Oburzeni

OBURZENI
JAGNA LEWANDOWSKA

W słynnej interpretacji obrazu „Angelus Novus” Paula Klee, zawartej w pismach Waltera Benjamina, tytułowy anioł „wygląda tak, jak gdyby zamierzał się oddalić od czegoś, w czym zatopił spojrzenie. (…) Tam, gdzie przed nami pojawia się łańcuch zdarzeń, on widzi jedną wieczną katastrofę, która nieprzerwanie mnoży piętrzące się ruiny i ciska mu je pod stopy”. Przerażona niebiańska postać wpatrzona jest w tragiczną historię ludzkości. Pragnie naprawić błędy, wskrzesić umarłych, ale nieubłagany wicher postępu gna ją ku niepewnej przyszłości.

ImageZ powyższym przedstawieniem Anioła Historii skojarzyć można wizerunek Betti (Mamebetty Honoré Diallo), bohaterki „Oburzonych” (2012), najnowszego filmu Tony’ego Gatlifa. Młoda dziewczyna jest nielegalną emigrantką z Afryki, a jej tułaczkę po Starym Kontynencie śledzimy już od pierwszej sceny filmu, w której wyrzucona zostaje przez morskie fale na jedną z greckich plaż. Przerażonym, godnym Benjaminowskiego opisu wzrokiem stara się ogarnąć nową przestrzeń, oswoić nieznaną ziemię. Sercem jest jeszcze w bezpiecznej krainie przodków, rozum podpowiada jednak, by nie oglądać się za siebie i zmierzyć dzielnie z ryzykownym losem Obcej, który czeka ją w Europie. Betty przedziera się więc przez lasy i pola, po czym trafia do wielkiej metropolii tylko po to, by skonfrontować swe idealistyczne oczekiwania z rzeczywistością doby kryzysu.

Wątek czarnoskórej uciekinierki, błąkającej się po kolejnych stolicach Europy, przeplata się płynnie z zapisem dokumentalnym. Gatlif posługuje się kamerą jak aparatem fotograficznym, w zbliżeniach portretując kolejne twarze milczących uchodźców. Galeria postaci pojawia się na tle rozległych panoram opustoszałych obozowisk. Każde legowisko czy porzucony materac zyskują w „Oburzonych” imię nieobecnego w kadrze właściciela.

O wizji „Angelus Novus” Benjamina wspomina także Stephane Hessel w swoim kultowym już tekście „Czas oburzenia!”, który stał się manifestem międzynarodowego ruchu Oburzonych i luźną inspiracją dla produkcji Gatlifa. Hessel przeciwstawia posępnemu wywodowi Benjamina optymistyczną wizję przyszłości: „Historia składa się z wielu wstrząsów, a to zakłada wyzwania. Historia społeczeństw podlega postępowi i w rezultacie, kiedy człowiek osiągnie całkowite wyzwolenie, otrzymamy państwo demokratyczne w jego formie idealnej”. Aby tak się stało, trzeba jednak wyzbyć się obojętności, która jest „najgorszą z postaw”, i zacząć się burzyć. Tak uczyniły masy ludzi, które wyległy na ulice, by wspólnie dać wyraz niezadowoleniu, tak też uczyni Betty, kiedy ulegnie podniosłej atmosferze panującej na placu Puerta del Sol w Madrycie podczas ogromnej demonstracji w 2011 roku. Dziewczyna porzuci worek ze skromnym dobytkiem i zacznie tańczyć w rytm afrykańskich bębnów. Nieważne staną się bariery, które do tej pory uniemożliwiały jej godną egzystencję. Betty wreszcie poczuje się pełnoprawną częścią większej wspólnoty i to chwilowe doznanie liczyć się będzie bardziej niż wykrzykiwane hasła, których znaczenia nie rozumie.

