Butelki zwrotne Vratné lahve, reż. Jan Sverak, Czechy-Wielka Brytania 2007BUTELKI ZWROTNE JERZY PŁAŻEWSKI W imię ojca i syna działa w znacznej mierze kino czeskie, którego niemal symbolem stał się rodzinny duet scenarzysty-aktora Zdenka Svěraka i reżysera Jana Svěraka (coś jak polski przypadek aktora Jana Machulskiego i reżysera Juliusza Machulskiego). Charakterystyczna dla ojca i syna Svěraków aura wyrozumiałości dla niebohaterskich bohaterów, odkrywanie sensów w najbardziej potocznych działaniach, wiary w pozytywne cechy człowieczych genów - stały się cechą charakterystyczną kinematografii znad Wełtawy. Pociąga nas przypuszczenie, że wzmiankowana tu bliskość rodzinna ułatwia osiąganie artystycznych sukcesów. Powstały z takiej współpracy "Kola" (1997) pozostaje do dziś najlepszym filmem czeskim po transformacji (nagroda Oscara!). Tymczasem najnowszy film duetu, "Butelki zwrotne", rodził się w bólach. W oczywisty sposób jest końcem trylogii, na którą składają się "Szkoła podstawowa" i "Kola". Nawet mało zorientowany widz z łatwością wykryje w nich elementy autobiograficzne. W "Szkole podstawowej" szło o ocalenie tożsamości ucznia w trudnych warunkach powojennej szkoły socjalistycznej, w "Koli" o dojrzewanie niby dorosłego artysty dzięki podjęciu odpowiedzialności za los przybranego dziecka. Tak więc mamy młodość i wiek dojrzały, a w "Butelkach zwrotnych" przyszła kolej na starość.
Ale "Kola" zrobiony został dziesięć lat temu. Skąd ta długa przerwa (pogłębiona jeszcze faktem, że Zdenek Svěrak od czasu "Koli" nie wystąpił jako aktor w żadnym innym filmie)? Otóż odpowiedź na to pytanie jest - co niezwykłe - również filmowa. W 2004 r. Jan Svěrak nakręcił dokument "Tata" (Tatinek), który miał rejestrować proces powstawania trzeciej części trylogii. Ale finał "Taty" okazał się inny: ilustrował kłótnię między scenarzystą a przyszłym reżyserem, ich rozejście się i zaniechanie prac. Czego się już w filmie "Tata" nie znajdzie to faktu, że prace jednak zostały potem wznowione. Ale że rozejm nie nastąpił przy radosnych fanfarach świadczy choćby to, że reżyser do roli bohatera próbował również innych aktorów. Jak bezceremonialnie wspomina owe próby z innymi: "Ojciec był dość drewniany i właściwie najgorszy z nich... Dopiero w trakcie realizacji się rozkręcił". I rzeczywiście. Zdenek Svěrak gra człowieka w wieku przedemerytalnym, nauczyciela, a więc właśnie siebie, gdyż był istotnie zawodowym "panem od czeskiego". Gra kogoś, kto musi stawić czoło starości. Akurat mieliśmy na ekranach doskonały polski film o starości, o ironicznym tytule "Pora umierać", z porywającą aktorsko Danutą Szaflarską. "Butelki zwrotne" są filmem wartym obejrzenia, jednak nie umywają się do filmu Doroty Kędzierzawskiej. Zagrany przez Zdenka Svěraka profesor Tkaloun rezygnuje z posady nauczyciela. Już nie radzi sobie z rozbrykaną klasą. Pośrednim dowodem bezradności ma być reakcja na krnąbrność wychowanka. Tkaloun ucieka się do wyciśnięcia na jego głowę gąbki, używanej do zmywania tablicy. Profesor rezygnuje z pracy. Jest wolny. Może sobie do syta jeździć rowerem po ukochanej Pradze. Ale bezczynność go dławi. Przyjmuje więc pracę rowerowego kuriera. A gdy ta dramatycznie się kończy - zamienia ją na pracę... skupującego użyte butelki w supermarkecie. Czy taki rysunek starości nie jest wewnętrznie sprzeczny? Tkaloun odchodzi na emeryturę, bo ma dość pracy, ale po to, by podjąć inną pracę? Otóż sprzeczności tu nie ma i to w scenariuszu Svěraka wydaje się właśnie prawdziwe. Wymagający od siebie starszy pan stwierdza, że w pracy, którą wykonywał kilkadziesiąt lat, już się nie sprawdza, jest w niej coraz gorszy. Natomiast znaczny jeszcze zasób energii zużytkować może na inny typ zajęcia, w którym się nie wypróbował. Zdziwienie budzić może tylko rodzaj wybranej profesji, społecznie ustawionej niewysoko. Z drugiej jednak strony - czy w ogóle łatwo dziś znaleźć pracę 65-latkowi o wykształceniu humanistycznym? Praca kupca butelek istotnie daje okazję do licznych kontaktów z ludźmi i dzielenia się z nimi zdobytym doświadczeniem. Wola samorealizacji profesora została w filmie wyrażona przekonywająco. Opisana wyżej scysja o scenariusz "Butelek zwrotnych" dotyczyła głównie innego elementu starości, uczuciowych stosunków w małżeństwie, w pierwszej wersji potraktowanych zdawkowo. Ich ostateczne pogłębienie wynikło może z krytyki poprzednich filmów Svěraków, którym zarzucano lekceważenie postaci kobiecych. Eliška Tkalounowa jest złośliwą komentatorką poczynań męża, który po czterdziestu latach małżeństwa może odczuwać coś podobnego, jak w przypadku dydaktyki: że już się nie sprawdza, że jest coraz gorszy. Ale tu ryzyko osamotnienia jest perspektywą zbyt dojmującą i bohater nie rezygnuje; stopniowo odnajduje w sobie dowody na to, że żonę wciąż kocha. Inna rzecz, że to odnajdywanie miłości, powolne, determinuje w paru sekwencjach nużąco powolny rytm akcji. Czy film Jana Svěraka jest komedią? Tak, o ile komedią może być film ze zbliżającą się śmiercią w tle. Może z obawy, że temat starości wizualnie nie jest zbyt urzekający, twórcy wymyślają dlań atrakcje (różnej rangi): a to piękną nauczycielkę niemieckiego, a to sen o dwóch seksownych konduktorkach, a to lądowanie balonem w środku jeziora. Podobnych atrakcji Kędzierzawska w swoim filmie nie uznała za potrzebne. Ale z nimi czy bez nich ostatnia część trylogii Svěraków - nie dorównująca niestety "Koli" - ma z pewnością wymiar twórczej odwagi. Zwraca się do widowni, na ogół o wiele młodszej od bohaterów, z sugestią, że nikt nie powinien poczuć się zaskoczony, gdy nagle ze starością się spotka.
Vratné lahve Reżyseria Jan Svěrak. Scenariusz Zdenek Svěrak. Zdjęcia Vladimir Smutný. Muzyka Ondrej Soukup. Wykonawcy Zdenek Svěrak (Tkaloun), Daniela Kolařová (jego żona), Tatiana Vilhelmová (ich córka), Pavel Landowský (Rezac). Produkcja Portobello Pictures Ltd, Czechy 2007. Dystrybucja ITI Cinema. Czas 104 min. Jerzy Płażewski, Butelki zwrotne,, „Kino” 2008, nr 1, s. 69. © Fundacja KINO 2008 |