2012
TOMASZ JOPKIEWICZ
W długiej tradycji hollywoodzkich filmów katastroficznych obrazy zniszczeń spowodowanych przez żywioły zajmują miejsce najmocniej eksponowane, a ich bohaterowie pozostali w pamięci widowni. Choć nakreśleni schematycznie i pospiesznie, odznaczali się jednak pewną charyzmą, a przede wszystkim wolą działania i moralną racją. Byli to ludzie czynu, często naukowcy, którzy przekształcali się z lekceważonych jajogłowych w naturalnych przywódców. Druga kategoria to zwykli ludzie, wykazujący się godną podziwu determinacją.
W filmie „2012", najnowszej opowieści o globalnym kataklizmie, na pozór jest podobnie. Mamy dwie postaci ukształtowane według wspomnianego wzorca. John Cusack występuje jako Jackson Curtis - lekceważony pisarz sf, zarabiający na życie jako kierowca limuzyny, który dokona cudów odwagi, aby ratować swoich najbliższych. Jest też geolog, Adrian Helmsley, który ostrzega rząd USA przed katastrofą, a potem pracuje w powołanym przez prezydenta tajnym zespole, który ma ratować, kogo się da. Jego działalność ogranicza się jednak do niemrawego potępiania pragmatycznych, choć noszących znamiona zbrodniczego spisku, działań administracji.
W dawnych filmach przeważnie udawało się zminimalizować rozmiary katastrofy albo dzięki wielkiemu wysiłkowi ocalić grupę ludzi. Przy czym heroizm opisanych wyżej bohaterów był traktowany całkiem serio i nawet mógł, w ramach dość sztywnej konwencji, poruszyć widza. Dziś bohatera o widocznej charyzmie, niezłomnej woli i pomysłowości zastąpił bezbarwny everyman, z którym mamy się identyfikować. Głównym zajęciem Curtisa jest przecież chaotyczna ucieczka, zaś Adrian działa niewiele, nawet gdy podejrzewa, że dla dobra sprawy dokonano skrytobójstwa. Jest to zapewne spowodowane posuniętym do granic absurdu pragnieniem mnożenia widowiskowych kulminacji. Taki był pomysł scenariuszowy: oto następuje globalna apokalipsa, dostaniecie więc przegląd najbardziej atrakcyjnych, spektakularnych zdarzeń z jej przebiegu, co stało się dziś o wiele łatwiejsze dzięki komputerowym efektom specjalnym. Reszta to tylko tło.
Ale pamiętajmy, że przecież ten sam reżyser potrafił wydobyć ów heroiczny ton w „Dniu Niepodległości" (1996), chociaż rezultaty okazały się niezamierzenie groteskowe. A także udało mu się zrealizować podobny zamiar w „Pojutrze" (2004). Przy całej umowności tych widowisk, przesłanie był jasne: osobisty akt heroizmu powinien mieć jakiś sens i w końcu go zyskiwał. W „2012" logika wydarzeń jest inna. Otóż katastrofa jest nie do uniknięcia, nauka okazuje się bezradna, można myśleć tylko o przetrwaniu, na co zresztą szanse są marne. W dodatku okazuje się, że całym światem rządzi spisek ukrywających straszną prawdę elit, mający na celu stworzenie możliwości przeżycia wyłącznie dla wybranych.
Takie a nie inne ukształtowanie fabuły i świata ekranowego wydaje się znaczące. Oto znękany prezydent, wytrwale oszukujący swój naród, zrehabilituje się przed śmiercią: pozostanie ze swym skazanym na zagładę ludem do końca. Oto wojskowi i naukowcy powtarzający wytarte formułki, które się na nic nie zdadzą. Wartości społeczne są więc obszarem wytrwałego kłamstwa, skrajnej hipokryzji i nieszczerości, czego nie równoważą ładne, acz spóźnione gesty. W tej sytuacji najważniejsze okazują się relacje rodzinne, które w dobie zagrożenia mają szansę na zacieśnienie, co ilustrują perypetie Curtisa. Oto oaza szczerości i miłości, trochę tylko zaniedbana. Dobre stosunki rodzinne mają być kluczem do braterstwa w szerszej skali, którego konsekwencją może stać się odrodzenie (także moralne) zdziesiątkowanej ludzkości. Żeby uwierzyć w to wszystko, choćby jedynie na czas seansu, konieczne byłoby choć minimum wiarygodności w rysunku bohaterów.
