Casanova po przejściach

CASANOVA PO PRZEJŚCIACH
MALWINA GROCHOWSKA

ImageW nowym filmie Johna Turturro sytuacja wyjściowa, która ma dostarczyć komediowej pożywki dla całej opowieści, przedstawia się tak: pracujący w kwiaciarni Fioravante (Turturro) zaczyna dorabiać jako męska prostytutka. Decyduje się na ten krok za namową przyjaciela Murraya (Woody Allen), który chce podreperować budżety obu panów. Interes idzie lepiej niż ktokolwiek by się spodziewał: chętne kobiety dobrze płacą Fioravante, a zadowolony Murray pobiera procent za pośrednictwo.

A może zadanie wykonywane przez Murraya należałoby nazwać po imieniu stręczycielstwem? Te i inne określenia rodem z ponurego dramatu o marginesie społecznym nie pasują do beztroskiego tonu filmu. Jednak używanie wobec bohaterów eufemizmów też nie wydaje się w porządku, bo zdejmuje z nich odium prostytucji – jakby w ogóle nie robili niczego niewłaściwego. I tak właśnie postrzega ich kamera. Ba! Fioravante jest chwilami wręcz dumny ze swoich łóżkowych osiągnięć i nawet ortodoksyjna Żydówka Avigal (Vanessa Paradis) wydaje się szanować jego pracę, stwierdzając, że wnosi on magię w życie samotnych pań.

Może to mało realistyczne podejście, ale nie w takie rzeczy uwierzymy w kinie, jeśli tylko odpowiednio się je nam zaprezentuje. Niestety, Turturro stanął na rozdrożu i chyba sam nie był do końca przekonany co do swojego pomysłu: wszystko jest tu niedopowiedziane, wszystko jest „tak jakby, ale nie do końca”. Fioravante rekompensuje nową pracą złe doświadczenia z przeszłości w relacjach z kobietami, ale jakie doświadczenia – tego się nie dowiemy. Dlatego trudno widzowi znaleźć zrozumienie dla jego procederu. Gdy pojawiają się problemy (a właściwie gdy tak jakby pojawią się problemy), z kamiennej twarzy Turturro trudno wyczytać czy przejmuje się zaistniałą sytuacją. Rozumiem intencje takiej konstrukcji: miało być subtelnie, inaczej niż w mainstreamowej amerykańskiej komedii. Tylko że zamiast subtelnie, wyszło mętnie.

ImageReżyserowi udało się coś innego – zgromadzić na planie wielu utalentowanych aktorów. W rolach drugoplanowych błyszczą tu Sharon Stone i Sofía Vergara, obie zgrabnie wygrywając swoje emploi obiektów emanujących seksapilem. Liev Schreiber jako chasyd i wielbiciel bohaterki granej przez Paradis, z okoloną pejsami twarzą zbitego psiaka, wzbudza więcej sympatii niż sam Turturro.
No i jest oczywiście Allen, który gra nerwowego, szybko mówiącego nowojorskiego Żyda-intelektualistę, znanego z ekranu od lat. Jego kwestie są najzabawniejsze, a ich wykonanie – najlepsze. Poza tym opiekuje się kilkorgiem czarnoskórych dzieci, które swoim zachowaniem jeszcze podbijają komediową stawkę.

Jednak zabawne momenty nie są w stanie zatuszować faktu, że w całym projekcie zabrakło kręgosłupa. Dwa poprzednie, bardzo udane filmy Turturro – „Romans i papierosy” i „Passione” – fabularnie też były dość proste, ale mieliśmy w nich pomysłowo wpisane w historię utwory muzyczne (w „Passione” stanowiły one sedno opowieści). W „Casanovie…”, owszem, Vergara tańczy z Turturro tango, w tle rozbrzmiewają motywy jazzowe, ale nie wzbogaca to filmu. Zamiast zostać przy tym, co mu wychodzi najlepiej, Turturro chciał zrobić film allenowski. To się nie mogło udać.

Fading Gigolo
Scenariusz i reżyseria John Turturro. Zdjęcia Marco Pontecorvo. Muzyka Abraham Laboriel, Bill Maxwell. Wykonawcy John Turturro (Fioravante), Woody Allen (Murray), Vanessa Paradis (Avigal), Sharon Stone (dr Parker), Liev Schreiber (Dovi), Sofia Vergara (Selima). Produkcja Antidote Films, USA 2013. Dystrybucja Kino Świat. Czas 90 min

Malwina Grochowska, Casanova po przejściach, „Kino" 2014, nr 05, s. 80

© Fundacja KINO 2014

Zmieniony ( 08.05.2014. )