BIAŁE SZALEŃSTWO
KONRAD J. ZARĘBSKI
Pewnego dnia narciarz Jomar stanął na szczycie stoku i poczuł, że nie potrafi zjechać w dół. Od tej pory wszystko przewróciło się do góry nogami. Dziś trzydziestoletni Jomar jest byłym pacjentem szpitala psychiatrycznego, mieszającym psychotropowe leki z alkoholem. Co jakiś czas próbuje wrócić do szpitala, ale jest stamtąd przeganiany przez lekarzy. Pracuje na wyciągu narciarskim, porusza się skuterem śnieżnym. Odwiedziny przyjaciela z dawnego życia, który mówi mu, że gdzieś na północy mieszka jego była dziewczyna i czteroletni syn, nie robią na nim wrażenia. Pozornie, bowiem kiedy przyjaciel odjeżdża, Jomar przeżywa krótki nawrót choroby, paraliżującej zdolność racjonalnych reakcji. Po pożarze budki, w której mieszkał, dosiada swego skutera i zaopatrzony w kanister pełen wódki wyrusza w podróż na północ.
Dystrybutor przedstawia „Białe szaleństwo” Rune Denstada Langlo jako „komedię w stylu najlepszych filmów Jima Jarmuscha i Aki Kaurismäkiego”. Coś w tym jest; w ekscentryczności bohatera (Jomara zagrał wyrazisty Anders Baasmo Christiansen, zapamiętany jako jeden z bohaterów głośnych „Kumpli” Mortena Tylduma) można upatrywać podobieństwa do bohaterów Jarmuscha. Jednak świat przedstawiony przez Langlo różni się od tego, jaki kreuje w swoich filmach autor „Poza prawem” i „Truposza”: nie ma tu charakterystycznego cudzysłowu, jest natomiast przejmująca dosłowność. Przede wszystkim dlatego, że Rune Denstad Langlo jest dokumentalistą („Białe szaleństwo” to jego debiut fabularny), ale być może także z tego powodu, że podobne widzenie narzuca norweska Północ.
Dystans, jaki musi przemierzyć Jarmo, liczy około tysiąca kilometrów. Początkowo często sięgający po alkohol trzydziestolatek nie budzi sympatii widza, może jedynie nieco współczucia. Ale to wszystko zmienia się, kiedy Jomar wyrusza w podróż. Już sama decyzja, choć ze wszech miar ekscentryczna, zasługuje na szacunek. „Białe szaleństwo” okazuje się nie tyle relacją z tej wyprawy, co z podróży bohatera do samego siebie. Jest więc dzieło Langlo klasycznym, by nie powiedzieć: typowym, filmem drogi. Zarazem jednak dość oryginalnym, bowiem rozgrywa się na dość niecodziennym terytorium: coraz dalszej, sięgającej aż za krąg polarny, pustej, pokrytej śniegiem przestrzeni. Monotonnej, ale przecież fotografowanej tak, by oddać całe jej zróżnicowanie i posępne piękno.
Sympatia do Jomara rodzi się stopniowo, w miarę przebytego dystansu i kolejnych spotkań z ludźmi, których ekscentryczność każe patrzeć na zachowanie trzydziestolatka jak na godną szacunku normę. Inna sprawa, że w miarę przebytej drogi coraz bardziej ujawnia się terapeutyczny sens wyprawy, zrazu może nie do końca przez Jomara uświadomiony. Jednak ani starsza kobieta, która skazuje siebie i wnuczkę na życie z dala od wiejskiej społeczności, ani (nieobecni na ekranie) rodzice chłopca, którzy zostawili samemu sobie syna z jego problemami wieku dorastania a sami wybrali się w podróż do Tajlandii, ani stary Lapończyk, który w namiocie rozbitym na tafli zamarzniętego jeziora czeka na wiosnę, by dokonać żywota – nie mogą równać się z młodym podróżnikiem pod względem dojrzałości. Ci ludzie żyją dla siebie, do wewnątrz, Jomar zaś wyrusza na północ, by ofiarować siebie synowi, którego jeszcze nie widział. Choć po drodze przyjdzie mu jeszcze zmagać się z chorobą, do celu dotrze uzdrowiony, na własnych nogach, porzuciwszy będący symbolem miejskiego obciachu skuter śnieżny na rzecz naturalnych na północy, stosownych dla prawdziwego mężczyzny nart.
„Białe szaleństwo” – o ile w ogóle jest komedią – należy do tych filmów, które potrafią budzić uśmiech. Uśmiech satysfakcji z poczynań bohatera, który zdołał przekonać widza, że warto za niego trzymać kciuki.
Nord
Reżyseria Rune Denstad Langlo. Scenariusz Erlend Loe. Zdjęcia Philip Ogaard. Muzyka Ola Kvernberg. Wykonawcy Anders Baasmo Christiansen (Jomar Hendriksen), Lars Olsen (Ailo), Marte Aunemo (Lotte), Ragnhild Vannebo (Rigmor), Kyrre Hellum (Lasse), Mads Sjogard Pettersen (Ulrik). Produkcja Motlys. Norwegia 2009. Dystrybucja Gutek Film. Czas 78 min
Konrad J. Zarębski, Białe szaleństwo, „Kino" 2009, nr 11, s. 81
© Fundacja KINO 2009