HAŃBA
IWONA KURZ
David Lurie jest profesorem literatury angielskiej, ale znudzona publiczność studencka raczej go nie słucha jako nauczyciela. Żyjemy w rzeczywistości, w której romantyzm już nie porusza. Lurie jest także koneserem muzyki i wina oraz wielbicielem kobiet. W końcu jednak popada w tarapaty, kiedy uwiedziona przez niego studentka składa skargę. Komisja domaga się od niego wyjaśnień, których odmawia, choć jednocześnie przyznaje się do winy i wyraża gotowość przyjęcia każdej kary. Czy jednak jego skrucha jest szczera? Czy płynie z głębi serca? Jak nazywa swoją winę? Lurie nie chce się zniżyć do pokajania przed ludźmi, których nie szanuje. Jego postawa jest raczej złośliwa, może nawet cyniczna, zarazem jednak nietrudno zauważyć, że jakoś oczyszczająca w swoim przekornym proteście przeciwko współczesnej etyce, która miałaby się opierać na przeżyciach, emocjach i ich interpretacji: był czyn, czyn bezdyskusyjny, powinna być kara – i tyle, zdaje się mówić, nie bez pewnego rozbawienia.
To dopiero początek jego kłopotów – będzie musiał przekroczyć kolejne kręgi „pohańbienia”. Utrata szacunku otoczenia,a potem pracy sprowokuje go do wyjazdu z miasta i odwiedzenia córki mieszkającej samotnie na odległej farmie. Potem zdarzy się napad, a potem cząstka po cząstce córka Luriego, a za nią on, będzie rezygnować ze swego stanu posiadania. Ostatecznie bohater osiada na odludziu, podejmując pracę pomocnika lokalnej pani weterynarz, której głównym zadaniem jest usypianie niechcianych psów i kotów. Na samym dnie, skonfrontowany z porządkiem, którego nie akceptuje, ale dla którego nie potrafi też znaleźć mocnych kontrargumentów, jako człowiek wyzuty, odnajduje elementarną zgodę na świat, podstawowe odczucie życia i śmierci, jakąś formę odkupienia, która przejawia się w czułości, z jaką będzie dotykał starej kobiety, i czułości, z jaką będzie „poddawał” kolejne psy.
Opowiadam tę historię dość szczegółowo, chociaż oczywiście nie zaskakuje ona czytelników nagrodzonej w 1999 roku Bookerem książki J. M Coetzeego pod tym samym tytułem. Przede wszystkim nie o rozwój akcji tu chodzi. Narrator powieści (jak zazwyczaj narrator Coetzeego) przygląda się Luriemu właśnie tak, jak przygląda mu się świat – w pewnym momencie, już po ujawnieniu sprawy ze studentką, bohater stwierdza, że ludzie patrzą na niego z odrazą, podobną do tej, jaką wzbudza widok karalucha wychodzącego nocą z wanny. Niewidoczność to najlepsze, co może go spotkać. Ostatecznie Lurie odnajdzie w sobie więź z karaluchem, nauczy się przywierać do egzystencji w oparciu o elementarne odczucie życia i śmierci – w końcu jedyne życie, które mamy, to to, które w istocie dzielimy ze zwierzętami.
Świat zwierząt mocno jest tutaj obecny – jako stały punkt odniesienia dla działań i myśli bohaterów; wyraźnie też wyznacza granicę między światem miejskim a kulturą tradycyjną, wsią, gdzie nie patrzy się na zwierzęta jak na przyjaciół, lecz część świata natury, do której też człowiek należy. Te zróżnicowania służą oczywiście uwypukleniu możliwych linii napięć w wielokulturowym społeczeństwie, ale ich podstawowym celem jest raczej wyznaczenie wewnętrznego pola walki. Wiadomo, że nie ma żadnej sprzeczności w tym, że ten sam człowiek pragnie napisać operę i posiąść, z wykorzystaniem władzy, młodą kobietę. Tytułowa „hańba” wiąże się oczywiście z pozbawieniem bohatera godności publicznych, ale też – jak sądzę – z odkryciem „pohańbienia” ofiary, stania się przedmiotem nagiej przemocy, na którą nie znalazło się właściwej odpowiedzi. To wywołuje wstyd, jak wówczas, gdy jesteśmy świadkami wydarzeń nienormatywnych, w których nie jesteśmy sprawcami, ale odkrywamy bezsilność odkrywając zarazem coś, o czym na co dzień próbujemy heroicznie nie pamiętać. Lurie staje się upadłym przedstawicielem klasy białych mężczyzn z wyższej klasy średniej, wyzutym z przywilejów reprezentantem kultury wysokiej, który będzie się musiał uczyć nowych ról społecznych. Przyjmuje chyba bez złudzeń tę nową, trudną rzeczywistość. Jak pisze Coetzee, wkładając tę myśl w usta Bev, weterynarz, której pomaga Lurie: „To jest z dnia na dzień coraz trudniejsze. [...] Trudniejsze, ale też łatwiejsze. Człowiek przyzwyczaja się do rosnących trudności; przestaje się dziwić, że coś, co było skrajnie trudne, staje się coraz trudniejsze”.
Diagnoza moralna, przenikliwa i pozbawiona złudzeń, którą stawia Coetzee, trafia w filmie na pewien opór. Film jest ładnie wyreżyserowany, a postarzały John Malkovich uwiarygodnia swego bohatera. Jednak wyłania się kłopot dość oczywisty, wynikający z odmiennego ulokowania narratora w filmie i w książce. Powieściowe opowiadanie skupia się na bohaterze, skutecznie wywołując owo wrażenie odrazy; charakterystyczna dla Coetzeego narracja opiera się na dystansie, obcości, na patrzeniu na postać „po nazwisku”. To wszystko wiedzące i wszystko widzące spojrzenie w filmie zostaje zastąpione spojrzeniem kamery sugerującym spojrzenie bohatera – Lurie / Malkovich obecny jest we wszystkich scenach i wszystkie wydarzenia poznajemy z jego punktu widzenia. Ma to jednak tę konsekwencję, że inaczej patrzymy na jego przemianę, bardziej wierzymy w jej jednoznaczność; traci się ostrość spojrzenia, pewne okrucieństwo, zastąpione przez podejrzenie sentymentu.
Jest jeszcze jeden aspekt filmu wart podkreślenia, zwłaszcza tu, w Polsce. Skupiając się na przypadkach Luriego, łatwo stracić z oczu tło – pejzaż mentalny RPA w okresie po transformacji. Przesłanie tego obrazu nie jest krzepiące i nie jest nowe, ale warto je wydobyć i podkreślić, choć bolesna to prawda. Otóż nie ma żadnej relacji między zmianą polityczną i społeczną a moralnością – metamorfoza ustrojowa nic nie zmienia w naturze człowieka.
Disgrace
Reżyseria Steve Jacobs. Scenariusz Anna Maria Monticelli na podstawie powieści J. M. Coetzeego. Zdjęcia Steve Arnold. Muzyka Antony Partos, Graeme Koehne. Wykonawcy John Malkovich (David Lurie), Jessica Haines (Lucy), Eriq Ebouaney (Petrus), Fiona Press (Bev Shaw), Antoinette Engel (Melanie), Charles Tertiens (Ryan). Produkcja Fortissimo Films, Sherman Films, Whitest Pouring Films, Wild Strawberries. Australia – RPA 2008. Dystrybucja Gutek Film. Czas 119 min
Iwona Kurz, Hańba, „Kino" 2009, nr 5, s. 60-61.
© Fundacja KINO 2009