American Gangster, reż. Ridley Scott, USA 2007 AMERICAN GANGSTER KONRAD J. ZARĘBSKI
Dość powszechna jest opinia, że "American Gangster" to film skrojony na Oscara. Ekipie przewodzi reżyser Ridley Scott, trzykrotnie nominowany do Oscara za reżyserię, twórca kilku filmów, które ukształtowały współczesne kino. Dalej scenarzysta Steven Zaillian - laureat Oscara za "Listę Schindlera" i dwu innych nominacji, przy okazji ceniony reżyser ("Szachowe dzieciństwo") - i operator Harris Savides ("Zodiak"), wreszcie oscarowa obsada: Denzel Washington i Russell Crowe. Do tego stosowny rozmach, właściwa oprawa realizacyjna (stumilionowy budżet), wreszcie - bardzo amerykańska fabuła, skupiająca w soczewce wszystko, czym żyła Ameryka przed ponad 30 laty, a i czym żyje dziś.
Z jednej strony kwestia tożsamości etnicznej - jeden z bohaterów jest Murzynem, drugi Żydem - z drugiej zaś realizacja American Dream, amerykańskiego marzenia: obaj przechodzą drogę z peryferii społeczności, w których żyli, w samo centrum ważnych dla Stanów Zjednoczonych wydarzeń. Prezydent Nixon ogłosił bowiem właśnie, że głównym wrogiem Stanów Zjednoczonych są dziś narkotyki.
 Tytułowym amerykańskim gangsterem w filmie Scotta jest Frank Lucas, w latach 60. kierowca legendarnego Bumpy Johnsona. Po nagłej śmierci Johnsona, swego szefa i mentora, Lucas przejmuje handel heroiną w Harlemie, oferując towar czystszy i tańszy niż konkurenci. Osiąga to dzięki nawiązaniu bezpośrednich relacji z producentami narkotyków w Wietnamie, gdzie trwa wojna. Towar sprowadza z Azji transportem wojskowym, ukrywając narkotyki w trumnach poległych w Wietnamie amerykańskich żołnierzy. Heroina Lucasa, nazywana w żargonie dilerów Tru Blu, była mocniejsza niż oferowana przez konkurencję, a ponadto o połowę tańsza. Oblicza się, że w szczytowym okresie swej kariery Frank Lucas osiągał zyski rzędu miliona dolarów dziennie z samej tylko sprzedaży ulicznej. Nie tylko wyprzedził rywalizujące gangi, ale zmonopolizował handel heroiną, którego organizację powierzył swoim sześciu braciom. Jednocześnie korumpując urzędników miejskich i policjantów zapewnił sobie niemal bezkarność. Pewnego dnia jednak pojawił się na gali bokserskiej w Madison Square Garden, zajmując miejsce w sektorze bossów nowojorskiej mafii, od kontaktów z którymi zazwyczaj stronił. To wtedy Richie Roberts (Crowe), policjant z wydziału narkotykowego, nabrał pewności co do powiązań Lucasa z handlem narkotykami. Richie Roberts jest jednym z nielicznych uczciwych policjantów w swoim wydziale. Wsławił się tym, że mógł sobie przywłaszczyć podrzuconą do radiowozu torbę z milionem dolarów, tymczasem zawiózł ją na komisariat. Powołany na szefa elitarnej jednostki do walki z narkotykami, nabiera wiatru w skrzydła. Udaje mu się zmusić do współpracy gangstera z najbliższego otoczenia Lucasa, dzięki czemu zyskuje dostęp do niektórych tajemnic jego organizacji, w tym na temat transportu heroiny z Azji. Lucas zdaje sobie sprawę, że jego dni są policzone - policja jest na jego tropie, konkurenci wynajmują płatnych morderców, a US Army wycofuje się z Wietnamu. Aresztowany, siada twarzą w twarz z Robertsem.
Ridley Scott zanurza się w lata 70. tak samo zręcznie jak jego koledzy wcześniej penetrowali wspaniałe lata 60. - czas kontestacji i obyczajowego wyzwolenia. Z jednej strony to znak czasu: do głosu dochodzi kolejne pokolenie domagające się prawa do nostalgii. Pierwsza połowa lat 70. (wtedy rozgrywa się akcja) to zarazem wejście w całkowicie odmienny świat. Ameryka zachłyśnięta wolnością poprzedniej dekady musi teraz połknąć gorzką pigułkę przegrywanej wojny w Wietnamie, obniżenia poczucia bezpieczeństwa, zachwianej hierarchii wartości. To właśnie zachwianie w filmie "American Gangster" widać szczególnie wyraziście: ostatni sprawiedliwy w wielkim mieście staje się samotnym szeryfem. Jego przeciwnikiem jest człowiek, który jeszcze kilkanaście lat temu nie miałby żadnych praw, dziś zaś nie tylko obraca milionami, ale zachowuje się jak strażnik amerykańskiej tradycji, rozdając indyki na Dzień Dziękczynienia. Lucas realizuje amerykańskie marzenie zgodnie z regułami nowoczesnego kapitalizmu, a wątpliwość budzi tylko jedno: jest to potęga budowana na narkotykach. Choć w gruncie rzeczy wątpliwości w tej opowieści jest więcej. Choćby to, że Murzyn wyrywający z rąk białej mafii handel narkotykami w Harlemie wydaje się wręcz bohaterem, pozostaje na swój sposób wewnętrznie czysty i uczciwy (choć zarazem odpowiedzialny za śmierć tysięcy narkomanów), mając wokół siebie skorumpowanych do cna stróżów porządku (inna sprawa, że sam ich skorumpował).
Lata 70. w kinie amerykańskim to dekada nowego kina, obalania dotychczasowych kanonów westernu, filmu sensacyjnego i gangsterskiego - czas antywesternu, "Brudnego Harry'ego" i "Ojca chrzestnego". Dziś po westernach w rodzaju "Zabójstwa Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda" i po widowiskach sensacyjnych w stylu "Zodiaka" przychodzi czas na filmy w rodzaju "American Gangster" - demitologizujące wprawdzie lata 70., ale nie odzierające ich z nostalgii. Bo jak dobrowolnie pozbawiać się najpiękniejszych wspomnień z młodości?
American Gangster Reżyseria Ridley Scott. Scenariusz Steven Zaillian wg artykułu "The Return of Superfly" Marka Jacobsona. Zdjęcia Harris Savides. Muzyka Marc Streitenfeld. Wykonawcy Denzel Washington (Frank Lucas), Russell Crowe (Richie Roberts), Chiwetel Ejiofor (Huey Lucas), Cuba Gooding Jr (Nicky Barnes), Josh Brolin (detektyw Trupo), Armand Assante (Dominic Cattano). Produkcja Imagine Entertainment - Scott Free Production - Relativity Media - Universal Pictures, USA 2007. Dystrybucja UIP. Czas 157 min.
Konrad J. Zarębski, American Gangster, „Kino” 2008, nr 1, s. 80-81. © Fundacja KINO 2008 |