BOISKO BEZDOMNYCH AGNIESZKA JAKIMIAK Wyobraźmy sobie film o happy endzie. Nie - film z happy endem, dążący od pierwszej sceny do szczęśliwego zakończenia, ale właśnie film o happy endzie, a może nawet o samych happy endach. Film, w którym każdy zły los ujawnia znienacka swoją drugą stronę, nieszczęście przemienia się w coś dobrego i nigdy nie jest tak źle, jakby wskazywały na to okoliczności. Takie karkołomne zadanie, właściwie z góry skazane na niepowodzenie, chyba powiodło się Kasi Adamik w "Boisku bezdomnych".
 Temat podjęty przez Adamik to w rzeczywistości stąpanie po grząskim filmowym gruncie. Do grupy bezdomnych, zamieszkujących warszawski Dworzec Centralny, dołącza Jacek Mróz (Marcin Dorociński), nauczyciel wuefu i były piłkarz polskiej reprezentacji, który na bruku znalazł się poniekąd z własnego wyboru - po kolejnej kłótni z żoną wyprowadził się z domu i wpadł w alkoholowy ciąg. Jego piłkarski talent okazuje się darem dla pogrążonych w marazmie dworcowych towarzyszy, którzy też kochają piłkę nożną i marzą, by zagrać na prawdziwym boisku. Wyczerpujące treningi prowadzone przez Mroza, trudne wyrzeczenia i poważne zobowiązania prowadzą bezdomnych piłkarzy do wymarzonego celu: startu w mistrzostwach świata bezdomnych. A zatem: kolejna opowieść o społecznym marginesie, przepełniona wiarą, że oko kamery to najlepszy środek do zajrzenia w zakamarki szarej rzeczywistości. I znowu kino ma stać się ostoją dla iluzji realizmu i obiektywizmu, znów jest ostentacyjnie i jednoznacznie zaangażowane i po raz kolejny rości sobie prawo do dydaktyzmu. Jakimś cudem (a być może po prostu dzięki reżyserskiemu talentowi) Kasia Adamik omija większość z grożących pułapek i nie wpada ani w naiwny, ani w moralizatorski ton.
Odpowiedzi na pytanie, dzięki czemu to się udało, można szukać w słowach samej Adamik: "Zależało mi na tym, by moi bohaterowie byli wiarygodni, ale też ciekawi jako postacie filmowe. Nie chciałam stworzyć lirycznego, bajkowego czy poetyckiego obrazu bezdomności". Te dwa zdania tłumaczą, dlaczego "Boisko bezdomnych" jest udanym filmem. Z jednej strony autorka nie dążyła do odzwierciedlenia świata w skali 1: 1, z drugiej - nie dała się ponieść metaforze. W tym kontekście najodpowiedniejszym słowem wydaje się rzetelność, która odnosi się do poszanowania reguł rządzących filmową rzeczywistością i do wyrzeczenia się poetyckiej metafizyki. A przy tym opowieść Kasi Adamik jest naprawdę pozytywna. Bo jeśli na ekran ma trafić historia o trudnych losach ludzi, którzy znaleźli się nagle na dnie, czy od razu trzeba się koncentrować na najciemniejszych epizodach? Może zamiast tego warto, nieco na przekór i dla kontrastu, przyjrzeć się momentom nadziei i powodzenia? - zdaje się pytać Adamik. Jest w "Boisku bezdomnych" scena, która stanowi najlepszy przykład scenariuszowej (autorem scenariusza jest Przemysław Nowakowski, przy udziale Kasi Adamik i Agnieszki Holland) i reżyserskiej sprawności Kasi Adamik. Jacek Mróz waha się, czy przyjąć rolę trenera drużyny bezdomnych - stoi na ulicy, przegląda się w wystawowych szybach - gdy w jego kierunku leci piłka. Za chwilę podbiega do niej mały właściciel i prosi o zwrot, bo inaczej tatuś będzie się gniewał. "A ty nie będziesz się gniewał?" - pyta Mróz. Dziecko odpowiada z powagą, że wprost przeciwnie - nienawidzi gry w piłkę, woli grać na pianinie, ale ojciec zabrania mu zajmowania się muzyką, bo chłopiec "wyrośnie na pedała". Mróz zabiera piłkę i mówi: "Zrobimy tak, że ja wezmę piłkę, a jak tatuś będzie pytał, to powiesz, że ci pedały zabrały". W jednej scenie zmieściło się wszystko: przypadkowa szczęśliwa okoliczność, świetny dialog i przewrotne poczucie humoru.
Nie oznacza to, że "Boisko bezdomnych" jest filmem pozbawionym wad. Z pewnością nie zaszkodziłoby mu, gdyby został skrócony i skondensowany - tempo chwilami niepotrzebnie zwalnia, na czym traci fabuła i wyrazistość. Problem stanowi też potrzeba "ufilmowienia" bohaterów. W plejadzie gwiazd, odgrywających bezdomnych, każdy posiada aż nazbyt rzucający się w oczy rys charakterystyczny: Jacek Poniedziałek gra byłego księdza alkoholika, Marek Kalita jest eksministrem, który trafił na ulicę, Indor (Eryk Lubos) ma marynarską przeszłość, Górnik (Barłomiej Topa) uciekł ze Śląska po wypadku w kopalni. "Boisko bezdomnych" jest podzielone na rozdziały, poświęcone bohaterom - wydaje się, że zbyt barwnym i wymyślnym, by widz mógł bez oporów dać się ponieść historii.
Jednak nie zmienia to tego, co w filmie Kasi Adamik najważniejsze - "Boisko bezdomnych" stanowi dowód, że każdą opowieść można snuć na wiele sposobów i niektóre z nich są naprawdę ciekawe. Wystarczyłoby, że Adamik przesunęłaby kilka akcentów, spróbowała zaangażować się w temat na innych zasadach, a film stałby się nieznośnie jednoznaczny. Tymczasem "Boisko", opowiadając o promiennej chwili, samo okazuje się pogodnym punktem w polskim kinie.
Boisko bezdomnych
Reżyseria Kasia Adamik. Scenariusz Przemysław Nowakowski wg pomysłu Kasi Adamik i Agnieszki Holland. Zdjęcia Jacek Petrycki. Muzyka Antoni Łazarkiewicz. Scenografia Katarzyna Sobańska. Wykonawcy Marcin Dorociński (Jacek), Eryk Lubos (Indor), Dmitrij Piersin (Mitro), Marek Kalita (Minister), Bartłomiej Topa (Górnik), Jacek Poniedziałek (Ksiądz), Joanna Grudzińska (Sewka). Produkcja SF Tor - WFDiF - Non Stop Film Service - TVP SA - PISF, Polska 2008. Dystrybucja Gutek Film. Czas 126 min. Agnieszka Jakimiak, Boisko bezdomnych, „Kino” 2008, nr 10, s. 73.
© Fundacja KINO 2008 |