Bitwa pod Wiedniem

BITWA POD WIEDNIEM
KS. ANDRZEJ LUTER

Image„Venimus, vidimus, Deus vicit” (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył) – te słowa króla Polski Jana III Sobieskiego, napisane do papieża po obronie Wiednia, znamy wszyscy. Teraz możemy obejrzeć samą bitwę, czy też raczej jej wyobrażenie. Oto włoski reżyser Renzo Martinelli zrealizował film o odsieczy wiedeńskiej z 1683 roku. Artysta musiał wiedzieć, że pomysł na taki fresk historyczny będzie wzbudzał wiele kontrowersji. Z jednej strony poprawność polityczna doprowadzi niechybnie do oskarżenia twórcy o szerzenie propagandy antyislamskiej, co też się stało, zanim rozległ się pierwszy klaps. Z drugiej strony film narażony jest na odbiór ideologiczny przez skrajną prawicę, co widać, kiedy się przegląda liczne portale internetowe. Wywnętrzający się na nich publicyści i internauci wyrażają nadzieję, że wreszcie zobaczymy film pokazujący prawdziwie chrześcijańskie korzenie Europy. Na polskich portalach wybrzmiewa także nadzieja, że zobaczymy wreszcie Polskę jako przedmurze chrześcijaństwa, i króla Sobieskiego jako wybawcę Europy zagrożonej przez „muzułmańską dzicz”.

Trzeba przyznać, że reżyser nie ułatwia sobie zadania. Martinelli w licznych wywiadach mówi wprost, bez żadnej autocenzury, że dostrzega podobieństwa pomiędzy Europą z lat poprzedzających bitwę wiedeńską a dzisiejszą, która – według niego – odcina się rzekomo od swych chrześcijańskich korzeni. Teza to mocno naciągana. Powstaje pytanie: czyżby korzenie te były tak płytko osadzone?

Ciekawe, że w Polsce film nosi tytuł „Bitwa pod Wiedniem”, we Włoszech zaś „11 września 1683”. A przecież do starcia wojsk polsko-austriacko-niemieckich z armią imperium osmańskiego doszło dzień później, 12 września. Od razu nasuwa się skojarzenie z atakami terrorystycznymi na wieże WTC w Nowym Jorku. Martinelli ucieka przed oskarżeniami o prowokację twierdząc, że data 11 września 1683 roku ma wymiar symboliczny, i tak tłumaczy swoją koncepcję: „Był to dzień, w którym islam wdarł się najgłębiej w świat Zachodu, próbując rzucić go na kolana. Od tego roku islamska ekspansja zaczęła stopniowo się zmniejszać. Teraz znowu rozpoczął marsz na Zachód, a kto tego nie widzi, nic nie zrozumiał z lekcji historii”. Wydaje się, że Martinelli dostrzega realny problem współczesnej Europy, ale w swoich ocenach idzie za daleko i podrzuca amunicję ideologiczną środowiskom skrajnym, zarówno tym z prawa, jak i z lewa.

Przeczytawszy te wszystkie wywiady i opinie, z niepokojem zacząłem oglądać film „Bitwa pod Wiedniem”. Pierwsza moja reakcja była pozytywna: niewiele zostało z koncepcji „aktualizacji orędzia”. To po prostu rzetelna epopeja historyczna, jakich w kinie obejrzeliśmy już wiele. Pomysł Martinellego był dość prosty. Głównym bohaterem filmu uczynił Marka z Aviano, kapucyna, który – i tu uwaga! – został beatyfikowany dopiero w 2003 roku przez polskiego papieża. 8 września 1676 roku ojciec Marek został wysłany do głoszenia kazań w klasztorze w Padwie. Postać Marka z Aviano została pokazana niestety w stylu hagiograficznym, natrętnie pobożnościowym, tak jakby święci byli ludźmi z innej planety. Wątek z wilkiem, który jest dobrym duchem Marka, a na końcu ratuje mu życie, mocno irytuje. Świętość zostaje w ten sposób sprowadzona do naiwnej baśni, a religijność do czarów. Ratuje – na szczęście – tę postać znakomity aktor, F. Murray Abraham, nagrodzony Oscarem za rolę Salieriego w „Amadeuszu” Milosa Formana. Jest wyrazisty, mocny duchowo, zdecydowany, wierzący w swoją misję ewangelizacyjną.

Sława Marka obiega całą Europę. Zapraszają go także władcy na swoje dwory, on zaś wzywa słuchaczy do umocnienia wiary i do pokuty, udziela błogosławieństw, które prowadziły – jak głoszą kroniki – do nadzwyczajnych wydarzeń i uzdrowień.

Wśród władców, z którymi się przyjaźnił, był także cesarz Austrii Leopold I. Marek z Aviano był jego doradcą, powiernikiem, ojcem duchowym. Leopold w wykonaniu Piotra Adamczyka to przywódca niezdecydowany, zniewieściały i płaczliwy. Wobec zagrożenia islamskiego jest bezradny, nie potrafi zawiązać sojuszy obronnych, tym bardziej, że Francja nie wyrażała ochoty do takiej współpracy (zresztą cesarz Leopold uwikłał się wcześniej w konflikt z Francuzami).

