0_1_0 BŁAŻEJ HRAPKOWICZ W ostatnim filmie Piotra Łazarkiewicza bohaterów oglądamy jak pod mikroskopem. Kamera skacze od jednego klaustrofobicznego wnętrza do drugiego, a każda kolejna sytuacja fabularna to preparat - z toksycznych i skrajnych emocji. Reżyser obserwuje współczesnych trzydziestolatków, kiedy wykrzykują tyrady, ranią się, w decybelach rekompensując sobie atrofię uczuciową, niespełnienie, kompleksy. Dochodzi do zdarzeń kuriozalnych i absurdalnych. Nierzadko żałosnych. W grę wchodzi narkomania, zmiana płci, przemoc psychiczna, wreszcie śmierć. I tylko szkoda, że ta gra niespecjalnie warta jest świeczki.
 Łazarkiewicz spróbował oprzeć swój film na strukturze polifonicznej, w której współbrzmienie kilku równolegle prowadzonych wątków tworzy spójną opowieść, budowaną na zasadzie ekwiwalencji bądź kontrastów. Z powodzeniem wykorzystywał tę formułę Robert Altman, po którym schedę przejął Paul Thomas Anderson. Lecz obaj doskonale rozumieli, że mozaikowa konstrukcja narracji wymaga przemyślanego wykorzystania przestrzeni, która powinna wzmacniać związki między bohaterami, nadawać ich historiom formę zdolną udźwignąć nadrzędną myśl. Wiedzieli, że reżyser nie powinien stawiać się w roli demiurga, arbitralnie łączącego losy postaci wydarzeniem funkcjonującym poza osią opowieści. A rozpoczynający film Łazarkiewicza wypadek samochodowy - kilkakrotnie później powracający - jest właśnie takim sztucznym spoiwem. Sugeruje obecność losu, lecz nie wyprowadza z tego żadnych konsekwencji. Stanowi coś w rodzaju refrenu, ale pozbawionego związku ze zwrotkami. W rezultacie "0_1_0" rozpada się na szereg odrębnych miniatur - wyizolowanych, przeładowanych deklaratywnymi dialogami i nieznośnie wykoncypowanych. Można się oczywiście zastanawiać, w jakim stopniu prowadzone przez bohaterów pretensjonalne dysputy dają się wytłumaczyć przyjętą konwencją - teatralną, rozumianą jako prymat słowa nad obrazem. Ale tu właśnie leży główny problem obrazu Łazarkiewicza. Taki zabieg formalny kłóci się bowiem z polifonią - bardzo wszak "filmową". Autor "Pory na czarownice", który zrealizował również sporo spektakli Teatru Telewizji, być może czuł się najlepiej, gdy stosował siermiężną, surową inscenizację. Nie udało mu się jednak niezwykle chłodnym i chropawym stylem opowiadania uzyskać efektu emocjonalnego, siły oddziaływania. Malowany ciemnymi barwami film popada ze skrajności w skrajność, ignorując odcienie szarości. Problemy, z którymi stara się zmierzyć, są albo wydumane, albo niepotrzebnie rozdęte do rozmiarów egzystencjalnego dramatu, który ma być jeszcze w dodatku refleksją dotyczącą szerszej grupy społecznej.
Bo jeden dzień z życia trzydziestolatków urasta u Łazarkiewicza do portretu ogólnej kondycji pokolenia. Jego przedstawicieli różni wiele - jedni pracują, inni parają się dziwacznymi, perwersyjnymi gierkami, jeszcze inni rozmawiają ze zmarłymi - ale wszyscy są nieszczęśliwi. Dlatego żyją złudzeniami, zadają sobie nawzajem ból, zamykają się w skorupie ironii i cynizmu. Doświadczeniem pokoleniowym staje się frustracja, wyrażana również na tytułowej stronie internetowej, której użytkownicy kreują wspólnotę osób zagubionych.
Pomysł z internetową platformą komunikacyjną to jednak najsłabszy punkt filmu. Reżyserski wybieg, który nie świadczy o przenikliwości obserwacji, lecz raczej o bezradności. To droga na skróty, omijająca ważne przecież pytania: czy użytkowników strony internetowej rzeczywiście możemy określić jako ludzi o podobnych przeżyciach, mentalności, zapleczu kulturowym? Czy to wystarczająca podstawa, aby mówić o pokoleniu, do czego Łazarkiewicz otwarcie aspiruje? Podobny wiek oraz identyczna historia witryn w przeglądarce nie świadczą jeszcze o istnieniu zbiorowości reprezentatywnej dla tzw. kondycji ludzkiej, pomijając już kwestię, co ta ostatnia naprawdę oznacza. Nad tymi wątpliwościami Łazarkiewicz przechodzi jednak do porządku dziennego. Choć operuje pojęciami niejednoznacznymi, zadowala się rażącymi uproszczeniami, jakby wierzył, że zupełnie oderwane od losów postaci narracyjne pomosty zbudują na potrzeby filmu wiarygodny portret zmęczonych życiem trzydziestolatków. Tak się nie dzieje.
W obliczu krachu głównego artystycznego założenia, "0_1_0" wydaje się nieprzekonującym głosem o potrzebie bliskości, o samotności, która może być przełamana tylko w momentach kryzysowych, jak śmierć. Wtedy jest możliwość przekroczenia muru i zrozumienia drugiego człowieka. Zapędzająca się w rejony metafizyczne końcówka podkreśla wyjątkowy status deficytowych - rzecz jasna - wartości. Określenie takiego stanu rzeczy jako swoistego dla konkretnego pokolenia bądź czasów to postawa naiwna, bliska moralizowaniu. Mam wrażenie, że Piotr Łazarkiewicz nie do końca zapanował nad prowizorycznie skręconym materiałem i trochę desperacko starał się nadać mu kształt, przez co film dryfuje w niekoniecznie najszczęśliwsze rejony. Głosy, że "0_1_0" to nowa jakość w polskim kinie, uważam więc za mocno przesadzone.
0_1_0
Reżyseria Piotr Łazarkiewicz. Scenariusz Krzysztof Bizio, Piotr Łazarkiewicz. Zdjęcia Wojciech Todorow. Muzyka Antoni Łazarkiewicz. Wykonawcy Anna Maria Buczek (Anna), Małgorzata Buczkowska (Lena), Wojciech Brzeziński (Maciek), Marta Chodorowska (Marta), Marcin Kęszycki (strażnik), Julia Kijowska (Julia), Redbad Klijnstra (Łuka), Piotr Ligienza (Tomek), Rafał Maćkowiak (Filip), Rafał Mohr (Jacek), Maria Peszek (Ilona), Magdalena Popławska (Maria), Maria Seweryn (Kasia), Dariusz Toczek (Piotr), Tomasz Tyndyk (Sebastian). Produkcja Skorpion Art; Media Brigade; TV Polsat. Polska 2008. Dystrybucja Gutek Film. Czas 86 min. Błażej Hrapkowicz, 0_1_0, „Kino” 2008, nr 11, s. 80.
© Fundacja KINO 2008 |