JA CIĘ KOCHAM, A TY Z NIMMICHAŁ OLESZCZYK
Udany dowcip nie usprawiedliwia nonszalancji: polski dystrybutor, rezygnując z dosłownego przetłumaczenia tytułu filmu Petera Hedgesa, utrudnił nam interpretację całości. „Dan w prawdziwym życiu" - tak rzecz nazywa się w oryginale - jest bowiem nie tyle filmem o zazdrości, co o konfrontacji teorii z praktyką. Bohater tytułowy (grany przez Steve'a Carella) trudni się pisaniem odcinkowych porad rodzicielskich. Na łamach gazety wydaje się zrównoważonym, pewnym siebie pedagogiem i ojcem. Za to „w prawdziwym życiu..." No właśnie.
W prawdziwym życiu wdowiec Dan boryka się z wychowaniem trzech córek. Każda z nich żywi własną wersję marzenia o wybiciu się na niepodległość - w wersji mikro równa się to prowadzeniu samochodu, w wersji makro: randki z przystojniakiem z klasy. Dla Dana każda z tych aspiracji jest niebezpieczna i podejrzana; za wszelką cenę pragnie chronić córki przez chaosem - jakże by inaczej - „prawdziwego życia". Prawdziwe życie, czyli: jakie właściwie? Pozbawione złudzeń...? Wydestylowane z marzeń...? Z amputowanym pożądaniem...? Kiedy córka mówi Danowi, że kocha pewnego chłopca i chce z nim chodzić, Dan odpowiada nie tylko zakazem, ale i negacją: „Nie, wcale go nie kochasz! To tylko zauroczenie!" Tak jakby zauroczenie nie było częścią „prawdziwego życia"; jakby to ostatnie koniecznie trzeba było filetować z chaosu - uładzić, poszufladkować, przeżywać od linijki.
A kto jest najlepszy w gięciu linii prostych i łamaniu sztywnych zakazów...? Jakkolwiek byśmy na to pytanie nad Wisłą odpowiedzieli, dla Amerykanów od czasów „Czekolady" (2000) jest to Juliette Binoche. To ona wyrywa Dana z letargu i ciągnie na niebezpieczne wody. Gra w filmie niejaką Marie, którą nasz bohater poznaje w lokalnej księgarni, odwiedzając rodziców na Rhode Island. Scena ich pierwszej rozmowy spełnia wszystkie warunki udanego współczesnego zauroczenia: cała rozgrywa się na rejestrze niezręczności i natychmiastowej autorefleksji, przeradzającej się w dowcipną samokrytykę. Strategia ta jest w dzisiejszych komediach romantycznych tak powszednia, że zdążyliśmy już zapomnieć, jak bardzo różni się od klasycznej wojny płci ze złotej ery Hollywoodu, gdzie miłość zaczynała się od werbalnych kuksańców.
Tak czy siak, Marie jest jak zjawa: trwa na tyle długo, by Dan zdążył się zakochać, po czym znika na „umówionym spotkaniu". Wyłania się ponownie - niespodzianka! - jako świeżo upieczona dziewczyna Mitcha, brata Dana. Cała rodzina jest nią zachwycona. Dan także, ale ten zachwyt rozdziera mu serce. Zaczynają się dziwne podchody, półświadome rywalizacje i prawdziwe fajerwerki słownej i fizycznej niezręczności.
Steve Carell jest w tych ostatnich mistrzem. „Ja cię kocham, a ty z nim" pozwala mu lśnić mocniej nawet niż „poważna" rola w „Małej Miss" (2006) czy telewizyjny serial „Biuro" (za który zdobył Złoty Glob). Specjalnością Carella jest nieudacznik, bubek bądź wrażliwiec - najczęściej jednak kombinacja ich wszystkich, z akcentami w nieustannym ruchu. Jest w „Ja cię kocham..." moment, który rozłożył piszącego te słowa na łopatki - Carell, zawstydzony amorami brata, szepcze do talerza ten sam komplement, który brat właśnie wypowiedział pod adresem Marie. Wkrótce potem wrzeszczy na nią samą i najdotkliwszą obelgą, jaką potrafi wymyślić, nie jest żaden wulgaryzm, ale kolejny quasi-rodzicielski zakaz: „Nie wolno ci więcej czytać mojej powieści!"
