Karuzela

KARUZELA
ARTUR ZABORSKI

Droga wielkiego twórcy może prowadzić od popularnych telenowel na wyżyny kina autorskiego, o czym świadczy z pewnością przypadek Wojciecha Smarzowskiego. Reżyser „Domu złego” rozpoczynał karierę, kręcąc m.in. kolejne odcinki „Na Wspólnej” dla TVN-u. Natomiast Robert Wichrowski ma na koncie niejeden mało ambitny serial, ale „Karuzela” pokazuje, że jego czas w polskim kinie jeszcze nie nastał.

ImageBez wątpienia reżyser potrafi posługiwać się gramatyką filmową, ale nadal musi się nauczyć selekcji materiału. W jego drugi film włożone zostało tyle wątków i historii, że spokojnie można by nimi obdzielić kilka produkcji. Albo kilka odcinków serialu. W efekcie historia na ekranie jest zagmatwana i mało wiarygodna. Co prawda skupia się na czworgu bohaterach, ale obfituje w taką mnogość sensacji, jakby złożyły się na nią biografie co najmniej tuzina osób.

Jest tu i wątek wychowywania nie swojego dziecka, i motyw nieobecnego ojca, i emigracja za chlebem do Niemiec, a nawet misja w Afganistanie. Początkowo ta klęska urodzaju wydaje się mieć jakiś powód. Reżyser próbuje w ten sposób zlustrować psychikę współczesnych trzydziestolatków, którzy żyją szybko i bez ograniczeń. Zagubieni i nieporadni chwytają wszystkie sroki za ogon. Skoro świat stoi przed nimi otworem, dlaczego mieliby podporządkowywać się czy to społecznym oczekiwaniom, czy radom starszego pokolenia?

Ale ta wolność nieograniczona jest tylko pozornie. Jej zasięg wyznacza – a jakże! – stan konta bankowego. W myśleniu bohaterów filmu wolność to pieniądz. Podbój świata kończy się więc uświadomieniem sobie różnic w standardzie życia w kraju i za granicą, co w filmie wybrzmiewa dzięki dość oczywistemu zestawianiu ze sobą różnych scenerii. Niemcy są tam, gdzie żyje się lepiej niż w Polsce, Afganistan tam, gdzie jest o wiele gorzej. Do standardów niemieckich się tęskni, do afgańskiego piekła zagląda się z przymusu. Chociaż oba kraje są dla bohaterów miejscem zarobku, tylko z pierwszego wracają z kacem i wspaniałymi wspomnieniami, z drugiego – z traumami i rozrośniętą klatką piersiową. Jest w ich działaniu swoisty paradoks: jeżdżą na Wschód, by potem żyć w Polsce na sposób berliński.

Szkoda, że reżyser nie kończy swojej refleksji nad pogonią za pieniądzem w tym miejscu. Jakby sytuacja była za mało ekstremalna, dochodzą kolejne wątki sensacyjne, które pachną a to „Komisarzem Aleksem”, a to „Chrztem” Marcina Wrony. W codzienność bohaterów wkraczają źli mafiosi, którzy ostatecznie zakłócają ich sen o spokojnym mieszczańskim życiu. Kryminalne udziwnienia pojawiają się zupełnie niepotrzebnie, psują jedynie wiarygodność historii i odbierają jej intymny charakter. Kiedy bowiem jako główny problem młodych ludzi przedstawiona jest nieplanowana ciąża i związane z nią przyspieszone dojrzewanie, fabuła jeszcze jako tako ciągnie do przodu.

Tym bardziej, że Wichrowskiemu udaje się uchwycić absurd stylu myślenia niedojrzałych bohaterów o sukcesie i odpowiedzialności. Gdy na jaw wychodzi ciąża Magdy (Karolina Kominek), Piotrowi (Mateusz Janicki) wydaje się, że bierze los w swoje ręce. Za ostatnie pieniądze kupuje samochód i – żeby kupić mieszkanie – zaciąga kredyt na 30 lat. Żarty się skończyły, od teraz koniec z wydawaniem forsy na siebie. Uciułane grosze trzeba zwrócić bankowi, z przekonaniem, że w ten właśnie sposób inwestuje się je w dziecko. Wniosek jest prosty: radością młodych Polaków a zarazem świadectwem ich prestiżu nie jest ilość (ani tym bardziej jakość) posiadanych dóbr, tylko zdolność kredytowa. Ot, kapitalizm po polsku!

Owa smutna konstatacja to, niestety, jedyna trafiona krytyka nadwiślańskich realiów. Pozostałe kwestie pozostają albo ledwie zarysowane (bo, jak już zostało powiedziane, wątków jest tu za dużo), albo funkcjonują w oderwaniu od warszawskiej rzeczywistości. Ta rzeczywistość jest zresztą mocno podrasowana i – co znamienne raczej dla komedii romantycznych niż dramatów – bardziej przypomina zachodnie metropolie niż nasze podwórko.

ImageMimo pocztówkowego charakteru, wizualnej stronie filmu nie można wiele zarzucić. Szczególnie końcówka wypada stylowo – fani polskiego filmu od razu rozpoznają w niej operatorskie niuanse Adama Bajerskiego zastosowane w „Imagine”, „Zmruż oczy” czy „Sztuczkach”. Oryginalna i aktualna jest też warstwa muzyczna, za którą odpowiadał Mikołaj Bugajak, znany szerzej jako Noon, producent pierwszych płyt Pezeta. W „Karuzeli” można usłyszeć czołówkę polskiej sceny alternatywnej: Fern, Hattii Vatti, Random Trip czy Ewę Abart. Twórca ma nosa do utalentowanych współpracowników. Pozostaje żałować, że któremuś z nich nie powierzył także napisania scenariusza. Może wtedy w jego filmie byłoby nie tylko modnie i ładnie (czego dopełnieniem są twarze urodziwych aktorów), ale też prawdziwie.

Autor jest redaktorem naczelnym portalu Stopklatka.pl

Karuzela
Scenariusz i reżyseria Robert Wichrowski. Zdjęcia Adam Bajerski. Muzyka Mikołaj Bugajak. Wykonawcy Mikołaj Roznerski (Rafał), Karolina Kominek (Magda), Mateusz Janicki (Piotr), Maria Pawłowska (Natalia), Zofia Wichrowska (Julia). Produkcja Faun Film. Polska 2014. Dystrybucja Next Film. Czas 80 min

Artur Zaborski, Karuzela, „Kino" 2014, nr 05, s. 75

© Fundacja KINO 2014

Zmieniony ( 23.05.2014. )