Kolejny rok

KOLEJNY ROK
ANDRZEJ KOŁODYŃSKI

To na początku lat 60. w kinie brytyjskim mówiło się o „dramatach kuchennego zlewu”. Trudno o bardziej treściwe określenie. Chodziło o filmy na temat codzienności, nie przekraczające pewnego życiowego horyzontu, szare w swoim codziennym realizmie. Stanowiły kres wspaniałego, choć krótkotrwałego rozkwitu brytyjskiego odpowiednika nowej fali. Bardzo szybko publiczność odwróciła się od tych filmów, uznając je za nudne, nieatrakcyjne. Złośliwie należałoby powiedzieć, że nikt nie chce zbyt długo oglądać w lustrze swego nieupiększonego odbicia. Oczywiście, filmy tego rodzaju mają dużą wartość socjologiczną, ale przed kinem stoją także inne zadania.

Kolejny rokPo premierze „Kolejnego roku” – najpierw w Cannes, gdzie był dobrze przyjęty, ale nie otrzymał głównej nagrody – przynajmniej niektórzy krytycy brytyjscy zaczęli stawiać cokolwiek kłopotliwe pytania swemu dotychczasowemu faworytowi, jakim niewątpliwie był (zresztą nadal jest) Mike Leigh. Czym właściwie jest jego nowy film? Nową wersją „dramatu kuchennego zlewu”? Fabularnie niewiele się na ekranie dzieje, a sceneria wydarzeń poza kuchnię i ogródek prawie nie wychodzi. Jest to – przynajmniej na pierwszy rzut oka – kronika i pochwała szczęśliwej codzienności, reprezentowanej przez parę sześćdziesięciolatków, Toma i Gerri. Uprawiają ogródek, ale prowadzą też dom zaskakująco – jak na przedstawicieli klasy średniej – otwarty, nie uciekają od działalności społecznej (Tom jest geologiem, Gerri udziela zawodowo porad zbłąkanym życiowo klientkom), są wsparciem dla potrzebujących. Ich demonstracyjna szczęśliwość zmusza otoczenie do cichego, podszytego zawiścią pytania: „Jak oni to robią?”. Pytania, na które nie będzie odpowiedzi. Być może to tajemnica ludzkiej natury. Ważniejsze dla tego, co dzieje się w filmie, jest jednak, czy naprawdę (bo dobre chęci nie wystarczą) potrafią pomóc innym? Co do tego można mieć wątpliwości. Co na przykład zyskuje na przyjaźni z Tomem taki Ken, nieruchawy i ograniczony? W gruncie rzeczy pozostaje samotny, nieszczęśliwy i szuka zapomnienia w alkoholu. To tylko jeden ze statystów na tej ciasnej scence, podobnie jak Joe, przybywający z wizytami syn i jego niezmiennie zadowolona z siebie narzeczona. Niewielu aktorów, film jest bardzo kameralny.

Ale rola główna należy do Mary. Samotna kobieta po czterdziestce, z pretensjami, beznadziejnie próbująca zwrócić na siebie uwagę mężczyzn, nieudolnie demonstrująca zadowolenie z życia. Trochę śmieszna, jeszcze bardziej żałosna. W przejmującej kreacji Lesley Manville (a jak zwykle u Leigh wszyscy aktorzy są znakomici, to wynika z metody pracy opartej na miesiącach prób i improwizacji) jest czymś więcej niż tylko przypadkiem psychologicznym. O sobie mówi w pewnym momencie: „Jestem przypadkiem osoby przyjaznej ekologicznie. Nie prowadzę samochodu, niewiele jem, mieszkam w małym mieszkaniu i nie latam samolotami za granicę”. Idealne spełnienie lansowanych przez środki przekazu recept na życie? Ale nie dodaje, że ma źle płatną pracę, że nie stać jej na nic, że tkwi w kręgu izolacji społecznej, że popada w neurozę i ma świadomość frustrującej bezproduktywności. Mary to przeciwieństwo bohaterki poprzedniego filmu Leigh „Happy-Go-Lucky, czyli co nas uszczęśliwia”, wiecznie radosnej Poppy. Tyle że w tamtym filmie też pobrzmiewają niepokojące nuty. Czy Poppy rzeczywiście rozumie świat wokół siebie? Jeśli jest inteligentna, prędzej czy później uświadomi sobie jego złożoność – ale czy jest do tego przygotowana? Czym zapłaci za taką świadomość?

