DEMAKIJAŻ
AGNIESZKA JAKIMIAK
Tytuł filmu, złożonego z trzech półgodzinnych nowel w reżyserii Marii Sadowskiej, Doroty Lamparskiej i Anny Maliszewskiej, dość precyzyjnie zakreśla obszar naszych oczekiwań. Demakijaż kojarzy się z procesem usuwania maski, próbą dotarcia do wnętrza, zmywaniem pozorów i odkrywaniem prawdziwego oblicza. To kłopotliwe słowo - jeśli służy jako metafora, automatycznie przekształca się w wytarty banał. Pod tym względem film w reżyserii trzech autorek także szybko staje się kłopotliwy. Trudność przy „Demakijażu" wynika właśnie stąd, że nie sprawia on żadnych trudności.
Pierwsza nowela, „Non-stop kolor" w reżyserii Marii Sadowskiej, została pomyślana jako portret warszawskiej imprezowej bohemy, demaskujący egzystencjalną pustkę młodych ludzi i ich niedojrzałość do przyjęcia odpowiedzialności. W centrum opowieści znajduje się Muza (Anita Jancia), didżejka z emocjonalnymi dylematami. Muzę całkowicie pochłania, co można wywnioskować z jej przydomku, świat muzyki; tytuł noweli Sadowskiej charakteryzuje natomiast naturę tej rzeczywistości, w której wszyscy starają się utrzymać barwną intensywność doznań i która na każdym kroku atakuje kolorem. Rozterki Muzy dotyczą jej przyszłości u boku Roberta, zakochanego pianisty, który oświadczył się dziewczynie i mógłby stać się gwarantem stabilizacji. Ale Muza oświadczyn nie przyjmuje, nie jest jeszcze gotowa, by zgodzić się na to, że jej życie będzie musiało się zmienić.
Nie mam wątpliwości, że Maria Sadowska zna muzyczny i imprezowy światek na wylot; sama uczestniczy w nim z dość dużym zaangażowaniem, nagrywa kolejne płyty, didżejuje, występuje w telewizji, daje koncerty. Tym trudniej zrozumieć, dlaczego film obrazujący najbliższe jej realia jest tak trywialny. I tym bardziej żal, że temat idealny dla kina (za granicą wyeksploatowany do granic możliwości od czasów „Trainspotting", „Human Traffic", „Z piątku na sobotę", „101 Reykiavik" aż po „Berlin Calling") został w „Non-stop kolor" zmarnowany wręcz brawurowo. Sadowska operuje wyłącznie wyrazistymi i tandetnymi obrazami; wystarczy chyba jeden wymowny przykład: Muza w czasie imprezy włącza płytę z „Nokturnem" Chopina i zalewa ją fala bombastycznych wzruszeń (spowolnione ujęcia łez spływających po policzkach dziewczyny za konsoletą) - płytę otrzymała od Roberta, którego poznała w Łazienkach pod pomnikiem Chopina (niestety nie ma tu żadnej nutki ironii). Dochodzi do tego całkowita nieumiejętność ukazania czegokolwiek, co w imprezowej baśni mogłoby pociągać. Mieszkanie kumpli Muzy przypomina makietę z wklejonymi postaciami z katalogu „typowy warszawski imprezowicz", mamy więc Majkela (Jan Wieczorkowski), nieudolnie przebranego za romantycznego luzaka; Łysego (Eryk Lubos) etatowego podrywacza na swój didżejski wizerunek; Młodego (Paweł Domagała), który próbuje przebić się do muzycznego kręgu, ale połowę energii wykorzystuje na regularne palenie jointów. Sceny z nocnych klubów są tak nienaturalne, że pytanie o przewagę imprezowego życia nad codziennością staje się bezzasadne.
W przeciwieństwie do Sadowskiej, Dorota Lamparska nie tropi egzystencjalnej pustki, ale szuka duchowego krajobrazu. W „Drodze wewnętrznej" bierze pod lupę „typowego" (znów!) trzydziestolatka Rafała (Adam Woronowicz), człowieka sukcesu, pracownika warszawskiej firmy (zapewne korporacji, bo, jak wiemy na podstawie polskich filmów, ludzie dzielą się na bezrobotnych i tych, którzy zostali uwięzieni w krwiożerczych szponach korporacji, zmuszającej ich do udziału w szczurzym maratonie). Ale w dniu, w którym mógłby schwycić kolejnego zawodowego byka za rogi, Rafał odkrywa, że nie jest w stanie przekroczyć progu klatki własnego domu. Zatrzymuje się przed wejściem i przez cały dzień nie jest zdolny wykonać kroku naprzód. Mimo namów współpracownika Pitera (Borys Szyc), kochanki Anity (Magdalena Cielecka), Rafał woli wsłuchiwać się w rytm życia mieszkańców bloku i zagłębiać się w swojej jaźni w poszukiwaniu tytułowej drogi wewnętrznej. Jego dotychczasowa perspektywa zostaje rozłożona na łopatki przez ślusarza (Krzysztof Stroiński), który codziennie włamuje się do domu Rafała i przebywa w jego mieszkaniu w czasie godzin pracy, by ukryć przed żoną, że został zwolniony z zakładu. Ślusarz sprzedaje Rafałowi całą paczkę życiowych mądrości o szukaniu własnej drogi i śmierci jako jedynym wyjściu z labiryntu stworzonego przez ludzki los.
