Sekret afrykańskiego dziecka

SEKRET AFRYKAŃSKIEGO DZIECKA
JERZY PŁAŻEWSKI

Przepraszam, drogi Panie (droga Pani), ale jak tam było z pojawieniem się pierwszego w życiu ząbka? Wyrósł z górnego, czy dolnego dziąsła? Hm, a jakież to ma znaczenie? Ogromne! Bo jeżeli z dziąsła dolnego, jak należy, to rósł on do góry. Ale jeśli z górnego – to musiał rosnąć w dół. Fatalnie! Bo oznacza to, że posiadacz takiego ząbka jest duchem nieczystym, przeklętym. Może nie wszyscy wiedzą o tym. Ale świetnie zorientowani w problemie są członkowie szczepu Barbu, mieszkańcy afrykańskiego Beninu, zwanego do niedawna Dahomejem. I to jest właśnie kluczowa kwestia „Sekretu afrykańskiego dziecka”, filmu Francuzki Christine François.

Mówiąc bardzo serio, nadczynność górnego dziąsła także w naszym zracjonalizowanym, stechnicyzowanym świecie może mieć, okazuje się, konsekwencje śmiercionośne. Jasne, że nie w każdym punkcie globu ziemskiego, ale jednak. Nie wierzycie? Podejrzewacie eksplozję niekontrolowanej fantazji filmowca? Autorka „Sekretu afrykańskiego dziecka” przewidziała taką reakcję i dlatego w czołówce umieściła wielkimi literami napis: historia oparta została na faktach.

ImagePisząc relację z tegorocznego Cannes stwierdziłem, że żadna z dotychczasowych edycji festiwalu nie miała aż tak wysokiego odsetka filmów głośno oznajmujących, że zrealizowano je na podstawie prawdziwych zdarzeń. Choć do niedawna znacznie częstszy bywał napis odwrotny, o przypadkowości wszelkich podobieństw do rzeczywistych faktów i nazwisk. Tłumaczyłem to zjawisko coraz powszechniejszymi opiniami, że kino opowiedziało już wszystkie historie i że czekają nas już tylko powtórki. Otóż, jeśli coś zdarzyło się naprawdę i żaden film do tego jeszcze nie nawiązał, to stanowi to przynajmniej niezbity dowód, że przedstawione dzieło powtórką nie jest.
Christine François to dokumentalistka. Znana choćby z tego, że nakręciła obsypaną nagrodami „Brygadę nieletnich” (Brigade des mineurs: L’amour en souffrance), która zainspirowała fabułę „Poliss” Maiwenn, dramat o powszedniej działalności paryskiej policji. Filmowcy jej pokroju są szczególnie uwrażliwieni na rzetelny kontakt z rzeczywistością. To znaczy: na autentyzm wydarzeń i na ich społeczną ważkość. Jej fabularny debiut oba te warunki spełnia.

Historia adoptowania przez Francuzkę niemowlęcia z Beninu harmonijnie splata trzy wątki. Pierwszym jest pragnienie macierzyństwa i ten od barwy skóry nie zależy; drugi to psychika dziecka adoptowanego, zwłaszcza gdy odbiega pochodzeniem od otoczenia. I trzeci, pozwalający docenić nieznajomość w naszym kręgu kulturowym wciąż żywych wierzeń i zabobonów ludów afrykańskich. Ten ostatni wątek ma we Francji wyższą niż u nas doniosłość praktyczną z uwagi na nasilającą się imigrację ludności Czarnej Afryki.

Paradoksalnie pierwszy, najmniej oryginalny, wątek macierzyństwa, wypadł autorce najbardziej przekonująco, a to za sprawą Audrey Dana. Wywiązuje się ona doskonale z zaskakujących sytuacji, których jej bohaterka, Cécile, nie umiała przewidzieć. Gorzej z pozostałymi postaciami, granymi częściowo przez aktorów niezawodowych. To z kolei często zdarza się dokumentalistom przechodzącym do fabuły, że nie zawsze umieją wyegzekwować zamierzone postawy wykonawców. Siedmioletni Elie Moussoko nie jest zbyt wyrazisty w trudnej roli samotnika i lunatyka (francuscy krytycy zarzucają mu stosowanie obcego akcentu, niewiarygodnego u dziecka od niemowlęcia wychowywanego we Francji).

ImageKluczowym jednak dla założeń filmu jest tytułowy sekret małego Afrykańczyka. Oczywiście, przesądy plemienia Barbu nawet w państwie Benin nie są kanonami dominującymi. Ale znajomość także ekstremalnych przejawów egzotycznych rytuałów jest dziś znacznie bardziej potrzebna niż sto lat temu, by w epoce łatwych i częstych przemieszczeń migracyjnych nie prowokować nowych nienawiści rasowych. François mogła lepiej wyzyskać w tym celu postać ekskochanka Cécile, pracującego w Beninie Didiera, który powinien trafniej przewidywać rozterki i wahania kobiety.

Usterką dramaturgiczną „Sekretu” jest zbyt skrótowy i pospieszny przeskok przez siedem lat przeżytych w Bordeaux przez Cécile z adoptowanym malcem, nazywanym Lancelotem. Sugestie wynikające z tego okresu mogły czytelniej umotywować, czemu pomysł przybranej matki, by pojechać szukać biologicznej matki Lancelota, zakończył się niepowodzeniem. Ale samo postawienie pytań w tak złożonej sytuacji egzystencjalnej na pewno zasługuje na uwagę.

Po dokumentalistce spodziewać się było można barwniejszego i wszechstronniejszego opisu Beninu, zarówno w pejzażach, jak i scenach rodzajowych. Dobrze natomiast rytmizowana jest akcja - obfitym stosowaniem spoza kadru afrykańskiej muzyki, wykonywanej przy użyciu lokalnych instrumentów. A celne wyzyskiwanie muzyki nie zawsze bywa cechą eksdokumentalistów.

Secret d’un enfant fourni
Reżyseria Christine François. Scenariusz Christine François, Sophie Fillieres, Maurice Rabinowicz. Zdjęcia François Kuhnel i Dominique Colin. Muzyka Jean-François Hoël. Wykonawcy Audrey Dana (Cécile), Elie Moussoko (Lancelot), Robinson Stévenin (Didier), Vivianne Tatangue (Fati), Gérard Hounou (żandarm). Produkcja Agat Films, Francja 2010. Dystrybucja Vivarto. Czas 108 min

Jerzy Płażewski, Sekret afrykańskiego dziecka

© Fundacja KINO 2013

Zmieniony ( 13.09.2013. )