Tymczasem główna rola przypadła Johnowi Cusackowi, dyżurnemu, obok Nicolasa Cage'a, everymanowi i zarazem bohaterowi kina akcji. Obsadzanie w tego typu rolach aktorów o wyglądzie inteligentnych, acz nieco roztargnionych księgowych czy nauczycieli już niejednokrotnie się opłaciło. Także dlatego, że widz przypomina sobie ich poprzednie dokonania: tego kredytu zaufania nie zniszczy jeden, nawet bardzo nieudany film. W efekcie stroskana twarz Cusacka ma nas przekonać do wartości więzi rodzinnych, które po prostu muszą przetrwać. Trochę to mało, zwłaszcza że dla jasności wywodu usuwa się jakiekolwiek poważniejsze przeszkody. Bezbronna, ale jakimś cudem zwycięska rodzina i groźne, choć anonimowe siły, na jakie nie ma się żadnego wpływu - oto obraz, wyłaniający się z filmu Emmericha. Wyrazistość nadać mu mają wątki poboczne: niby-romans naszego geologa z córką prezydenta, co ma oznaczać symboliczny „nowy początek", bo im wbrew wszystkiemu przypadnie zadanie stworzenia wzorcowego stadła. Oto lekarstwo na to, by społeczeństwo nie stało się podzielonym barierami niezrozumienia i wrogości skupiskiem dziwaków czy cyników. Ukryte w dialogach podniosłe deklamacje o wielkiej ludzkiej rodzinie są wręcz irytujące, podobnie jak irracjonalna wiara, że właśnie amerykańska rodzina pozostała zdrową komórką społeczną.
A przecież pomimo całej swej naiwności, film pozostawia uczucie niepokoju. Mimo ukazanej na ekranie apologii rodziny, bije z niego przekonanie o erozji więzi społecznych na wielu poziomach, czego wyrazem staje się apokaliptyczna katastrofa. Życie jest ukazane jako niemądra gra oparta na oszustwie. Jeśli tę grę przerwie jakiś kataklizm, pozostajemy bezbronni i nie odwołamy się do Boga czy zwykłej przyzwoitości, lecz do jakiegoś mętnego internacjonalizmu ery New Age'u. „2012" oddaje więc myślowy klimat naszej epoki, jakże często skażony banałem popkultury. Można oczywiście twierdzić, że film Emmericha to tylko kontynuacja najbardziej populistycznych hollywoodzkich tradycji. Ale ten hollywoodzki banał bywa znaczącym refleksem klimatu społecznego i moralnego. W tym przypadku diagnoza brzmi ponuro: bezmyślny egoizm i kłamstwo są naprawdę bliskie triumfu, wiara w jakiekolwiek „braterstwo" jest złudna, zaś zwycięstwo „everymana" to tylko nierealne marzenie. Ale po co się tym przejmować, skoro to jeszcze jeden niemądry film z Hollywood.
2012
Reżyseria Roland Emmerich. Scenariusz Roland Emmerich, Harald Kloser. Zdjęcia Dean Semler. Muzyka Harald Kloser, Thomas Wander. Wykonawcy John Cusack (Jackson Curtis), Amanda Peet (Kate Curtis), Chiwetel Ejiofor (Adrian Helmsley), Thandie Newton (Laura Wilson), Oliver Platt (Carl Anheuser), Danny Glover (prezydent Thomas Wilson), Woody Harrelson (Charlie Frost), Thomas Mccarthy (Gordon Silberman). Produkcja Centropolis Entertainment, Farewell Productions, The Mark Gordon Company Dla Columbia Pictures. USA 2009. Dystrybucja UIP. Czas 158 min
Tomasz Jopkiewicz, 2012, „Kino" 2009, nr 12, s. 77-78
© Fundacja KINO 2009