GENERAŁ - ZAMACH NA GIBRALTARZE
PIOTR ŚMIAŁOWSKI
Dystans i skrajne niedowierzanie. Takie wrażenia towarzyszą oglądaniu tego filmu. Drugi człon tytułu nie pozostawia wątpliwości, jakie jest zdanie twórców na temat śmierci generała Sikorskiego w lipcu 1943 roku: został zamordowany. Próby odtworzenia wypadków, które rozegrały się na Gibraltarze, podejmowali dotąd prawie wyłącznie dokumentaliści. Lecz fabularny „Generał..." uzmysławia, że to właśnie fabuła jest chyba najgorszą metodą i drogą do wyjaśnienia tej zagadki. Film przedstawia bulwersującą wersję zdarzeń, ale nie bierze ich w żaden nawias, nie wyjaśnia, jaka była podstawa do wyciągnięcia podobnych wniosków. Uniemożliwia to właśnie konwencja. Dlatego nawet ci widzowie, którzy interesują się historią, wobec wielu wątków „Generała..." pozostaną zapewne bezradni.
Film jest jedynie swoistą zapowiedzią serialu fabularno-dokumentalnego, który za jakiś czas pojawi się na antenie TVN i - jak zapewniają producenci - wyjaśni wszystkie aspekty teorii o zamachu na Sikorskiego. Na razie jednak ktoś, kto chciałby w pełni zrozumieć tezy stawiane w „Generale...", musiałby de facto przeprowadzić własne śledztwo, przebijając się nie tylko przez rzetelne opracowania, lecz także, niestety, przez różne spiskowe teorie na temat śmierci Sikorskiego. Krótka rada: najlepiej zrobić to przed wizytą w kinie. Wtedy będzie można pozostać krytycznym wobec filmowej wersji zdarzeń. Bo choć „Generał..." jest tylko kolejną hipotezą, twórcy wyraźnie próbują narzucić widzowi twierdzenie zgoła inne: znamy prawdę, jako pierwsi do niej dotarliśmy.
„Generał..." powstał w oparciu o wieloletnie badania dziennikarza i historyka Dariusza Baliszewskiego. Jego zdaniem Sikorski został zamordowany przez Polaków - swoich politycznych oponentów, potępiających zawarty przez niego sojusz ze Związkiem Radzieckim. Na śmierci generała skorzystali jednak przede wszystkim Brytyjczycy, dla których Sikorski stawał się coraz bardziej niebezpieczny. Po zerwaniu przez ZSRR stosunków dyplomatycznych z rządem londyńskim chciał ujawnić prawdę o mordzie katyńskim i miał dowody na to, że zrobili to Rosjanie. Zginął - jak twierdzi Baliszewski - ponieważ przez niego sojusz aliantów mógłby się rozpaść. Ta teoria w pewnym stopniu czerpie z poprzednich hipotez, ale wprowadza również tezy zupełnie nowe. Łączy je natomiast to, że wszystkie można zakwestionować. Niektóre są tak absurdalne, że przeczą zdrowemu rozsądkowi. Baliszewski mówił w jednym z odcinków swojego programu „Rewizja nadzwyczajna", że dopóki Brytyjczycy nie otworzą archiwów, trudno będzie zdobyć w tej sprawie jakiekolwiek jednoznacznie dowody; można polegać jedynie na relacjach. Śledztwo Baliszewskiego polegało więc właśnie na żmudnym zbieraniu podobnych relacji. Na niektóre z nich nie istnieje jednak choć cień dowodu, a wiele z nich to zwykłe insynuacje. „Generał..." nasuwa nieodparte wrażenie, że Baliszewski zgromadził po prostu wszystkie przekazy, które przychylają się do opinii, że był to zamach.
Jedna z pierwszych informacji, padających w filmie mówi, że Sikorski przylatując na Gibraltar, miał ze sobą wspomniane dowody potwierdzające winę Sowietów w sprawie Katynia. Skąd mógł je mieć? Jak powszechnie wiadomo, Niemcy po odkryciu zbiorowych mogił chcieli zaprosić Sikorskiego na miejsce zbrodni, zapewniając mu oczywiście gwarancje bezpieczeństwa. Lecz generał nigdy nie przyjął tego zaproszenia. Baliszewski twierdzi jednak, że niemieccy historycy mają dowody, iż Sikorski w pewnym momencie skontaktował się z hitlerowcami, by uzyskać od nich odpowiednią dokumentację. I dlatego na ekranie mogła się pojawić cała sekwencja, w której Sikorski przegląda na przykład zdjęcia z Katynia. Baliszewski w swoim śledztwie zwraca uwagę na jeszcze inny szczegół: rzuconą kiedyś jakby mimochodem przez niejakiego generała Rayskiego uwagę, że Sikorski „był agentem niemieckim od czasu Legionów". Chyba żaden historyk nie odniósł się nigdy poważnie do tej opinii, rzadko ją w ogóle komentowano. Mimo to Baliszewski traktuje tę kwestię jako jeden z kluczy interpretacyjnych do śmierci Sikorskiego.
