FUNDACJA MACIEJ MANIEWSKI Filip Bajon prawdopodobnie wyszedł z założenia, że da widzom to, co tygrysy Europy lubią najbardziej: historię oszustwa, afery, przekrętu. Utrzymaną w tonie chyba satyryczno-ironicznym, ale niewolną też od szyderstwa, które być może ku przestrodze ma służyć. Bo pilnie szukając i Gogolowski akcent da się tu znaleźć. Zatem - "Z kogo się śmiejecie?" Ale nastąpiła rzecz dziwna - temat podobno z naszej rzeczywistości wzięty i w materii rzeczywistości zakorzeniony, dziwnie się z nią mija.
 Trudno mówić o filmie, w którym wszystko właściwie trzeba wziąć w nawias domysłów: że chyba, że prawdopodobnie, że być może... Ale o "Fundacji" Filipa Bajona inaczej mówić nie sposób. Wprawdzie wiele się na ekranie dzieje, intryga piętrzy się i gmatwa (do tego stopnia nawet, że więcej w tym gmatwaniny niż samej intrygi), by wreszcie doprowadzić do miejsca, gdzie się rozpoczęła. I całą zabawę można zaczynać od początku. Z tym samym przekrętem albo innym. Ze znanym już oszustem albo zupełnie nowym. W zmienionych dekoracjach albo tylko odkurzonych. W gruncie rzeczy nie ma to żadnego znaczenia. Gdzie zatem w filmie Bajona tych znaczeń szukać? Jest więc na ekranie niezwykle przedsiębiorczy właściciel firmy sprzątającej, który - podejrzany o drobne oszustwo - w czasie pobytu w areszcie śledczym wpada na pomysł kolejnej malwersacji, tym razem o znacznie większym zasięgu. Wyprzedzając zmianę w ustawodawstwie, powołuje do życia tytułową fundację na rzecz dzieci, ofiar wypadków drogowych. Zaczynają sypać się nawiązki. Małecki wchodzi w porozumienie z bankiem, staje się właścicielem posesji, gdzie chce - rzekomo - otworzyć sanatorium. Koniecznie z basenem, choć w okolicy nie ma wody. Trzeba więc jej szukać. A pieniądze na ten cel z konta fundacji przechodzą przez osobiste konto jej założyciela, który zręcznie manipuluje nie tylko finansami, ale także ludźmi, otoczeniem, prawem. Do czasu jednak, do czasu...
Brzmi to może obiecująco. Obiecujący jest też jeszcze początek opowieści, ta pierwsza kostka domina, która wprawia w ruch całą resztę. Z każdym ruchem coraz mniej, niestety, ciekawą. Bajon bowiem po raz kolejny popełnił błąd, który przed laty przesądził o fiasku filmu "Lepiej być piękną i bogatą". Wtedy też znalazł temat i na czasie, i z rzeczywistości wzięty (przypomnijmy: Polak wobec wielkich pieniędzy). Zamiast zmierzyć się z nową rzeczywistością, uciekł się wówczas do mnożenia i sprzedawania kolejnych grepsów z pretensjami do oryginalności. Tak stało się i tym razem.
Gorzej jednak, że podobnie jest w "Fundacji" z postacią głównego bohatera, który okazał się jednym wielkim "grepsem". Coś chyba wyraźnie wymknęło się Bajonowi spod kontroli. A może właśnie o to chodziło? O grę w cytaty czy raczej autocytaty, jaką zaproponował Jan Nowicki w roli Małeckiego? Trochę z "Wielkiego Szu" (tylko bez tamtego wdzięku), trochę ze "Sztosu" (ale bez nutki nostalgii), także "Młode wilki" razem z ich "1/2", jeszcze "Zostać miss" także I i II... Czy Nowicki robi to źle? Skądże! Aktor tak wyspecjalizował się w klonowaniu podobnych postaci, że może to robić z zamkniętymi oczami i przez sen. Nie zastanawiając się nawet, po co i w jakim kontekście. I nie udając, że cokolwiek go to obchodzi. Ktoś powie - profesjonalizm. Ale ktoś inny powie - dezynwoltura. Nieco pretensjonalna przy tym.
Pozostaje "Fundacja" filmem w gruncie rzeczy martwym, zamkniętym w dość dziwny cudzysłów, jakby rodem z kabaretu. Ale to, że życie jest kabaretem, zostało powiedziane już dawno. Znacznie ciekawiej, bardziej prowokująco i przekonująco.
Fundacja
Scenariusz i reżyseria Filip Bajon. Zdjęcia Wojciech Todorow. Muzyka Michał Lorenc. Wykonawcy Jan Nowicki (Mieczysław Małecki), Maciej Stuhr (Darek Koliba), Elżbieta Jarosik (pani Małecka), Agata Kulesza (Anka), Zbigniew Lesień (poseł), Jerzy Trela (prokurator), Kinga Preis (Kazia). Produkcja Argomedia Production Lambros Ziotas, Techfilm, Polska 2006. Dystrybucja Stajko Film. Czas 110 min. Maciej Maniewski, Fundacja, „Kino” 2008, nr 1, s. 79.
© Fundacja KINO 2008 |