ENEN
KS. ANDRZEJ LUTER
„Ojca nie wskrzeszę, ale przynajmniej świat będzie bardziej uporządkowany" - tak młody psychiatra Konstanty Grot (znowu znakomity Borys Szyc), bohater najnowszego filmu Feliksa Falka, uzasadnia swoje zainteresowanie katatonicznym pacjentem. Paweł Płocki robi wrażenie całkowicie oderwanego od świata. Wpatrzony w jeden punkt, milczący. W tej roli wystąpił mało znany Grzegorz Wolf, do złudzenia przypominający Artura Sterankę z „Czterech nocy z Anną" Skolimowskiego (zresztą sam Steranko gra w filmie lekarza). Konstanty zwrócił na niego uwagę, kiedy ewakuowano chorych z wrocławskiego szpitala podczas wielkiej powodzi w roku 1997. Podtrzymywał dziwnego pacjenta, przeniósł go przez rwący nurt wody, zalewającej ulice i doprowadził do autobusu. Pacjent pożegnał lekarza charakterystycznym gestem dłoni - identycznym, jak zmarły niedawno ojciec doktora.
Tak oto Kostek znalazł w szpitalu „ducha" swojego ojca, tyle że o tym człowieku nic nie wiadomo. Nie ma dowodu tożsamości, nie ma śladu, kiedy został przyjęty do zakładu psychiatrycznego. Nazwano go Płocki, ale w karcie chorobowej Kostek wpisuje dwie litery: NN. Nikomu z personelu nie zależy, żeby określić tożsamość chorego, bardziej zajmuje ich popowodziowy chaos niż los człowieka, który i tak skazany został na wegetację bez nadziei. „Może to głupie, ale on ma coś z ojca" - mówi Kostek w rozmowie z matką i zaczyna żmudne śledztwo. Film zamienia się w klasyczny kryminał. Oto główny bohater powoli - po nitce do kłębka - odkrywa sięgające czasów PRL-u mroczne tajemnice z życia ludzi, którzy znali tego człowieka. Odkryje w końcu prawdę o swoim pacjencie, ale przede wszystkim bardziej pozna samego siebie.
Feliks Falk w swoim kultowym „Wodzireju", w drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku stawianym obok „Barw ochronnych" Zanussiego i „Człowieka z marmuru" Wajdy, przedstawił historię Lutka Danielaka (Jerzy Stuhr), karierowicza, który - jak mówił sam reżyser - z pełną świadomością był człowiekiem złym, brutalnie walczącym o swoją pozycję, niszczącym po drodze ludzi, przyjaźnie, miłość. Brak jakichkolwiek zasad stał się wyznacznikiem jego życia. Był to przejmujący obraz „odczłowieczenia" istoty ludzkiej. W „Komorniku", nakręconym przez Falka już w nowej Polsce, główny bohater Lucek (Andrzej Chyra) w imię takich wartości, jak dobro i prawo czyni zło, ale w końcu się nawraca. Obydwie te postacie mają w sobie coś z demonicznych potworów, z tym tylko zastrzeżeniem, że dla komornika Falk był bardziej wyrozumiały.
Kostek, bohater „Enena", w ogóle nie przypomina tamtych bohaterów. Zrazu wydaje się, że to produkt nowych czasów. Młody lekarz, spokojny, ambitny, pisze doktorat, pracuje rzetelnie, ale bez nadmiernej aktywności. W stosunku do pacjentów zdystansowany, chyba że któryś z cyklofreników spróbuje na niego splunąć. Wtedy potrafi krzyknąć: „Nie będzie skurwiel pluł mi w twarz" i zarządzić dożylny zastrzyk uspokajający. Ma żonę, córkę, słowem mała stabilizacja, gdyby nie wyrzut sumienia po śmierci ojca. „Dochodzenie", które rozpoczął, stało się swoistą ekspiacją za śmierć ojca. Obwiniał się, że zaniedbał go w chorobie. Tajemniczy, milczący Płocki przypomina mu ojca, albo tylko mu się wydaje, że przypomina. Był mu jednak potrzebny, żeby „odkupić" swoje winy.
