Wałęsa. Człowiek z nadziei

WAŁĘSA. CZŁOWIEK Z NADZIEI
BARTOSZ ŻURAWIECKI

Pragnę uspokoić tych, którzy spodziewali się po nowym filmie Andrzeja Wajdy dzieła hagiograficznego w formie i narodowego w treści. Kolejnego patetycznego fresku w kolekcji twórcy „Katynia”. Owszem, „Wałęsa” to jest patriotyczna czytanka, ale czytanka ambiwalencją podszyta. A nic tak dobrze nie robi sztuce, jak ambiwalencja właśnie.

ImageCóż, pierwowzór tytułowego bohatera trafnie wyczuł, że coś tu nie gra, skoro po prywatnym seansie oburzył się, że został przedstawiony na ekranie jako bufon. Portret Wałęsy wyłaniający się z filmu jest złożony i, oględnie mówiąc, nie zawsze pochlebny. Twórcy pokazali, jak prosty, wystraszony robotnik, który w grudniu 1970 roku posłusznie podpisuje to, co mu ubecja podsuwa pod nos, staje się nie tylko bohaterem, ale także gwiazdą opozycji, a potem również światowych mediów i… popkultury.

Nieprzypadkowo osią filmu jest wywiad, którego Wałęsa udzielił w marcu 1981 roku Orianie Fallaci (granej przez Marię Rosario Omaggio). Przywódca Solidarności puszy się przed „najsłynniejszą dziennikarką świata”, z miejsca jej oznajmia, że żadnych kompleksów nie ma i że nie robi na nim wrażenia jej pozycja. Rola celebryty (jak to byśmy dzisiaj powiedzieli), osoby stojącej w świetle reflektorów, będącej w centrum uwagi bardzo Wałęsie odpowiada: nietrudno doszukać się w tym kompleksów związanych z pochodzeniem.

Co zresztą znaczące, poza krótkim życiorysem, który bohater recytuje w trakcie przesłuchania, nie ma w filmie żadnych śladów korzeni Wałęsy, scen ukazujących go w otoczeniu antenatów, w rodzinnych krajobrazach. Czyni to z niego westernowego „jeźdźca znikąd”, jednego z wielu przedstawicieli nizin społecznych, którzy w czasach PRL-u przenieśli się ze wsi do miasta, by ostatecznie ów PRL pogrzebać. Ale, z drugiej strony, daje to także efekt dwuznaczny: oto parweniusz, który zaszedł na szczyt, choć nie wiadomo nawet, co sobą reprezentuje.

Wajda dobrał sobie tym razem do współpracy Janusza Głowackiego, który napisał scenariusz. Wiadomo, że spojrzenie autora „Antygony w Nowym Jorku” na rzeczywistość, a na Polskę zwłaszcza, dalekie jest od martyrologicznej ciężkości, sporo w nim za to sarkazmu. Głowackiemu zawdzięczamy kilka zabawnych dialogów i smakowitych epizodzików, jak choćby ten z sąsiadami gromadzącymi się przed telewizorem, w którym pokazywany jest kolejny odcinek bardzo popularnego w latach 70. serialu „Pogoda dla bogaczy”.

Na niezbyt szlachetny obraz Wałęsy w filmie wpłynęła zapewne także obecna postawa i pozycja byłego prezydenta, który stał się postacią niemal z szopki. Jego wypowiedzi często wywołują tzw. „facepalm”. Nazbyt ironicznie jednak być nie może, gdyż Wajda czuje się w obowiązku oddać bohaterowi, co mu należne. Szkoda, gdyż film byłby lepszy, a przynajmniej bardziej frapujący, gdyby konsekwentnie utrzymał ów sardoniczny ton, w jaki tylko niekiedy wpada. Nie da się zresztą ukryć, że „Człowiek z nadziei” może mieć swoje źródło również w inteligenckim resentymencie wobec osoby laureata Pokojowego Nobla.