Krytycy dowodzą, że Leigh za wszelką cenę unika karykatury. Karykatura oznacza ocenę, w dodatku jednoznaczną, a Leigh zatrzymuje się na lekko humorystycznym, pełnym ciepła i w istocie powierzchownym przedstawianiu charakterów i sytuacji. Nie ocenia, zatrzymuje się na granicy. Ale ukryta dwuznaczność takiego ujęcia daje o sobie znać. To nie do uniknięcia. Jeśli przyjrzeć się dokładniej stosunkom łączącym bohaterów „Kolejnego roku”, trudno nie dostrzec wzajemnej wrogości – gdzieś tam pulsującej, ujawniającej się nieoczekiwanie w drobnych gestach, czasem może tylko w spojrzeniu. Wystarczy z tego punktu widzenia spojrzeć na inne filmy tego reżysera: przecież wszystkie, bez wyjątku, wypełniają ukryte „sekrety i kłamstwa”! Leigh za wiele wie o życiu, żeby tego nie przyznać, choć mocno podkreśla też „okoliczności łagodzące”. Owszem, Mary ma prawo nie lubić narzeczonej Joe’ego, na którego względy miała nadzieję. Zresztą narzeczona (a potem żona) nie potrafi ukryć swego triumfu, nie jest specjalnie taktowna. Co naprawdę Gerri czuje wobec Ronniego, brata męża, zachowującego się po śmierci żony niemal jak bezradny katatonik? Nie ulega wątpliwości, że jej cierpliwość wystawiona zostaje na trudną próbę. Nikt w tym filmie nie wybucha (no, może przydarza się to histerycznej Mary), ale na każdym kroku odsłania się jakaś rysa na powierzchni codzienności. Lepiej się w nią nie zagłębiać, powiada Leigh, przynajmniej w tragikomedii.

Kolejny rokW tragikomedii istotne jest co innego. Choćby taki element życia zbiorowości jak przebaczenie. Wielkie słowo, ale ma zastosowanie w najbardziej powszedniej praktyce. I w tym przypadku nie niesie żadnych konotacji religijnych. Bohaterowie Mike’a Leigh potrafią sobie okazać wielkoduszność i wybaczać. A to wnosi ton emocjonalnego przeżycia, zwyczajnego, tak cennego w kinie wzruszenia. Przynajmniej od czasu do czasu. I pozwala wykroczyć poza ciasną perspektywę „dramatu kuchennego zlewu”. Zresztą nie są to jakieś wielkie sceny zaburzające spokojną konwencję opowiadania. Obowiązuje klasyczny porządek wyznaczony przez cztery pory roku. Od reprezentujących przeciętność bohaterów obyczajowych obrazków nie należy oczekiwać reakcji na komplikacje świata czyhające gdzieś na zewnątrz. Te zmiany nie dotykają ich bezpośrednio, co najwyżej odbijają się na sklepowych cenach. Świat Mike’a Leigh jest z wyboru wąski, to taki teatrzyk codzienności, który jednak uczy nas czegoś o ludziach. Dowcipnie, z wyczuciem charakterologicznych paradoksów i z sympatią. Tyle wystarczy.

Another Year
Reżyseria i scenariusz Mike Leigh. Zdjęcia Dick Pope. Muzyka Gary Yershon. Wykonawcy Jim Broadbent (Tom), Ruth Sheen (Gerri), Lesley Manville (Mary), Oliver Maltman (Joe), Peter Wight (Ken), David Bradley (Ronnie), Karina Fernandez (Katie), Imelda Staunton (Janet), Martin Savage (Carl), Michele Austin (Tanya). Produkcja Film 4, Focus Features, Thin Man Films, UK Film Council, Wlk. Brytania 2010. Dystrybucja Spinka. Czas 129 min

Andrzej Kołodyński, Kolejny rok, „Kino" 2011, nr 2, s. 76-77

© Fundacja KINO 2011

Zmieniony ( 18.02.2011. )