Świat metafizyczny jest poza nim, i tylko czasami pojawiają się „refleksy", że może istnieje coś poza naszą rzeczywistością. Jest w nim jednak zauważalna od samego początku moralna przyzwoitość, taka zwyczajna, daleka od wszelkich fundamentalizmów, przejawiająca się w braku zgody na krzywdę. I to jest chyba najważniejsze, bo - jak powiadał niedawno zmarły prof. Leszek Kołakowski - krzywda jest czymś najstraszniejszym, dlatego nie można do niej dopuścić, cała reszta nie ma aż tak ogromnego znaczenia. A jeśli dopuszczamy się krzywdy, to musimy ją odrobić, odkupić. W tym wymiarze Kostek nie przypomina bohatera „Wodzireja" ani „Komornika", z pierwszej fazy jego zawodowego życia. Można by sądzić, że Falk z biegiem lat coraz bardziej wierzy w człowieka.
Kostek sądzi, że skrzywdził ojca i dostrzega krzywdę swojego pacjenta, dlatego chce poznać jego tajemnicę. Ale Falk jest przewrotny. Kiedy widz już myśli, że wszystko potoczy się wytartym nurtem „lustracyjnym", że znowu poznamy agentów SB, którzy dzisiaj się maskują, udając autorytety, Falk wywraca wszystko do góry nogami, jakby sugerując widzowi, że dychotomiczne wizje najnowszej historii należy wyrzucić do kosza. Jest bowiem jakaś fałszywa nuta w ciągłym, uporczywym domaganiu się pełnej prawdy o grzechach popełnionych w minionej epoce. Pełnej wiedzy o życiu konkretnego człowieka nie poznamy nigdy, musielibyśmy poznać jego duszę, zrozumieć wszystkie konteksty i uwarunkowania, a to jest niemożliwe. Nie oznacza to relatywizmu w ocenie przeszłości. Kostek zrozumiał jednak, że życia człowieka nie da się zamknąć w prostym schemacie: dobro - zło. Ludzka prawda nie wyzwala.
Dlatego akceptuję postać Kostka. Ktoś może zarzucić mu zwyczajność, banalność, ale to jest właśnie siła tej postaci. Człowiek z tłumu, niczym się nie wyróżniający, nie bardzo zainteresowany minioną epoką, zrozumiał, że przezwyciężając konflikt wewnętrzny we własnej duszy, wychodzi naprzeciwko drugiego człowieka i ustanawia z nim nowy, przeobrażony związek, który może jednak nie przetrwać próby czasu. Widz może odnieść wrażenie, że młody lekarz przegrał, bo zaprowadzał ład w sobie kosztem innych, najbliższych. A tajemnica, którą poznał, nie jest mu, koniec końców, do niczego potrzebna. Finałowa scena nie stawia kropki nad i. Pozornie nastraja optymistycznie...
Enen
Reżyseria Feliks Falk. Scenariusz Feliks Falk przy współpracy Agnieszki Holland. Zdjęcia Arkadiusz Tomiak. Muzyka Bartłomiej Gliniak. Wykonawcy Borys Szyc (Konstanty), Grzegorz Wolf (Paweł Płocki), Grzegorz Kwiecień (Robert), Magdalena Walach (Renata), Anna Wyka (Julka), Elżbieta Karkoszka (matka Konstantego), Ewa Ziętek (matka Renaty), Krzysztof Stroiński (Ambroziak), Marian Opania (profesor Dębicki). Produkcja WFDiF. Polska 2009. Dystrybucja Monolith Films. Czas 95 min
Ks. Andrzej Luter, Enen, „Kino" 2009, nr 9, s. 64.
© Fundacja KINO 2009