Yuma

YUMA
KONRAD TAMBOR

„Juma”, nazywana „sprawiedliwym słowiańskim podziałem dóbr osobistych”, wykształciła się na zachodzie postkomunistycznej Polski; polegała na dokonywaniu, zazwyczaj drobnych, kradzieży w „Reichu” i wtórnym obrocie „zajumanym” towarem na ziemiach polskich. Przyjmuje się, że nazwę zjawiska zapożyczono z kultowego filmu Delmera Davesa sprzed 55 lat: „15.10 do Yumy”, bowiem pociąg, którym przekraczano granicę, rozpoczynał kurs właśnie dziesięć po piętnastej.

ImageWersję tę potwierdza film Piotra Mularuka. Głównym bohaterem jest dwudziestokilkuletni Zyga, pochodzący z małej nadodrzańskiej miejscowości. Chłopak fascynuje się tamtym amerykańskim westernem i bohaterem filmu Danem Evansem, który – przypomnijmy – zmuszony przez warunki materialne, decyduje się eskortować do sądu w Yumie bandytę Bena Wade’a. Postać Zygi to konglomerat cech. Poznajemy go jako uczciwego, wrażliwego chłopaka, zdolnego do poświęceń, ale także ryzyka. Lecz Zyga przy pomocy swojej ciotki, notabene burdelmamy i miejscowej szarej eminencji, zaczyna kraść, a pieniądze i poczucie, że teraz jest kimś, szybko uderzają mu do głowy – uważa się za „wyjętego spod prawa”, któremu wolno zadrzeć z szeryfem.

Do jumania pchnęła go potrzeba zmiany nudnego, pozbawionego perspektyw życia i poprawy fatalnej sytuacji materialnej, w czym ujawnia się paralela do Evansa (nie jedyna zresztą – chłopak będzie miał swojego kowboja-manekina, którego zabierze, jakby go eskortując podczas pierwszej podróży za granicę, czyli do swojej Yumy). Wkrótce dzięki wsparciu chrzestnego-celnika staje się naczelnym jumakiem w mieście. Już nie Zyga, lecz „Pan Zygmunt” – markowe ubrania i pewny siebie styl bycia zapewniają mu poklask i szacunek. Nie ma wyrzutów sumienia i nie myśli o zaprzestaniu kradzieży.

Ponieważ chłopak chwali się skradzionym towarem, chętnych na „zagraniczne wycieczki” przybywa. Jego przyjaciele jumę traktują jednak jako okazję do napchania sobie kieszeni – nieważne czym. Potrzebne czy nie – jak za darmo, to trzeba brać. Przyjmują perspektywę nie Evansa, a bandyty Wade’a. Słowo „Yuma” kojarzy im się z czymś innym – z więzieniem.

W odbiorze filmu nieco przeszkadza przewidywalność zdarzeń oraz brak wątku przewodniego. Bohaterowie jeżdżą za granicę i wracają, lecz wiadomo, że prędzej czy później noga im się powinie i wpadną; gdzieś w tle majaczy wątek nieszczęśliwej miłości Zygi. Właściwie trudno stwierdzić, o czym jest ten film – czy o samym procederze jumy, czy o tamtych czasach, czy o niespełnionej miłości, czy o procesie dojrzewania, czy o zmianie statusu społeczno-materialnego bohatera i całego miasteczka. A może o tym wszystkim – a jeśli „o wszystkim”, to wiadomo, jak się takie zadanie kończy. W tym przypadku historia i opowieść wcale nie bronią się same – brakuje bardziej rozbudowanej fabuły.

Natomiast Jakub Gierszał – chociaż po raz kolejny świetnie sprawdza się w roli bohatera pogubionego emocjonalnie, jednak niezbyt pasuje do roli „Pana Zygmunta”, miejskiego szpanera i bajeranta. Ale być może w ten właśnie sposób twórcy „Yumy” chcieli zasugerować, że nie jest to naturalny styl życia (i bycia) Zygi.

