Ani słowa więcej

ANI SŁOWA WIĘCEJ
ANNA TATARSKA

ImageMożna odnieść wrażenie, że filmy traktujące o uczuciach bohaterów, którzy przekroczyli czterdziestkę, koncentrują się zwykle na upartym udowadnianiu tezy, że „na miłość nigdy nie jest za późno”, a chętka na figlarny numerek nie mija z wiekiem. Starsi (według hollywoodzkich kategorii) bohaterowie wciąż są hoży i mają apetyt na cały wielodaniowy obiad: miłość, seks i jeszcze egzotyczną przygodę na deser. Twórcy filmów takich jak: „Wielkie wesele”, „To skomplikowane” czy „Lepiej późno niż później” powielają wzorce kultury gloryfikującej młodość i czyniącej z niej jedyną obowiązującą normę. „Ani słowa więcej” reprezentuje całkiem inne stanowisko. Jego bohaterowie są ludźmi dojrzałymi, mają dorosłe dzieci i problemy, które nie grożą dwudziestolatkom. Owszem, wspólne doświadczenia – rozwód czy widmo wypuszczenia córek z rodzinnego gniazda – pozwalają bohaterom szybciej się do siebie zbliżyć, ale żadna z tych okoliczności ich nie definiuje. Najważniejsze są emocje i uczucia. Jak również poczucie humoru i dystans do samych siebie, dzięki któremu można okiełznać nawet najbardziej tragiczną życiową zapadnię. To wiedza tajemna i cenna.

W swoim ostatnim filmie przedwcześnie zmarły James Gandolfini tworzy nietypowy ekranowy duet z Julią Louis-Dreyfus. Dwójka aktorów niezagospodarowanych przez kino, znanych głównie z telewizji (Gandolfini dla wielu na zawsze pozostanie Tonym Soprano, Dreyfus – Elaine Benes z „Seinfelda”), wnosi na ekran świeżość, spontaniczność i bezpretensjonalność. Relacja filuternej masażystki Evy i nieco wycofanego, ale przesympatycznego Alberta ma w sobie szczerość pogaduszek z najbliższą przyjaciółką, gdy niczego nie trzeba udawać. Wyposażeni w życiowe doświadczenia, przygięci ciężarem porażek i rozczarowań bohaterowie filmu muszą wybierać pomiędzy kolejną próbą spełnienia nieosiągalnych dotąd marzeń a mdłym kompromisem. I wciąż wpadają w te same pułapki daremnych często oczekiwań. Widać to chociażby w wątku bezwiednego przyjmowania cudzych opinii za własne. Obserwowanie, jak Eva zaczyna kwestionować własne wybory pod wpływem opowieści swojej nowej, imponująco obytej i wysublimowanej znajomej – poetki, zapali u wielu widzów lampki alarmowe.

ImageHolofcener umie konstruować dramaturgię i ma świetne ucho do dialogów, ale nie poddaje się magii kinowych schematów. Rozmowy bohaterów utrzymują tempo, ani na chwilę nie gubiąc wiarygodności. Każdej z postaci dano własny, specyficzny język pełen charakterystycznych powiedzonek i mini-manier, wyposażono ją w osobisty zestaw min, gestów, fobii i poglądów. Ekranowe konfrontacje bohaterów pełne są przenikliwych obserwacji i smaczków. Już dawno nie było filmu, który – pozostając rozrywkową i wciągającą komedią romantyczną – dodawałby aż tak wiele inwencji i oryginalności do zastygłego w rutynie schematu gatunkowego.

Enough Said
Scenariusz i reżyseria Nicole Holofcener. Zdjęcia Xavier Pérez Grobet. Muzyka Marcelo Zarvos. Wykonawcy Julia Louis-Dreyfus (Eva), James Gandolfini (Albert), Catherine Keener (Marianne), Toni Collette (Sarah). Produkcja Fox Searchlight Pictures, Likely Story. USA 2013. Dystrybucja Imperial-Cinepix. Czas 93 min

Anna Tatarska, Ani słowa więcej, „Kino" 2013, nr 12, s. 77

© Fundacja KINO 2013

Zmieniony ( 29.11.2013. )