Mamma Mia!

MAMMA MIA!
ELŻBIETA KRÓLIKOWSKA-AVIS

Londyński West End to najstarsza w Europie i najrozleglejsza dzielnica rozrywki. Tu można zobaczyć wszystkie musicale, które potem pojawią się w stolicach świata. Bo trendy idą stąd, a nie odwrotnie. W aktualnym programie wciąż widać więc „Nędzników” i „Pigmaliona”, „Koty” i „Upiora w operze”, „Dźwięki muzyki”, „Kabaret” i „Chicago” oraz mniej u nas znane – „Joseph”, „Buddy” i „Blood Brothers”, „We Will Rock You”. Większość musicali z muzyką sir Andrew Lloyda Webbera i tekstami piosenek Tima Rice’a, ale pojawiły się też nowe muzyczne i literackie talenty, natknąć się można również na „tematy wędrowne”, które oglądamy na przemian w kinie i w teatrze. Są także tzw. jukeboxes, musicale z szafy grającej, czyli składanki piosenek, ilustrujące wymyśloną fabułę.

Mamma Mia!Do tych ostatnich należy „Mamma Mia!”, który w tym roku obchodził swoje dziesiąte urodziny. Powstał wspólnym wysiłkiem trzech najpotężniejszych chyba dziś w brytyjskim show biznesie kobiet – producentki Judy Craymer, scenarzystki Catherine Johnson i reżyser Phillydy Lloyd. Tak się bowiem złożyło, że 25 lat temu Benny Andersson i Björn Ulvaeus z rozwiązanej przed rokiem ABBY, pracowali z Timem Rice’em przy spektaklu muzycznym „Chess”. Wtedy właśnie spotkali Judy Craymer, która zwróciła im uwagę na wielki potencjał teatralny piosenek ABBY. Szwedzcy muzycy nie zapałali entuzjazmem do projektu wykorzystania ich przebojów w teatrze, ale też nie powiedzieli nie. Mijały lata i oto w 1997 uparta Judy Craymer zleciła scenarzystce Catherine Johnson napisanie scenariusza musicalu, w którym zostałyby wykorzystane piosenki wciąż popularnego szwedzkiego zespołu. Do wyreżyserowania spektaklu zaprosiły Phyllidę Lloyd. Te trzy utalentowane panie stworzyły wspaniały „show”, który na londyńskim West Endzie idzie od 10 lat przy kompletach widzów (dzisiaj to głównie amerykańscy i japońscy turyści). Na świecie zdążyło już go obejrzeć 33 miliony widzów (łącznie z Broadwayem i Las Vegas), a w sumie zarobił dotąd ok. 2,4 miliarda dolarów. Nic dziwnego, że panie postanowiły powtórzyć swój światowy sukces w kinie.

Tytuł tak musicalu jak i filmu został zapożyczony od słynnego przeboju ABBY „Mamma Mia!” z 1975 roku, napisanego przez Benny’ego Anderssona i Björna Ulvaeusa, ale treść widowiska nie ma nic wspólnego z pokrętnymi losami szwedzkiego zespołu. Światowe hity ABBY – „I Have A Dream”, „Dancing Queen”, „Super Trouper”, „Money, Money”, „SOS” i inne - po prostu ilustrują? komentują? sytuacje, w które wikłają się bohaterowie przedstawienia. Od początku związali się z projektem filmu Björn i Benny, inni, jak Anni-Frid Lyngstad, włączyli się przy końcu, a pamiętna pastelowa blondynka Agnetha Faltskog przyjechała jedynie na szwedzką premierę.

Formuła filmu Phyllidy Lloyd prezentuje całą hybrydowatość utworu przenoszonego z jednego „nośnika” do innego, i łączy w sobie elementy kilku gatunków – musicalu, komedii muzycznej i komedii romantycznej. Próbuje także pożenić składniki różnej klasy. A więc czysto komercyjne (formuła musicalu, prezentacja popularnych przebojów ABBY) oraz banalny i ograny schemat fabularny (córka poszukująca biologicznego ojca). Całkiem niespodziewanie jednak przynosi także sporo informacji obyczajowych, społecznych, a nawet historycznych związanych z przeszłością bohaterów i wydarzeniami, w których uczestniczyli.

Oto kilka drobnych przykładów. Akcja filmu toczy się na (fikcyjnej) greckiej wyspie, gdzie Donna prowadzi tawernę. Jak wiadomo, Brytyjczycy to naród podróżników. Jedni jeżdżą śladami przodków, administrujących kiedyś połową świata, po których pamiątki wciąż stoją na gzymsie kominka. Inni, tzw. „professionals”, lekarze, adwokaci, pracownicy giełdy kierują swe kroki do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Hongkongu czy Singapuru, gdzie tańsze życie i większe szanse na karierę. Kolejna grupa to emeryci, którzy sprzedają swoje angielskie domy i kupują za to dwa we Francji czy Hiszpanii – jeden dla siebie, drugi na wynajem, żeby dodać parę funtów do niewielkiej państwowej emerytury. I ostatnia grupa, byli hipisi, czyli reprezentanci Flower Power Generation, którzy rozjeżdżają się po świecie w poszukiwaniu ciekawego życia i przygody, czystego ekologicznie środowiska, organicznej żywności, przyjaznych ludzi, etc. Prowadzą farmy lub uprawiają winnice, otwierają puby i szkoły języka angielskiego, integrują się z miejscowymi społecznościami. Właśnie do tych ostatnich należy Donna. Przyjechała do Grecji z powodów sentymentalnych i została. Donna to była piosenkarka rockowa, która kiedyś z zespołem Donna And The Dynamos przemierzała Europę, popalała trawkę i uprawiała wolną miłość. Przyodziana w kolorowe szaty, z kwiatem we włosach brała udział w marszach pokojowych i walczyła o wolność jednostki przeciw takim systemom opresji jak rodzina, szkoła, kościół, prawo i państwo. Dziś ma tawernę w Grecji, a jej córka Sophie zamierza wziąć ze swym chłopcem Sky’em piękny biały ślub.

