Jak ojciec i syn

JAK OJCIEC I SYN
ARTUR ZABORSKI

W latach 60. XX wieku na japońskich porodówkach – przepełnionych w wyniku powojennego boomu demograficznego – wielokrotnie dochodziło do pomyłek, w wyniku których dziecko trafiało w ręce nie swojego rodzica. Szybko jednak zmieniono metodę oznaczania niemowląt, dzięki czemu masowa panika młodych rodzicieli ustąpiła, a porodówki znów zaczęły kojarzyć się raczej pozytywnie. Ale nie od dziś wiadomo, że historia lubi się powtarzać. W filmie Kore-edy przyczyną błędu nie jest system, lecz zawiść jednej z położnych, ofiarą pomyłki padają zaś rodziny biznesmana Ryoty i sklepikarza Yudai. Kiedy dowiadują się, że od sześciu lat wychowują „cudze” dzieci, niebo wali im się na głowę. Nie mają pomysłu, jak rozwiązać problem, a nieprzygotowane na takie sytuacje instytucje dodatkowo wprowadzają mętlik.

Image„Jak ojciec i syn” wydaje się z pozoru japońskim odpowiednikiem „Oszukanych” Marcina Solarza. Jednak w odróżnieniu od polskiego filmu, skrojonego na potrzeby TVN-owskiej serii „Prawdziwe historie”, w której najbardziej liczy się strona emocjonalna, w japońskiej produkcji na plan pierwszy wysuwa się refleksja nad ojcostwem. Kore-edę interesuje przede wszystkim odpowiedź na pytanie, czy jest to twór biologiczny, czy kulturowy – określany więzami krwi czy wspólnie spędzonym czasem. Męscy bohaterowie w dociekaniu odpowiedzi tak bardzo skupiają się na sobie, że na synów przestają w pewnym momencie zwracać uwagę, a głos rozsądniejszych od siebie żon kompletnie ignorują. Ich egoistyczne zachowanie podsycają jeszcze psychologowie, którzy, powołując się na teorie naukowe, twierdzą, że dzieci łatwo adaptują się do zmian.

Chociaż ta historia mogłaby wydarzyć się pod każdą szerokością geograficzną, to przecież właśnie w Kraju Kwitnącej Wiśni dzieci otacza się specjalną troską i atencją jako jedno z największych „aktywów” narodu. Szczególnie widoczne staje się to 5 maja, który jest w Japonii Świętem Dziecka (Kodomo-no Hi). Korowodom i fajerwerkom towarzyszą wtedy debaty, w jaki sposób najlepiej przygotować dziecko, żeby w przyszłości osiągnęło sukces i pracowało na chwałę ojczyzny.

Dopóki nie nadejdą feralne wieści ze szpitala, taki model wychowawczy jest najbliższy Ryocie, mężczyźnie, który od sześciu lat powtarza, że znajdzie więcej czasu dla rodziny, jak tylko ukończy kolejny projekt. Patrząc na jego syna, widzimy doskonałe odbicie ojca: grafik sześciolatka jest tak wypełniony, że na zabawę niemal brakuje w nim miejsca. Chłopiec uczy się angielskiego, gry na pianinie, nowych słów, a także poznaje sztukę kulinarną. Reżyser opowiada się raczej po stronie innego modelu rodziny, reprezentowanego przez familię Yudai, prostego sklepikarza, który zwykł kąpać się razem ze swoją latoroślą, wygłupiać i wspólnie bawić. Także opozycja Ryoty i Yudai opiera się na prostych przeciwnościach, ale twórcy udaje się ją bardziej zniuansować. Zamożny mężczyzna uważa, że wszystko mu się należy, uboższy marzy o promocji klasowej. I to ten drugi, choć na niewiele może sobie pozwolić, uświadamia sobie, czym jest radość z życia. I z rodziny.

ImageTaka konstatacja, ale też rozliczne sceny rodzajowe (również w nich objawia się specyfika narodowa: reżyser podpatruje bohaterów w czasie modlitwy, przygotowywania i spożywania posiłków, wędrówki po zakamarkach miasta, zabawy robotami) przywodzą na myśl kino Stevena Spielberga. Amerykański twórca zakochał się zresztą w tym filmie na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes, gdzie przewodził jurorom. „Jak ojciec i syn” został wyróżniony Nagrodą Jury, a wytwórnia Spielberga, Dream-Works, już nabyła prawa do hollywoodzkiego remake’u.

Autor jest redaktorem naczelnym portalu Stopklatka.pl

Soshite chichi ni naru
Scenariusz i reżyseria Hirokazu Kore-eda. Zdjęcia Mikiya Takimoto. Wykonawcy Masaharu Fukuyama (Ryota Nonomiya), Machiko Ono (Midori Nonomiya), Rirî Furankî (Yudai Saiki), Jun Fubuki (Nobuko Nonomiya), Kirin Kiki (Riko Ishizeki). Produkcja Amuse, Fuji Television Network, Gaga. Japonia 2013. Dystrybucja Gutek Film. Czas 120 min

Artur Zaborski, Jak ojciec i syn, „Kino" 2014, nr 02, s. 79

© Fundacja KINO 2014

POLECAMY: esej Marcina Krasnowolskiego o Hirokazu Kore-edzie w papierowym wydaniu „Kina” 6/14

Zmieniony ( 14.08.2014. )