Za to znajdziemy w „Yumie” – i jest to bardzo mocna strona filmu – kopalnię starannie pozbieranych stereotypów, w których utrwalony został obraz małomiasteczkowych trendów początków lat 90. Dziś ówczesne stroje, atrybuty i zachowania określilibyśmy jednym słowem – kicz. Dzisiaj śmieszyć mogą bohaterowie zszokowani na widok wystawy „Adamków”, czyli adidasów, czy kradnący nawet detergenty w drogeriach. Bo były pod ręką, bo nikt nie patrzył, ale także dlatego, że w Polsce jeszcze tego nie było. Eksponaty stają się przedmiotami kultu; dziewczyna jest w stanie wykonać prowizoryczny striptiz, by dostać markowe jeansy, a posiadanie rzeczy wyjątkowych podnosi prestiż, poprawia sytuację społeczną. Nic więc dziwnego, że bohaterowie, zasmakowawszy podobnego życia, już łatwo z niego nie zrezygnują, będą brnąć dalej i dalej, ryzykując więcej i więcej.

ImageDziś to śmieszy, ale – i to należy zaakcentować – tak kiedyś było. Ukazanie tych zjawisk jest zasługą filmu. Tak właśnie wkraczał kapitalizm do postkomunistycznego kraju, który nagle otrzymał szansę korzystania z dóbr i udogodnień, na Zachodzie normalnych. Lecz nie stopniowo – jak było na Zachodzie, a od razu, wszystko naraz. Można się zastanawiać, czy to nie zbyt szybki przeskok. Wydaje się, że tak, nawet abstrahując od jego ceny i towarzyszących temu nieuczciwości. Widać to na przykładzie rodziców Zygi (a więc reprezentantów starszego pokolenia): początkowo sceptyczni, szybko przyzwyczają się do luksusów. Noszący sportowe ubrania i ciemne okulary ojciec zaczyna wspierać chłopaka w szmuglowaniu, a matka delikatnie wspomina, że słyszała o takiej kuchence, do której wkłada się surowe składniki, a wyciąga gotowy posiłek. Jeszcze nie wie, że mówi o mikrofalówce...

To jednak nie jedyny problem. Podwaliny tego skoku cywilizacyjnego ku Zachodowi oparte są na metodach wschodnich, komunistycznych – nielegalne interesy, łapówki, układy. Ponadto ówczesne przekonanie, że juma nie jest kradzieżą, a sprawiedliwym wyrównaniem dóbr: „przecież ty nigdy niczego nie ukradłeś, tylko Niemców jumałeś”.

„Yuma” pokazuje, że to, co dla nas jest oczywistością, powszedniością lub nawet kiczem, kiedyś było szczytem marzeń, które zaślepiały i popychały do – jak się okaże – nawet największego ryzyka. Fakt, że dzisiejsze dzieci są zwariowane na punkcie produktów – to nie ewolucja ani atawizm, a dziejowa kontynuacja konsumpcyjnego ciągu – adidasy, walkmany i guma balonowa zostały po prostu zastąpione przez trampki, konsole i powerizery…

Yuma
Reżyseria Piotr Mularuk. Scenariusz Piotr Mularuk, Wojciech Gajewicz. Zdjęcia Tomasz Dobrowolski, Jacek Podgórski. Muzyka Włodzimierz Pawlik. Obsada Jakub Gierszał (Zyga), Katarzyna Figura (Halina), Tomasz Kot (Opat), Jakub Kamieński (Pijak), Krzysztof Skonieczny (Kula), Helena Sujecka (Bajadera), Karolina Chapko (Majka), Jerzy Schejbal (ojciec Zygi), Aldona Struzik (matka Zygi). Produkcja Yeti Films. Polska, Czechy 2012. Dystrybucja Kino Świat. Czas 105 min

Konrad Tambor, Yuma, „Kino" 2012, nr 7-8, s. 91-92

© Fundacja KINO 2012

Zmieniony ( 10.08.2012. )