Małe stłuczki

MAŁE STŁUCZKI
BARTOSZ ŻURAWIECKI

Jak wynika z pomysłowej czołówki, w tytule nie chodzi o drobny wypadek drogowy, lecz o stare, uszkodzone przedmioty, które niekiedy, w ferworze sprzątania, rozbijają się na podłodze w drobny mak. Zbieraniem takich rzeczy zajmują się bohaterki filmu, Asia i Kasia. Ich dwuosobowa firma porządkuje mieszkania i domy ludzi, którzy bądź umarli, bądź chcą się pozbyć nadmiaru gratów. Dziewczyny zabierają je wysłużonym samochodem i sprzedają potem za grosze na targu. To, czego sprzedać nie zdołają, upychają w swym mieszkanku, gdzie kartony zalegają już po sufit. Ale i komunikacyjne znaczenie słowa „stłuczka” można odnieść do filmu. Do pary bohaterek dołącza bowiem Piotr, trzydziestoletni pracownik fabryki pudełek, którego niedawno zostawiła żona. Tworzy się teraz między nimi coś w rodzaju trójkąta – niby kumpelskiego a jednak pełnego emocjonalnych mikrokolizji.

Image„Małe stłuczki” aż za bardzo przypominają „Wyśnione miłości” Dolana, w których homoseksualny chłopak i heteroseksualna dziewczyna pragnęli tego samego młodzieńca, on zaś zdawał się obojętny na zaloty tak jednej, jak i drugiej osoby. W filmie Gowin i Grzyba zmienia się płeć fetysza. Lesbijka Kasia i żonaty Piotr kochają się najprawdopodobniej w Asi, która chyba nie kocha nikogo. Jest aseksualna, może nawet oziębła? W zabawnej scenie obiadu z rodzicami rozbrojony zostaje „topos” molestowania, jakiego ofiarą paść miała w dzieciństwie bohaterka, co tłumaczyłoby jej zahamowania.

Piszę „najprawdopodobniej, chyba, może”, gdyż film rozgrywa się w sferze niedomówień, eufemizmów, dowcipnych „bon motów” skrywających prawdę o uczuciach. „Małe stłuczki” są znacznie mniej rozerotyzowane niż „Wyśnione miłości” – znak, że żyjemy jednak w społeczeństwie bardziej pruderyjnym niż kanadyjskie. Bohaterowie – jak wielu rodaków – jedynie półgębkiem mówią o swoich tęsknotach, afektach, niespełnieniach. O pożądaniach nie mówią wcale. Wstydzą się nawet spojrzeń, odwracają głowę, by nie nawiązywać kontaktu wzrokowego. Najbardziej intensywna scena rozgrywa się podczas wspólnej niewinnej nocy w jednym łóżku. Cała trójka leży grzecznie w pościeli, Asia śpi, Piotr i Kasia patrzą na nią z czułością, ale i z desperacją. Patrzą także na siebie, jakby mierzyli rywala. Paradoksalnie, młode pokolenie jest nieśmiałe i zahamowane, podczas gdy samotna matka Piotra nie wstydzi się emocjonalnego ekshibicjonizmu, byle tylko ściągnąć do siebie syna.

To uciekanie w aluzje i półsłówka wynika, rzecz jasna, również ze strategii twórców, którzy bardzo się pilnują, by nie popaść w psychologiczny banał. Kasia, na przykład, cierpi najpewniej na depresję. Opowiada, że chciałaby się roztrzaskać samochodem, a po udanej, jak się wydaje, nocy spędzonej z dziewczyną, wraca do domu płacząc. Czy przeżywa swą nieszczęśliwą miłość do Asi? Czy cierpi z powodu bycia lesbijką w nieprzyjaznej mniejszościom Polsce? Nie wiemy. Autorzy unikają stawiania kropki nad i, konsekwentnie utrzymują dzieło w tempie andante i tonacji stonowanej. Żadnych dramatycznych zwrotów, uniesień, krzyków. Może bohaterów gryzie głęboka rozpacz, a może jedynie „smuteczek nieduży”. Może i jedno, i drugie? Bo czy da się to wszystko tak łatwo i prosto rozdzielić?

ImageWłaśnie ta nieoczywistość jest w „Małych stłuczkach” ujmująca, zwłaszcza na tle dominującej w polskim kinie tendencji do walenia widza po pysku truizmami i wykrzykiwania mu do ucha morałów. Nie ma tutaj twardej, arbitralnej fabuły, rzecz skomponowana została z mini sekwencji nanizanych na cieniutką nitkę opowieści. I w tym kontekście „Stłuczki” wyróżniają się spośród rodzimych produkcji, których twórcy nie potrafią się uwolnić od schematycznego myślenia o narracji – jak A to B, a jak B to C. Zainscenizowane przez autorów filmu scenki czasami wypadają świeżo i dowcipnie, niekiedy sztywno i niewiarygodnie, ale nigdy nie przechodzą w zgrywę, co stanowi z kolei podstawowy grzech tzw. polskiego kina offowego.

Lecz zwiewność „Małych stłuczek” budzi też niedosyt. Zamiast kolejnego fajnego epizodu chciałoby się jednak otrzymać nieco bogatsze, bardziej zniuansowane portrety bohaterów (momentami wychodzą oni na strasznych nudziarzy). Nie zaszkodziłoby także, gdyby mocniej byli wrośnięci w polskie realia, gdyż – poza kilkoma śladami świadczącymi o lokalnej specyfice – film rozgrywa się w Polsce, czyli nigdzie.

Niezależnie od pewnych słabości, „Małe stłuczki” po prostu ogląda się z przyjemnością. Widać tu bowiem inteligencję, poczucie humoru, sympatię dla „outsiderów” odstających od „zdrowego trzonu większości”. Jak i wyczucie podskórnych prądów przebiegających między ludźmi.

Małe stłuczki
Reżyseria Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb. Scenariusz Ireneusz Grzyb. Zdjęcia Ita Zbroniec-Zajt. Muzyka Enchanted Hunters. Wykonawcy Helena Sujecka (Asia), Agnieszka Pawełkiewicz (Kasia), Szymon Czacki (Piotr), Maria Maj (pani Michałowska), Arkadiusz Jakubik (tata Asi), Agnieszka Matysiak (mama Asi), Katarzyna Bargiełowska (mama Piotra). Produkcja Koi Studio, Polska 2014. Dystrybucja Alter Ego Pictures. Czas 82 min

Bartosz Żurawiecki, Małe stłuczki, „Kino" 2014, nr 09, s. 70

© Fundacja KINO 2014

POLECAMY: wywiad z Aleksandrą Gowin i Ireneuszem Grzybem w papierowym wydaniu „Kina” 9/14

Zmieniony ( 06.09.2014. )