Reżyser mówi w wywiadach, że Wałęsa został zesłany przez Opatrzność, by odmienić Polskę. Lecz z filmu wynika raczej, że to elity opozycyjne, czyli działacze KOR-u namaścili go na przywódcę – w jednej ze scen namawiają go usilnie, by został przywódcą strajku, bo jest „typowym Polakiem”, więc jemu robotnicy uwierzą. Potem jednak ów typowy Polak sprytnie elity odstawił na boczny tor i sam zajął ich miejsce. Te urazy i antagonizmy czuć w filmie, mimo że Wajda kamufluje je przywoływaniem momentów narodowej solidarności, kończy zaś biografię przemówieniem bohatera w amerykańskim Kongresie, które miało miejsce na miesiące przed tym, jak został prezydentem Polski i rozpoczął „wojnę na górze”. Kilkakrotnie jednak ekranowy Wałęsa podkreśla swoją niechęć do intelektualistów, którzy, według niego, po długich debatach dochodzą do tego samego, do czego on dochodzi w pięć sekund. Uwypuklono w filmie także awersję bohatera do książek.

ImageDobrze sprawdził się Robert Więckiewicz. Jego kreacja oscyluje między typową wcieleniówką polegającą na imitowaniu gestów i głosu pierwowzoru, a subtelną groteską, nawet karykaturą. Nie brak jednak też w tej roli akcentów lirycznych, nie ma natomiast pomnikowego patosu. Na tle błyskotliwego występu Więckiewicza widać jednak typową dla polskiego kina bezradność w kreśleniu postaci kobiecych. Silna kobieta Fallaci głównie słucha swojego rozmówcy, a Agnieszce Grochowskiej w roli Danuty Wałęsowej nie pozostaje nic innego jak znowu grać Matkę Polkę z nielicznymi przebłyskami charakteru. Z żeńskich postaci najsilniej zapada w pamięć Henryka Krzywonos w dziarskim epizodzie Doroty Wellman.

Formalnie film niczym specjalnym nie zaskakuje, choć ma żwawe tempo i udanie łączy materiały archiwalne ze scenami fabularnymi (znajdziemy tu również autocytat z „Człowieka z żelaza”). Autor zdjęć, Paweł Edelman, nie proponuje nowego obrazu PRL-u, eksponuje szaroniebieską kolorystykę, z jaką zwykło się ten czas kojarzyć. Stylizacja na minione dekady jest oszczędna i przekonująca, choć trochę zbyt ładna. Ot, taki z lekka nostalgiczny „vintage”. Trafionym pomysłem było natomiast wykorzystanie w ścieżce dźwiękowej piosenek zespołów młodzieżowych lat 80. (Aya RL, Chłopcy z Placu Broni, Tilt). Budują one klimat, a jednocześnie dodają autentyzmu i wigoru scenom rekonstruującym tamtą epokę.

Wśród argumentów przeciwko kręceniu filmu o Lechu Wałęsie pojawił się też i taki, że jest jeszcze za wcześnie, by robić tego typu dzieło. Po obejrzeniu „Człowieka z nadziei” myślę zupełnie inaczej – wzorem Amerykanów nie powinniśmy się bać fabularyzowania swej niedawnej historii i portretowania ludzi żyjących. Bowiem warto o nich opowiadać, zanim zaklniemy ich w marmur i zamurujemy w tablicach pamiątkowych.

Wałęsa. Człowiek z nadziei
Reżyseria Andrzej Wajda. Scenariusz Janusz Głowacki. Zdjęcia Paweł Edelman. Muzyka Paweł Mykietyn. Wykonawcy Robert Więckiewicz (Lech Wałęsa), Agnieszka Grochowska (Danuta Wałęsowa), Maria Rosaria Omaggio (Oriana Fallaci), Zbigniew Zamachowski (Nawiślak), Cezary Kosiński (Majchrzak), Mirosław Baka (Klemens Gniech, dyrektor stoczni), Iwona Bielska (sąsiadka), Dorota Wellman (Henryka Krzywonos), Adam Woronowicz (Tadeusz Fiszbach). Produkcja Akson Studio. Polska 2013. Dystrybucja ITI Cinema. Czas 110 min

Bartosz Żurawiecki, Wałęsa. Człowiek z nadziei, „Kino" 2013, nr 10, s. 67-68

© Fundacja KINO 2013

Zmieniony ( 04.10.2013. )