Jest swoistym cudem, że grający z cicha pęk Carell przyćmiewa eksplodującego zazwyczaj energią komika Dane'a Cooka („Mr. Brooks") w roli Mitcha. Oczywiście, intelektualna dominacja literata nad nieukiem wpisana była już w scenariusz - jednak absolutna kontrola środków, jaką prezentuje tu Carell, każe o nim myśleć jako o jednym z najlepszych amerykańskich aktorów współczesnych (to, co Luke Wilson osiąga w innych filmach samą aparycją, Carell osiąga talentem).
Binoche jest w tym filmie sobą, ale sobą z „Czekolady" - niebieskie smutki zostawiła za Oceanem. Jest zdumiewająco piękna, choć trochę dziwi decyzja twórców, by nie rozbudować jej postaci na planie etnicznym i kulturowym. Wielokrotnie daje się nam do zrozumienia, że Marie włada niezwykle bogatym słownictwem angielskim (wygrywa nawet trudne łamigłówki), ale nie zostaje wyjaśnione, jak ta erudycja została wypracowana.
Po prawdzie, nawet Dan może wydawać się chwilami jedynie sztucznym konstruktem. Autor serii felietonów weryfikujący na każdym kroku własne rzekomo uniwersalne stwierdzenia - czy Dan nie jest czasem męską wersją Carrie Bradshaw z „Seksu w wielkim mieście"? Bohater naszych czasów to widocznie człowiek „starający się" zrozumieć i opisać świat, nagminnie rozmijający się z wszelkimi sztywnymi definicjami, jakie sam zaleca innym.
„Miłość nie jest emocją, tylko umiejętnością" - tak brzmi motto padające dwukrotnie w dialogach. Zdanie inne - „Miłość to bajzel" - pada tylko raz, ale chyba nieprzypadkowo z ust pamiętnej Allenowskiej gwiazdy, Dianne Wiest. Mikro-świat idealnej rodziny przedstawiony w tym filmie kojarzy się mocno z ogniskiem domowym zbudowanym przez Diane Keaton w „Rodzinnym domu wariatów" sprzed lat czterech. W „Ja cię kocham, a ty z nim" rodzina współistnieje tak długo, póki trwają mecze kalamburów, salonowe wersje „Mam talent" albo wspólny aerobik o poranku (funduję nagrodę dla Czytelnika, który doświadczył w swej rodzinie tego ostatniego). Gdy tylko w grę zaczynają wchodzić seks i miłość - natychmiast pojawia się wyparcie, zazdrość i (mniej od nich bolesny) cios w szczękę.
Na końcu jednak wszystkie siniaki zostają zagojone; pod napisami końcowymi widzimy weselisko. Ale jakoś trudno zapomnieć proroctwo wypowiedziane przez Wiest. „Miłość to bajzel..." W tym filmie zdają się to wiedzieć nawet dzieci - czy umielibyśmy wskazać inny filmowy dom, w którym mała dziewczynka czyta „Szkarłatną literę" Hawthorne'a...? Tytułowe „prawdziwe życie" jest bombą zegarową i trudno się dziwić Danowi, że tak bardzo pragnie odwlec w czasie moment, kiedy jego córki doświadczą pierwszej eksplozji.
Dan In Real Life
Reżyseria Peter Hedges. Scenariusz Pierce Gardner, Peter Hedges. Zdjęcia Lawrence Sher. Muzyka Sondre Lerche. Wykonawcy Steve Carell (Dan Burns), Juliette Binoche (Marie), Dane Cook (Mitch Burns), Emily Blunt (Ruthie Draper), Norbert Leo Butz (Clay Burns). Produkcja Touchstone Pictures, Focus Features, Dan In Real Life Productions. USA 2007. Dystrybucja Kino Świat. Czas 98 min
Michał Oleszczyk, Ja cię kocham, a ty z nim, „Kino" 2009, nr 6, s. 76-77.
© Fundacja KINO 2009