Służby specjalne

SŁUŻBY SPECJALNE
BARTOSZ ŻURAWIECKI

Nietrudno zgadnąć, jaka jest w filmie Patryka Vegi odpowiedź na pytanie: Kto za tym wszystkim stoi? Udziela jej już tytuł – tak, za tym wszystkim stoją służby specjalne. Ciekawsze wydaje się więc pytanie, kto stoi za służbami. Przewija się ono w tle fabuły, by wybrzmieć z całą mocą w zakończeniu. Odpowiedzi na nie na razie jednak nie poznamy, w epilogu bowiem wątki nie zostają domknięte – najpewniej będą kontynuowane w tzw. sequelu, który powstanie, jeśli tylko film odniesie sukces u publiczności.

ImageA sukces najprawdopodobniej odniesie, nie tylko dlatego, że jest dość sprawnie skręcony, lecz także z powodu owej prostej, populistycznej wizji polskiej polityki ostatnich lat. Należałoby może dodać, niestety populistycznej, ale ostatecznie to tylko film. W produkcjach amerykańskich przecież aż roi się od rozmaitych spiskowych teorii dziejów. Patryk Vega, który uparcie próbuje nad Wisłą robić kino gatunkowe, po niepowodzeniach z komediami („Ciacho”, „Last minute”), wrócił do tego, od czego zaczynał – opowieści kryminalnych o brudach życia. Tyle że z półświatka i komendy policji przeniósł się, że tak powiem, w wyższe sfery. Zrobił „political fiction” z dosłownymi, słabo kamuflowanymi odniesieniami do głośnych afer i wydarzeń – zaczyna się od likwidacji w 2006 roku przez Sejm Wojskowych Służb Informacyjnych, a potem mamy m.in. śmierć Barbary Blidy i Andrzeja Leppera. W tle pojawiają się również karykaturalne postacie, ucharakteryzowane na znanych polskich polityków.

W miejsce WSI powstaje tajna jednostka, do której zaangażowani zostają trzej główni bohaterowie filmu – nosząca się po męsku podporucznik Aleksandra Lach alias Białko, kapitan Janusz Cerat, który wrócił z misji w Afganistanie i były ubek, pułkownik Marian Bońka. Muszą oni wykonywać brudną robotę: szpiegują, podsłuchują, szantażują, mordują, a nawet ćwiartują zwłoki. Same nieprzyjemne rzeczy. Są więc w sumie postaciami odpychającymi, ale Vega stara się ocieplić ich wizerunek za pomocą wątków osobistych wplecionych między kolejne zlecenia, uszeregowane zresztą w nieco monotonnym, serialowym porządku.

Prywatne historie naszych bohaterów wypadają jednak schematycznie i grzeszą sentymentalizmem aplikowanym tutaj jako antidotum na brutalność scen akcji. Aleksandra nie może uporać się z traumami dzieciństwa, dlatego jest socjo- (a nawet psycho-) patką. Nieustannie przyjmuje postawę agresywno-obronną, zaciera wszelkie ślady swej kobiecości i nie potrafi wejść w intymny kontakt z żadnym mężczyzną. Cerat chciałby mieć dziecko z żoną, a gdy okazuje się, że w jego nasieniu są martwe plemniki, zaczyna starania o adopcję. Bońka natomiast dowiaduje się, że nosi w trzustce raka.

Jeszcze gorzej, że Vega w pewnym momencie zaczyna bawić się w moralistę – każdy z bohaterów bowiem odczuwa wyrzuty sumienia. Moralizatorstwo to jak z gazetki parafialnej. Ubek Bońka trafia do zakonnika, którego najpierw chce szantażować (ma zdjęcia, kompromitujące owego zakonnika), a potem – pod wpływem jego kazań – nawraca się i bije w piersi. Kontakt z adoptowanym (przez katolicką agencję, rzecz jasna) dzieckiem odmieni Janusza i jego żonę, zimną menadżerkę nadużywającą korporacyjnej nowomowy. Także Białko pocznie się otwierać pod wpływem prawdziwego mężczyzny, granego przez etatowego twardziela polskiego kina, Eryka Lubosa. Granica dewocyjnego kiczu zostanie przekroczona wraz z różańcem od Jana Pawła II, powracającym w ostatnim ujęciu filmu. O jeden różaniec za daleko.

ImageVega stara się nadać swemu dziełu walor „szokującego autentyzmu”. Dowodem na to nie tylko krwawe sceny i mało wykwintny język, ale też pojawiające się co chwila plansze z objaśnieniem słów i zwrotów używanych w slangu agentów specjalnych. Ostatecznie jednak przypisów tych jest za dużo, podobnie jak i wątków upchniętych w niespełna dwugodzinnym seansie. Reżyser ma do dyspozycji kompetentnych aktorów w rolach pierwszo- i drugoplanowych – prym wśród nich wiedzie Janusz Chabior jako Bońka, w typowej dla siebie roli trochę cwaniaka, trochę gieroja – ale już dalszy plan burzy iluzję realności. Niektórzy wykonawcy epizodów recytują kwestie z taką finezją, jakby występowali w tanim, pospiesznie kręconym serialu.

Podejrzewam zresztą, że koniec końców „Służby specjalne” zostaną na serial przerobione, tak jak to się stało z „Pitbullem”. Można tę historię pociąć na dowolne segmenty bez naruszenia konstrukcji i ciągnąć w nieskończoność. Także uproszczona wizja świata, którą proponuje reżyser, lepiej sprawdza się w telewizji niż na dużym ekranie, gdzie jaskrawości filmu biją po oczach, nie osiągają jednak rangi prowokacji artystycznej, intelektualnej czy choćby politycznej. Bo przecież nie od dzisiaj wiemy, że to wszystko bagno i spisek.

Służby specjalne
Scenariusz i reżyseria Patryk Vega. Zdjęcia Mirosław Kuba Brożek. Muzyka Łukasz Targosz. Wykonawcy Olga Bołądź (ppor. Aleksandra Lach, pseudonim Białko), Janusz Chabior (płk Marian Bońka), Wojciech Zieliński (kpt. Janusz Cerat), Kamilla Baar (Joanna, żona Cerata), Jan Frycz (właściciel koncernu medialnego), Andrzej Grabowski (przeor), Aldona Jankowska (Halina, żona Bońki). Produkcja Ent One Investments. Polska 2014. Dystrybucja Vue Movie. Czas 115 min

Bartosz Żurawiecki, Służby specjalne, „Kino" 2014, nr 10, s. 80

© Fundacja KINO 2014

Zmieniony ( 02.10.2014. )