Następnie twórcy filmu krok po kroku odsłaniają kulisy zamachu na generała. Na Gibraltar przedostaje się grupa polskich zamachowców. W różnych momentach każdy z nich używa nazwiska Jan Gralewski. Prawdziwy Gralewski także w końcu trafia na Gibraltar. Jest traserem, wyznaczającym szlaki dla polskich kurierów. Gdy orientuje się, że planowany jest zamach na Sikorskiego, próbuje go ostrzec. W ten sposób przesądza swój los. Anglicy wiedzą o planowanej przez Polaków akcji, lecz muszą przede wszystkim za wszelką cenę zdobyć dokumenty katyńskie, które są w którejś z jego walizek. Udaje im się to tuż po śmierci generała. Sikorski ginie w swoim pokoju, zamordowany w samym podkoszulku, co ma oczywiście tłumaczyć, dlaczego został pochowany bez munduru. Anglicy pozorują później wypadek. Do samolotu zamiast Sikorskiego, jego córki, adiutantów i innych pasażerów wsiadają podstawieni i odpowiednio przebrani aktorzy.
Prościej nie da się chyba opisać zarysu fabuły filmu. Jednak - paradoksalnie - „Generał...", którego twórcy za prawdziwą uznają tę wersję wydarzeń, w niezamierzony sposób ujawnia jednocześnie wątłość tej teorii (czego nie widać tak wyraźnie, gdy czyta się artykuły Baliszewskiego): aby cały plan zabójstwa Sikorskiego mógł się powieść, potrzeba było tylu zbiegów okoliczności, zaangażowania takiej liczby osób, że powodzenie akcji wymagałoby w pewnym momencie cudu. A najtrudniej uwierzyć w to, że pomysłodawca zamachu zdecydowałby się na udział tylu świadków, nie mając przecież gwarancji, że w przyszłości będą umieli dochować tajemnicy.
W przedstawionych na ekranie efektach śledztwa Baliszewskiego trudno pominąć także inną kwestię: bohaterowie filmu to w większości postaci historyczne, znane z nazwiska. Kilka z tych osób pozostawiło pamiętniki, historia zanotowała ich wojenne losy. Na pewno żyją gdzieś ich rodziny. W „Generale..." praktycznie wszyscy, z wyjątkiem Jana Gralewskiego i najbliższych współpracowników Sikorskiego, zostali przedstawieni jako spiskowcy i współwinni śmierci generała. W podobnych przypadkach pojawia się najczęściej argument, że reżyser robi swój film i nie musi być przesadnie dokładny w odwzorowywaniu wszystkich faktów. Ale chyba są jakieś granice...
Wygląda na to, że sprawa śmierci Sikorskiego już dawno wymknęła się wszelkim rzetelnym metodom badawczym. Przeświadczenie autorów spiskowych teorii, że był to zamach, nie zniknęłoby nawet wówczas, gdyby pojawiły się niepodważalne dowody na to, że był to jednak nieszczęśliwy wypadek. Zawsze pozostaną dziesiątki wątpliwości, które narosły przez ostatnie dziesięciolecia i pozwalają dziś snuć domysły. Ostatnio wydawało się, że wyniki przeprowadzonej sekcji zwłok Sikorskiego zamkną tę sprawę. Jednak Baliszewski nie zgadza się z nimi. Twierdzi, że zdanie o obrażeniach na ciele generała, które są „typowe dla wypadków komunikacyjnych i upadków z wysokości" można zinterpretować również w ten sposób, że generał został zrzucony ze skały. A to, że zwłoki (po 65 latach!) nie zawierały śladu okrzemków (jednokomórkowych glonów), ma z kolei oznaczać, że nigdy nie były zanurzone w morzu. Nie wiem, czy ktoś będzie weryfikował uwagi Baliszewskiego. Tak powstają jednak kolejne kuriozalne wątpliwości, które dla pomysłodawców tego filmowego przedsięwzięcia okazały się warte osobnego filmu fabularnego. Ale „Generał..." to po prostu zrealizowany za ciężkie pieniądze kryminał sensacyjny udowadniający w istocie, że spiskowe teorie pozostaną tylko spiskowymi teoriami.
Generał - Zamach na Gibraltarze
Scenariusz i reżyseria Anna Jadowska. Zdjęcia Marek Gajczak, Robert Halastra. Muzyka Contemporary Noise Quintet, Robert Ciodyk. Wykonawcy Krzysztof Pieczyński (gen. Władysław Sikorski), Kamilla Baar (Zofia Leśniowska), Tomasz Sobczak (Jan Gralewski), Marieta Żukowska (Alicja Iwańska), Tomasz Borkowski (por. Ludwik Łubieński), Łukasz Simlat (Zygmunt Biały). Produkcja TVN, Polska 2009. Dystrybucja ITI Cinema. Czas 86 min
Piotr Śmiałowski, Generał - Zamach na Gibraltarze, „Kino" 2009, nr 4, s. 64-65.
© Fundacja KINO 2009