JERZY KAWALEROWICZ, „AUSTERIA"
IWONA KURZ
Akcja „Austerii" toczy się podczas pierwszego dnia wojny 1914 roku, która została potem nazwana światową. Wojna najpierw daje o sobie znać rygorem wojennego prawa oraz odgłosami armat i strzałów, by zakończyć ten dzień metaforyczną zapowiedzią końca „zamordowanej cywilizacji" Żydów Europy Środkowej.
Film został zrealizowany w 1982 roku na podstawie scenariusza napisanego piętnaście lat wcześniej; podobnie jak kilka innych projektów o tematyce żydowskiej, nie mógł wówczas powstać z przyczyn politycznych (w roku 1968 zaczęła się w Polsce antysemicka nagonka). Zespół scenarzystów był szczególny: Julian Stryjkowski, urodzony w żydowskiej rodzinie w Stryju, kształcony we Lwowie; Tadeusz Konwicki, pochodzący z Wileńszczyzny; sam Jerzy Kawalerowicz, urodzony w Gwoźdźcu na Ukrainie, w rodzinie o korzeniach ormiańskich. Zwłaszcza Konwicki z doświadczenia utraty uczynił punkt centralny swojej twórczości. Jej sercem jest pustka, jaka została po utraconym świecie, a bohaterem „człowiek z dziurą w głowie" - po pamięci nigdy nie wypowiedzianej, po świecie nie opłakanym i nie pogrzebanym.
Niewielkie ingerencje cenzury, o których wspominał w wywiadach reżyser, wywołał sposób pokazania Kozaków. Lecz krytyka przyjęła film dobrze. Pisano o świetnym aktorstwie, a zdjęcia Zygmunta Samosiuka uznano za najlepsze w najnowszym polskim kinie. Co ciekawe, porównywano je ze zdjęciami Jerzego Łukaszewicza do „Doliny Issy" Konwickiego na podstawie prozy Czesława Miłosza - zatem do innego obrazu zaprzeszłej kultury. W 1984 roku film otrzymał Złote Lwy na festiwalu w Gdańsku. Kawalerowicz czuł jednak po „Austerii" niedosyt, uważał, że film w jakimś sensie nie trafił w swój czas. Najważniejsze filmy, które miały zmienić sposób postrzegania problematyki Zagłady - „Shoah" Lanzmanna i „Lista Schindlera" Spielberga - były jeszcze przed nami. Tymczasem „Austeria" wynikała z przekonania, że nie samą eksterminację należy czy też można przedstawiać, lecz raczej obraz świata, który zmiotła.
Jerzy Kawalerowicz dowiódł kilkakrotnie, że potrafi budować pełne, autonomiczne filmowe światy - i że umie zaludniać je żywymi, z krwi i kości postaciami. Centrum świata w tym filmie jest tytułowa austeria (czyli karczma), przy brodzie nad rzeką, w której niepodzielnie rządzi stary Tag (świetny Franciszek Pieczka), niczym patriarcha, próbujący w swojej arce ocalić świat. Exodus wywołany wybuchem wojny sprawia, że pod jednym dachem spotyka się wyemancypowana społeczność miasteczka - i chasydzi, którzy wydają się spoza tego świata, ludzie pobożni - i ci, którzy niosą ideę nowej rewolucji (w dużej części grają te postacie aktorzy Teatru Żydowskiego w Warszawie). Tag chciałby wszystkie te „gatunki" ocalić. Jego stosunek do Boga jest familiarny (jednak bez czułostkowości Tewje Mleczarza), a do świata, chciałoby się rzec, ciepły. Jego zachwyt dla urody życia potwierdza namiętność, jaką obdarza - z wzajemnością - młodą Jewdochę (Liliana Głąbczyńska, która wkrótce potem wyemigrowała z Polski).
Ten świat kipi od namiętności: jest w nim miłość i lęk przed śmiercią, są spory o dogmaty i imponderabilia, są troski i zachwyty, dogadywania, wyrzekania, modlitwy. To rzeczywistość targana sprzecznościami, podzielona konfliktem emocji i ortodoksji, żywa i bogata. I oto znalazła się na krawędzi katastrofy. Ci Żydzi, którzy zwykle się nie spotykają, przynależąc do innych światów, spotkali się w przedsionku śmierci (tak jak potem się działo w gettach i obozach zagłady). Kawalerowicz przyjął perspektywę z wnętrza tej społeczności. Żydzi nie są tu „obcymi" lub „gośćmi", to inni - Jewdocha, złowrodzy Kozacy - zjawiają się w ich świecie z zewnątrz, rzadko z dobrymi intencjami.
Ten „obraz Altantydy", jak mówił o filmie jego twórca, nakreślony jest subtelnie, a zarazem z niezwykłą żywotną siłą. Siła Taga, który łączy zrozumienie i dystans do rzeczywistości, tak ludzkiej, jak boskiej, potwierdza zarazem kruchość tej konstrukcji - co stanie się ze światem, kiedy go zabraknie? Odpowiedzią jest obraz rzeki spływającej krwią chasydów, którzy przedtem radośnie powitali nowy dzień.
Iwona Kurz, Austeria, „Kino" 2009, nr 12, s. 50-51
© Fundacja KINO 2009