„Droga wewnętrzna" Lamparskiej razi fundamentalnym brakiem dystansu - nowelę otwiera obraz pustyni, na której rozsypują się kręte ścieżki życia, w tle słychać depresyjną muzykę, a nastrój niedopowiedzenia i tajemniczości szybko zaczyna trącić pseudofilozoficznym patosem. Dorota Lamparska robi wszystko, co w jej mocy, byśmy nie mogli uwierzyć w opowiedzianą przez nią historię - ale jako metafora egzystencji „Droga wewnętrzna" radzi sobie jeszcze gorzej niż jako szkic psychologicznej zagadki.
Ostatnia nowela, autorstwa Anny Maliszewskiej, wyróżnia się na tle dwóch pozostałych - tym razem szkoda, że „Pokój szybkich randek" nie został zrealizowany jako film pełnometrażowy. Natalia (świetna Magdalena Czerwińska) próbuje przyzwyczaić się do nieobecności męża - świeżo poślubiony Artur trafił za kratki po spowodowaniu wypadku samochodowego. Kobieta szuka sposobów, by zmobilizować siebie i partnera do dalszego życia, a przede wszystkim - żeby nie stracić zapału w oczekiwaniach na zwolnienie z więzienia. Z biegiem miesięcy między codziennością Natalii a więzienną rzeczywistością Artura (wybitny Łukasz Simlat) powstaje coraz większa przepaść; dwa światy nie przystają do siebie, mężczyzna staje się agresywny i gwałtowny, Natalia traci wytrwałość. Fundamentem dla wspólnej przyszłości ma być dziecko poczęte w więziennym pokoju przeznaczonym dla par.
Klimat filmu, a także wrażliwość na napięcia emocjonalne, zmiany nastrojów i wibracje w zasadach gry między dwojgiem ludzi - to wszystko zbliża „Pokój szybkich randek" do filmów autorstwa duetu Kos-Krauze. I wydaje się, że Anna Maliszewska jako jedyna reżyserka spośród autorek „Demakijażu" potraktowała wybrany temat rzetelnie. „Pokój szybkich randek" nie miał ambicji zdemaskowania jakiejkolwiek prawdziwej natury człowieka w sytuacji ekstremalnej - jeśli szukać związku z tytułem tryptyku, nowela Maliszewskiej bierze na warsztat demakijaż w bardzo dosłownym znaczeniu. Natalia maluje się, żeby podobać się mężowi, ale nie potrafi poradzić sobie z jego niezaspokojeniem seksualnym, przeraża ją żądza, która narasta w Arturze w więzieniu. Natalia zmywa makijaż, żeby wszystko wróciło do normy - bo wie, że zakłócenie pojawiło się nie z powodu więzienia, ale z powodu tego, co zachodzi na linii między nią a mężem, a co wcześniej nie mogło wydostać się z ukrycia. Rytm makijażu i demakijażu przywołany w całkowicie odmiennych warunkach staje się wołaniem o zbawienną rutynę, która wcześniej potrafiła utrzymać międzyludzkie niebezpieczeństwa w ryzach.
Demakijaż
Reżyseria i pomysł oprawy Anna Maliszewska. Zdjęcia Witold Płóciennik.
Nowela: Non-stop kolor. Reżyseria, scenariusz, muzyka Maria Sadowska. Zdjęcia Jeremi Prokopowicz. Wykonawcy Anita Jancia-Prokopowicz (Muza), Jan Wieczorkowski (Majkel), Eryk Lubos (Łysy), Joanna Szczepkowska (mama Muzy).
Nowela: Droga wewnętrzna. Reżyseria, scenariusz Dorota Lamparska. Zdjęcia Damian Pietrasik. Wykonawcy Adam Woronowicz (Rafał), Krzysztof Stroiński (sąsiad-ślusarz), Borys Szyc (Piotr Wierchowieński), Magdalena Cielecka (Anita).
Nowela: Pokój szybkich randek. Reżyseria i scenariusz Anna Maliszewska. Zdjęcia Dominik Danilczyk. Wykonawcy Magdalena Czerwińska (Natalia), Łukasz Simlat (Artur), Marian Dziędziel (naczelnik więzienia).
Produkcja SFP - Studio „Młodzi i Film" im. Andrzeja Munka, TVP Kultura, Mistrzowska Szkoła Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy, Polski Instytut Sztuki Filmowej, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Polska 2009. Dystrybucja Film Polski. Czas 111 min
Agnieszka Jakimiak, Demakijaż, „Kino" 2009, nr 11, s. 76-77
© Fundacja KINO 2009