GŁÓD
SEBASTIAN JAKUB KONEFAŁ
Steve McQueen jest artystą znanym w Wielkiej Brytanii z głośnych aktów performance i happeningów. Zanim nakręcił swój pełnometrażowy debiut, zasłynął między innymi serią znaczków pocztowych, na których zamiast głowy królowej umieścił zdjęcia zabitych w Iraku żołnierzy. Umiejętność zderzania ze sobą krytyki politycznej z przestrzeniami sztuki, która zmusza do głębszego namysłu, reżyser wykorzystał również z ciekawym rezultatem w „Głodzie”.
Historia strajku więźniów związanych z IRA, z tragiczną postacią umierającego na oczach mediów Bobby’ego Sandsa (znakomicie zagranego przez Michaela Fassbendera), w rękach McQueena staje się ilustracją tez z książki „Nadzorować i karać” Michaela Foucaulta, rozprawy na temat roli władzy i aparatów dyscyplinowania w historii społeczeństw Zachodu. Więzienie w Irlandii Północnej o sugestywnej nazwie Maze (z ang. labirynt) jest miejscem dramatu, w którym wszyscy są ofiarami walki politycznej, a dwubiegunowe określenie skonwencjonalizowanych przez kino więzienne ról – dobrzy kontra źli – okazuje się bardzo trudne.
Dzieje się tak między innymi dlatego, że McQueen zręcznie wykorzystuje środki stylistyczne związane z nadawaniem refleksyjnego znaczenia obrazom filmowym. Długie, wysmakowane ujęcia, nietypowe kadrowanie, plastyczne operowanie głębią ostrości, przemyślane „travellingi” kamery, ascetyczne potraktowanie ścieżki dźwiękowej oraz umiejętne dozowanie dialogów (w pierwszej wersji scenariusza film miał być ich całkowicie pozbawiony) sprawiają, że obserwowany na ekranie koszmar próby sił ogląda się niczym metafizyczne dywagacje z kina Roberta Bressona czy Andrieja Tarkowskiego.
Twórcy filmu potrafią zręcznie manipulować emocjami widza, przenosząc punkty widzenia i identyfikacji z postaciami na zasadzie kontrastu. Dlatego oprócz dopracowanych szczegółowo więziennych realiów widzimy w filmie również urywki prywatnego życia jednego ze strażników, a po scenie pacyfikacji osadzonych – reakcje emocjonalne osób, które właśnie użyły przemocy, aby zademonstrować potęgę systemu. Oczywiście IRA nie pozostanie dłużna oprawcom Sandsa i jego kolegów, co w filmie McQueena ukazano równie sugestywnie.
Fabuła doprowadzająca do 66 dni głodówki podzielona została na dwie części graniczną sceną rozmowy z księdzem. Napięcie emocjonalne z części pierwszej dzięki takiemu zabiegowi zostaje na chwilę stłumione, aby z jeszcze większą siłą eksplodować podczas wręcz klinicznego przedstawienia głodówki jako narzędzia samozagłady. Znamienne, że w ostatnich chwilach walki Sandsa, przerażających bezpardonową, fizjologiczną dosłownością, wyczuwa się w filmie jakieś brutalne piękno, przypominające intensywnością koszmary Goi czy malarstwo Francisa Bacona. Dzieje się tak być może dlatego, że bolesne wspomnienia, które przywołuje zza zasłony ponad ćwierćwiecza film McQueena, jednocześnie przywołują jak i kłócą się z wizją ludzkiego sacrum z obrazów Tarkowskiego i Bressona, przewrotnie trawestowanych. Pustka, chłód i cierpienie oraz przeciwstawione im upór, wola poświęcenia wszystkiego w imię idei, to tematy działające na odbiorcę z porażającą siłą.
Hunger
Reżyseria Steve McQueen. Scenariusz Steve McQueen, Enda Walsh. Zdjęcia Sean Bobbitt. Muzyka Leo Abrahams, David Holmes. Wykonawcy Michael Fassbender (Bobby Sands), Stuart Graham (Ray Lohan), Helena Bereen (matka Raya), Larry Cowan (strażnik więzienny), Liam Cunningham (ojciec Morgan). Produkcja Broadcasting Commission Of Ireland, Northern Ireland Screen, Wales Creative IP Fund. Wlk. Brytania – Irlandia 2008. Dystrybucja Stowarzyszenie Nowe Horyzonty. Czas 96 min
Sebastian Jakub Konefał, Głód, „Kino" 2010, nr 1, s. 83
© Fundacja KINO 2010