Ale po obejrzeniu „Oburzonych” nie wzrośnie, niestety, świadomość społeczna widzów. Po długich sekwencjach ukazujących kolorową demonstrację, koncerty czy taniec flamenco zainscenizowany wśród malowniczych ruin, nie pozostanie nam w pamięci żadne hasło z eseju Hessela. Gatlif szafuje wprawdzie zapisanymi jaskrawą czcionką cytatami z „Czasu oburzenia!”, ale prześlizguje się zaledwie po powierzchni zjawisk i pędzi dalej, w takt energetyzującej muzyki, gubiąc refleksję w mozaice efekciarskich scen. W rezultacie zarówno wątek fabularny, jak i część dokumentalna czy do bólu dosłowne próby przełożenia eseju francuskiego dyplomaty na język filmowy (scena z lisem w kurniku), sprawiają wrażenie zaledwie szkiców, urywków nie podporządkowanych scalającej je myśli. Szkoda, bo reżyser, który sam pochodzi z Algierii, dopingowany osobistym doświadczeniem, zainwestował w „Oburzonych” wiele energii i zaangażowania. Tyle że widać to wyraźniej w licznych wywiadach promujących film niż w samym dziele.

Betti, nieśmiała i bezbarwna, jest sztucznym konstruktem – reprezentantką mas uciśnionych, symbolizowanych niejednokrotnie przez nachalne metafory wizualne, do których Gatlif wyraźnie ma słabość. Zdekompletowane, zniszczone buty unoszone przez fale oceanu, pomarańcze toczące się po schodach i lądujące w łódce zacumowanej w kanale, opustoszałe osiedla, gdzie odbija się tylko głuche echo – to obrazy mające nadać filmowi reportażową wiarygodność i poetyckość zarazem. Ostatecznie wiele wystudiowanych scen pozostaje niejasnych – brakuje im ładunku informacyjnego (Gatlif asekuruje się cytatem), nie są jednak na tyle mocne wizualnie, by bronić się formalnie.

Śledząc nierówne dzieło romskiego reżysera uświadamiamy sobie, jak trudna jest forma eseju filmowego, która wymaga od twórcy nie tylko doskonałego wyczucia medium, ale także wyraźnej autorskiej postawy i zaplecza intelektualnego. Niekwestionowanym mistrzem tego gatunku był Chris Marker, który doskonale obrazował na ekranie symultaniczność przewrotów społecznych i przewartościowań dokonywanych równocześnie w różnych zakątkach świata. Nie poprzestawał jednak na zarysowaniu pewnych tendencji, dawał wyraz własnym poglądom i prowokował widza do zajęcia stanowiska.

ImageOglądając „Oburzonych” nie mamy się z czym konfrontować. Bombardowani jesteśmy tylko metaforycznymi obrazami i transowym rytmem „muzyki samotności” – zapętlonymi odgłosami ulicy (powtarzany do znudzenia chwyt znany z finału „Vengo”, 2000). W rezultacie większość naszego potencjału odbiorczego przeznaczamy na próby uporządkowania chaosu. I choć producenci nawołują do „wyłączenia myślenia” i „empatycznego wczucia się w pokazywane sytuacje”, taki bezmyślny ogląd musi kłócić się z ideowym przesłaniem całości i wezwaniem Hessela, zachęcającego do świadomego uczestnictwa w życiu społecznym: „Wszystkim mężczyznom i kobietom, którzy stworzą XXI wiek, mówimy z całą serdecznością: Tworzyć to stawiać opór, stawiać opór to tworzyć”. Film Gatlifa nie idzie pod prąd, jest tylko sprawnie zmontowaną reklamówką ruchu. Trudno znaleźć w nim ślad zadziornego, Godardowskiego z ducha filmu tego reżysera „Z bociana zrodzony” (1999), w którym hasła wypisywane na ścianie przez młodych buntowników miały dużo większą siłę rażenia, nawet jeśli nagryzmolone zostały niedbale i z błędami ortograficznymi.

Indignados
Reżyseria Tony Gatlif. Scenariusz Tony Gatlif na podstawie książki „Czas oburzenia!” Stéphane’a Hessela. Zdjęcia Colin Houben, Sébastien Saadoun. Muzyka Valentin Dahmani, Delphine Mantoulet. Wykonawcy Mamebetty Honoré Diallo. Produkcja Princes Films, Eurowide Film Production, Herodiade. Francja 2012. Dystrybucja Against Gravity. Czas 90 min

Jagna Lewandowska, Oburzeni, „Kino" 2012, nr 7-8, s. 100-101

© Fundacja KINO 2012

Zmieniony ( 20.07.2012. )