Marek z Aviano na polecenie papieża Innocentego XI brał aktywny udział w montowaniu koalicji antytureckiej. Zostaje legatem papieskim i misjonarzem apostolskim. To on proponuje sojusz z królem Polski Janem III Sobieskim, co początkowo nie budzi entuzjazmu Leopolda. Sobieski uchodzi bowiem za władcę „barbarzyńskiego”. Sukcesy wojsk osmańskich pod dowództwem wezyra Kara Mustafy (w tej roli Enrico Lo Verso), zmuszają jednak do rozmów z królem Polski. Oto Sobieski (Jerzy Skolimowski) wraz ze swoimi zaufanymi dowódcami: generałem artylerii koronnej Marcinem Kazimierzem Kątskim (Daniel Olbrychski) i hetmanem wielkim koronnym Mikołajem Adamem Sieniawskim (Borys Szyc) spotyka się z Leopoldem i jego świtą. Ubrani w szlacheckie stroje wyglądają jak prawdziwi macho, w porównaniu z siedzącymi za stołem przywódcami, ubranymi według mody zachodniej Europy, w perukach na głowach, z makijażem na twarzach i strachem w oczach. Mocne, zdecydowane słowa króla Polski uciszają wątpliwości zatrwożonych Austriaków. Ostatecznie zawarto przymierze przeciwko Osmanom. Gwarantem traktatu został papież. Ustalono, że w obliczu zagrożenia Krakowa bądź Wiednia druga strona pośpieszy na pomoc oraz że na utrzymanie wojsk polskich cesarz i papież wyasygnują odpowiednie subsydia pieniężne.

Image12 września rozpoczyna się bitwa, o której historycy mówią, że była jedną z najbardziej przełomowych w dziejach świata. Martinelli – trzeba przyznać – zrealizował sceny batalistyczne efektownie i z wielkim rozmachem. Polska husaria i biało-czerwone barwy wyglądają imponująco. Wojska wezyra mają w sobie dzikość i szaleństwo, podobnie jak sam Kara Mustafa. Austriacy zaś są bohaterscy, ale zagubieni. „Gdzie są wojska Sobieskiego?” – krzyczą przerażeni. I oto pojawia się polska odsiecz (królowi towarzyszy jego najstarszy syn, Jakub). Chrześcijańska Europa uratowana! Imperium osmańskie zostało rozbite i już nigdy nie przeszło do ofensywy. Martinelli wie jednak, że pozostał sułtan, który wydał rozkaz, tak więc wojna cywilizacji się nie skończyła, dlatego tak często mówi o niej w artykułach i wywiadach.

W wersji kinowej rola polskiego króla jest mocno uwypuklona i kluczowa, ale reżyser koncentruje się na zabiegach Marka z Aviano i jego misji zleconej przez papieża, jakby chcąc podkreślić w ten sposób chrześcijańskie i europejskie przesłanie wydarzeń pod Wiedniem. W wersji telewizyjnej (pięć godzinnych odcinków) wątek polski ma być bardziej rozbudowany.

Enzo Martinelli zrealizował film ku pokrzepieniu europejskich serc. A przecież nie wszystko wtedy w 1683 roku było tak jednoznaczne, jak w filmie. Austriacki pisarz i historyk Karl-Markus Gauss na pytanie o polski udział w bitwie odpowiedział: „Nie sądzę, by Polacy przeceniali znaczenie wiktorii wiedeńskiej. Wiedeń upadłby, gdyby Sobieski i jego oddziały nie wykazały się taką determinacją i odwagą, walcząc z Turkami. Odnoszę jednak wrażenie, że nie do końca zdajecie sobie sprawę z powodów kierujących decyzją Sobieskiego o wzięciu udziału w tej bitwie. Nie była to interwencja mająca na celu tylko i wyłącznie ocalenie Europy czy początek budowy zjednoczonej Europy pod egidą krzyża świętego. Udział w tej bitwie przyniósł waszemu królowi liczne korzyści. Otrzymał on pieniądze od papieża i to właśnie jemu przypadły skarby pokonanego Kara Mustafy. Proszę mi wierzyć, nie próbuję w żaden sposób dezawuować zwycięstwa Sobieskiego czy podważać jego bohaterstwa wpisanego w waszą historię narodową. Mam jednak nadzieję, że europejska tożsamość nie będzie budowana na mitach. Gdy w 1683 r. chrześcijanie walczyli z muzułmanami, nie była to walka pomiędzy cywilizacją a barbarzyństwem czy między wolnością a despotyzmem”.

Kolejne wieki pokazały, że bez muzułmanów i bez Kara Mustafy, to my, chrześcijanie, potrafiliśmy sobie nawzajem w Europie zgotować tak straszne wydarzenia, przy których bitwa wiedeńska jest epizodem.

Film Martinellego jest daleki od takich dywagacji. Powstała przygodowa epopeja o bohaterskiej obronie Wiednia i szlachetnym zakonniku, który doprowadził do powstania zwycięskiej koalicji. Może taki obraz pobudzi młodych do zainteresowania historią. I niech tak będzie. Poszedłem. Zobaczyłem. Wystarczy.

September Eleven 1683
Reżyseria Renzo Martinelli. Scenariusz Valerio Manfredi, Renzo Martinelli. Zdjęcia Fabio Cianchetti. Wykonawcy F. Murray Abraham (Marco D’Aviano), Enrico Lo Verso (Kara Mustafa), Jerzy Skolimowski (Jan III Sobieski), Alicja Bachleda Curuś (księżna Eleonora Lotaryńska), Piotr Adamczyk (Leopold I Habsburg), Borys Szyc (Hetman Wielki Koronny Mikołaj Adam Sieniawski), Wojciech Mecwaldowski (Jerzy Franciszek Kulczycki), Marcin Walewski (Jakub „Fanfan” Sobieski), Daniel Olbrychski (generał artylerii konnej Marcin Kazimierz Kątski). Produkcja RAI Cinema, Martinelli Film Company International, Agresywna Banda. Włochy – Polska 2012. Dystrybucja Monolith Film. Czas 110 min

Ks. Andrzej Luter, Bitwa pod Wiedniem, „Kino" 2012, nr 10, s. 69-70

© Fundacja KINO 2012

Zmieniony ( 12.10.2012. )