|
DRZAZGI JAKUB SOCHA Film "Drzazgi" rozgrywa się oczywiście na Śląsku, bo to na Śląsku nasi filmowcy mają swoją Ziemię Obiecaną. A skądże to, jakże to, a co to, a kto to tak na ten Śląsk artystów pcha? Że pędzą, że kręcą, że bucha inwencja? Czarny węgiel, a może czerwona cegła? Nie, to kontrasty wprawiają ich w ruch. Z jednej strony pamięć o dawnej potędze regionu, a z drugiej poczucie dzisiejszej klęski. Świat, który wypadł z zawiasów i ten, który śni kapitalistyczny sen. Górnicze hałdy, wilgotne familoki, sąsiadujące z jasnymi ogrodami i paradnymi rezydencjami. Kłująca w oczy bieda i kłujące w oczy bogactwo. Błogostan pożeniony z cierpieniem.
 Z prawdziwymi drzazgami film Macieja Pieprzycy ma niewiele wspólnego. Drzazgi wbijają się pod skórę, uwierają, bolą, a gdy się ich w porę nie usunie - ropieją. Tu mamy co najwyżej do czynienia z wyheblowanymi, polakierowanymi deszczułkami, którymi reżyser wystukuje swoją drewnianą bajkę. Jest to bajka polifoniczna. Są dwa rodzaje polifonii: imitacyjna i kontrastowa. Pieprzyca wybiera tę drugą. Prowadzi kilka wątków, nie po to, by imitować jeden wątek w drugim, ale żeby nadać każdemu z nich osobny i niepowtarzalny rys. Ta polifoniczna kontrastowość została wybrana nie bez powodu. Wraz z opartym na antynomiach obrazem Śląska tworzy wizję, że tak powiem krańcową i niezamierzenie groteskową. Bohaterów jest troje. Wszyscy są młodzi, ale to jedyna rzecz, która ich łączy. Robert jest cynicznym naukowcem, który wierzy, że napędza nas zwierzęca walka, a nie humanistyczne wzorce. Właśnie dowiedział się, że dostał stypendium na zagranicznym uniwersytecie. W tym samym czasie jego dziewczyna oznajmia mu, że jest w ciąży. Z kolei Marta jest córką lokalnego dorobkiewicza, która niedługo ma wyjść za mąż za syna jednego z ojcowych wspólników. I choć zna pana młodego od wczesnego dzieciństwa, wcale nie chce brać z nim ślubu, gdyż go zwyczajnie nie kocha. Bartek natomiast jest byłym piłkarzem Górnika Zabrze, któremu przypadkowa kontuzja przekreśliła karierę. Teraz jest kibolem, który zabija czas pomiędzy kolejnymi meczami, romansując z lokalną sprzedawczynią, bijąc Romów i kradnąc złom.
Pieprzyca patrzy na ich poczynania z wysoka. Jest przekonany, że u jego stóp leży kosmos, choć tak naprawdę to tylko sztuczny świat, po którym krążą nie ludzie, a wycięci z gazetowego papieru reprezentanci kolejnych grup społecznych. Dorobkiewicze, biedota i inteligenci. Tylko arystokracji brak.
Wszystko idzie wedle schematu. Dorobkiewicze to banda głupich i małych, odpychających ludzi, którzy myślą wyłącznie o ogrodowych krasnalach oraz mamonie. Fanatyczni kibice to morowe chłopaki, w prostej linii potomkowie ułanów, skrywający szlachetne wnętrza za klubowymi barwami. A naukowcy to chuderlawi nietzcheaniści, którzy tylko z pozoru odrzucają tradycyjną moralność i szokują dziwnymi wnioskami, bo przecież tak naprawdę są sługami dobra, miłującymi wszystko i wszystkich.
Autor "Inferna" nie daje im zaczerpnąć świeżego powietrza, nie pozwala zwyczajnie pożyć. Zamiast tego każe im czekać aż przyciśnie guzik i skaże ich na cudowny przypadek, niesłychane przecięcie z losem drugiego człowieka. Polskie drogi, przemierzane przez polskich bohaterów, prędzej czy później zawsze bowiem się krzyżują. Tak było w "Korowodzie", "Senności", tak jest i w "Drzazgach". Dlaczego akurat ludzie, których nic nie łączy, muszą zawsze wpadać na siebie? Trudno powiedzieć. Może to spadek po późnych filmach Kieślowskiego, a może to po prostu zwyczajna ambicja, która raz na jakiś czas każe człowiekowi pobawić się w Boga?
Pieprzyca patrząc z góry nie dostrzega detali, niuansów, szczelin, chropowatości. Zamiast tego widzi świat jako precyzyjną układankę, sumę poszczególnych składników, tworzącą wzór doskonały. Perspektywa, którą wybrał reżyser, wskazuje jeszcze inną wadę, którą jest kumulacyjność. "Drzazgi" uginają się pod ciężarem masy pokręconych bohaterów, dziwnych zdarzeń i cudacznych smaczków. Są one wyłącznie pustymi znakami, efekciarskimi konceptami. Sprawiającymi wrażenie, jakby Pieprzyca zbierał je i zapisywał w kajeciku przez lata, a potem bez ładu i składu powrzucał do swojego kinowego debiutu. Maciej Pieprzyca zrobił film o jakiejś dziwnej plazmie, nie o Śląsku.
Drzazgi
Reżyseria Maciej Pieprzyca. Scenariusz Maciej Pieprzyca, Bartosz Kurowski. Zdjęcia Marek Traskowski. Muzyka Grzegorz Daroń. Wykonawcy Antoni Pawlicki (Robert), Karolina Piechota (Marta), Marcin Hycnar (Bartek), Krzysztof Ogłoza (Sebastian), Michał Pieczatowski (Kartofel), Marcin Łuczak (Bobas), Agnieszka Judycka (Dorota). Produkcja Akson Studio, TVP, Polska 2008. Dystrybucja Fundacja Film Polski. Czas 100 min. Jakub Socha, Drzazgi, „Kino” 2009, nr 2, s. 68.
© Fundacja KINO 2009 |