I tu następuje pierwsze zawirowanie. Oto Sophie znajduje stary dziennik matki sprzed dwudziestu lat, z którego najwyraźniej wynika, że w czasie, kiedy została poczęta, jej matka spotykała się intymnie z trzema mężczyznami.

Marzeniem dziewczyny jest poznać swojego ojca, wysyła więc zaproszenia do wszystkich trzech kandydatów na tatusia. Przybywają także wesołe przyjaciółki Donny, majętna trzykrotna rozwódka Tanya (Christine Baranski) i Rosie (Julie Walters), singielka, „która lubi się zabawić”. Trzej potencjalni ojcowie to amerykański architekt (Pierce Brosnan), angielski bankowiec (Colin Firth) i australijski pisarz (Stellan Skarsgaard). I nagle cała trójka, ku przerażeniu Donny – któż chciałby zobaczyć kilku byłych narzeczonych w tym samym miejscu i o tym samym czasie! – spotyka się w tawernie. Sophie prowadzi swoje śledztwo, Donna spowiada się ze swych grzeszków wyrozumiałym przyjaciółkom, okazuje się też, że wszyscy panowie marzą o roli ojca Sophie. Między matką a córką dochodzi do awantury, wiadomo jednak, że w musicalu „nic się naprawdę nie kończy, dopóki nie skończy się dobrze”, „Mamma Mia!” także kończy się happy endem.

Zakończenie historii Sophie zadowoli przede wszystkim grupę obyczajowych liberałów. Ponieważ dziewczyna zdążyła pokochać wszystkich trzech kandydatów na tatusiów, a oni palą się, aby uczestniczyć w jej życiu, każdy z nich akceptuje 1/3 radości i zobowiązań płynących ze statusu ojcostwa. I odtąd żyć będą w jednej wielkiej, szczęśliwej rodzinie, która przypomina dawną piękną hipisowską komunę. Kolejna realizacja prastarej mądrości: „Zmienić wszystko tak, żeby nic się nie zmieniło”.

Każdemu zakrętowi akcji towarzyszy kolejna piosenka ABBY, od „I Have A Dream”, poprzez ,„Gimme, Gimme, Gimme (A Man After Midnight)” po tytułową „Mamma Mia!”. Śpiew i tańce wypełniają ekran po brzegi, a aktorzy kreujący główne role całkiem nieźle sprawdzają się w nowych dla nich zadaniach. Pierce Brosnan śpiewał już wprawdzie kilka irlandzkich pieśni w niezależnej produkcji „Evelyn”, ale co innego podśpiewywanie w skromnym filmiku, a zupełnie inna sprawa – duet z Meryl Streep „SOS” w międzynarodowym wysokobudżetowym superfilmie. Co do ekranowej partnerki, producentka Judy Craymer powiedziała: „Meryl Streep zawsze była na pierwszym miejscu naszej listy odtwórczyń roli Donny... Uosabia całą energię, optymizm i siłę tej niezwykłej i dzielnej kobiety”. Jest także w tej aktorce, chyba najlepszej w swojej generacji, jakaś wewnętrzna czystość i wierność zasadom, która sprawia, że nawet ryzykowna sytuacja, w której się znalazła Donna i w którą wpakowała swoją córkę, brzmi jakoś zrozumiale i po ludzku. W dodatku śpiewa i tańczy bez zarzutu. Należy jeszcze wspomnieć o Julie Walters, która od czasów „Dziewczyn z kalendarza” specjalizuje się w rolach komediowych i która z zabawną brawurą zagrała Rosie. Dialogi – jak na „jukebox musical” przystało – nie dominują akcji, a często gęsto bywają nawet zabawne. Bywają oczywiście dialogi lepsze i gorsze, ale na ogół nie przeszkadzają w zabawie. Jeśli w końcowym bilansie dodamy do tego wszystkiego Morze Śródziemne i słoneczną urodę paru greckich wysp, Korfu, Skiathos i Skopelos, gdzie kręcono film, wyjdą w wyniku dwie godziny całkiem godziwej rozrywki z niezobowiązującymi społecznymi i obyczajowymi podtekstami.

Mamma Mia!
Reżyseria Phyllida Lloyd. Scenariusz Catherine Johnson. Zdjęcia Haris Zambarloukos. Muzyka Stig Anderson, Benny Andersson, Björn Ulvaeus. Wykonawcy Meryl Streep (Donna), Pierce Brosnan (Sam), Colin Firth (Harry), Stellan Skarsgaard (Bill), Julie Walters (Rosie), Dominic Cooper (Sky), Amanda Seyfried (Sophie). Produkcja Littlestar Productions, Playtone. Wlk.Brytania – USA 2008. Dystrybucja UIP.

 

Elżbieta Królikowska-Avis, Mamma Mia!, „Kino” 2008, nr 7-8, s. 73-74.

© Fundacja KINO 2008
Zmieniony ( 09.02.2009. )