ze sobą, w najlepszym razie patrzą na siebie wrogo, a kobiety – złączone imperatywem miłości – porozumiewają się ponad politycznymi różnicami. To dość banalne rozróżnienie jest jednak w tym filmie częścią dużo głębszej całości. Aleksandra przyjechała do bazy odwiedzić wnuka. Od pierwszej chwili wzbudza zainteresowanie, a kamera wygrywa niecodzienność sytuacji: oto wśród żołnierzy, głównie dwudziestoletnich poborowych, w eszelonie pobawionym jakichkolwiek wygód zjawia się starsza, postawna pani (grana przez wybitną śpiewaczkę operową, przez wiele lat na emigracji, Galinę Wiszniewską). Potem cierpi wszelkie niewygody życia obozowego. „Staruchowata” Aleksandra uważnie przygląda się żołnierzom, mrucząc pod nosem swoje uwagi, czasem ciepłe, częściej zgryźliwe. Wzbudza zainteresowanie, ale też rodzaj tęsknoty. Żołnierze przyglądają się jej równie uważnie, chodzą za nią, podglądają, podsłuchują, próbują złapać dotyk, jakiś cieplejszy gest. Ich spojrzenia są ukradkowe, czegoś chcą – zupełnie inaczej niż te wymieniane z tubylcami. Z rozmów z żołnierzami wyłania się dziwny obraz. Oczywiście podejrzewamy ich, że nie mówią całej prawdy o swoim stosunku do wojny. Ale też z przekonaniem powtarzają, że nie chcą wracać do domu, a w każdym razie nie tęsknią bardzo – bo wiadomo, jakie są kobiety. Z kolei Aleksandra przybywa odwiedzić wnuka właśnie z tęsknoty za kimkolwiek, ale też szczególnie – za mężczyzną. Za Aleksandrą obracają się twarze chłopców, ona stanowi ośrodek zainteresowania, do niej składa skargi na wojnę wnuk, ale też młody Czeczeniec, który ją właśnie prosi „dajcie nam wolność”. Centralne usytuowanie tej postaci, także jej imię – imię carów, bohaterów i świętych rosyjskich – i szczególne skojarzenia, jakie wywołuje władcza postać Wiszniewskiej, sprawiają, że urasta ona do rangi figury, symbolu. Jej zmęczenie, podkreślane w filmie tyle razy, przestaje być określeniem chwilowego stanu, a staje się cechą egzystencji. Nie tylko Aleksandry, może też Rosji, a w każdym razie jej żeńskiego pierwiastka trwale rozdzielonego od męskiego, by nie powiedzieć, że z nim zantagonizowanego. To Rosja sterana, pozbawiona męskiej siły zesłanej do Czeczenii, Rosja, w której nie ma ojców, dziadowie bywali tyranami, a wnuki biorą udział w wojnie prowadzącej donikąd. I mają świadomość, że nie ma dla nich powrotu do Rosji. Co mieliby tam robić z karabinem? Nie muszą ginąć, bo w sensie społecznym już są martwi. Krytyka rosyjska dość zgodnie twierdzi, że akcja filmu mogłaby się toczyć i we współczesnym Iraku, i w Afganistanie. Byłby wówczas uogólnionym filmem antywojennym, nieuchronnie szlachetnym i nieuchronnie fałszywym. W części dyskursywnej filmu, gdy bohaterowie próbują wykładać racje (zwłaszcza w jednej z sekwencji rozmowy babci z wnukiem), rzeczywiście wkrada się pewien fałsz: w końcu nie wszystko i nie o wszystkim się tu mówi. Trudno powiedzieć czy wynika to z przeświadczeń reżysera, czy raczej z sytuacji politycznej, w której lepiej nie drażnić władzy zbyt zdecydowanymi są- dami. Jednak obraz zagubienia Aleksandry w obozie, także siatka spojrzeń, z której utkany jest cały film, sprawiają, że bez fałszu wybrzmiewa pytanie o Rosję. Co będzie z Aleksandrą? Jej wnuk może nie wróci. Ale gdy wróci, co z nim, po siedmiu latach na wojnie? Co stanie się z Rosją, którą będą tworzyć dwudziestoletni mężczyźni z doświadczeniem tej wojny? Jedynym, jakie mają. Alexandra Scenariusz i reżyseria Aleksandr Sokurow. Zdjęcia Aleksandr Burow. Muzyka Andriej Sigle. Wykonawcy Galina Wiszniewska (Aleksandra), Wasilij Szewcow (Denis), Raisa Giczajewa (Malika). Produkcja Proline Film, Rézo Productions, Rosja – Francja 2007. Dystrybucja Best Film. Czas 92 min. Iwona Kurz, Aleksandra, „Kino” 2007, nr 12, s. 62-63. © Fundacja KINO 2007
|