Niebo nad Paryżem

NIEBO NAD PARYŻEM
GRAŻYNA ARATA

„Ostatnio kręcąc filmy dużo podróżowałem: Barcelona, Londyn, Petersburg”... – opowiada twórca „Smaku życia”, Cédric Klapisch. – „No i w końcu zapragnąłem wrócić do siebie i opowiedzieć o swoim mieście. Moja wizja Paryża różni się od spotykanego częstokroć za granicą wizerunku miasta snobistycznego, pretensjonalnego, wypełnionego mieszkańcami wiecznie zabieganymi i z założenia wrogimi. Nie zgadzam się też z teoriami o mieście martwym, które przeżyło już swoje chwile chwały i teraz zepchnięte zostało na margines”.

Klapisch sięgnął więc po kamerę, aby jak współczesny rycerz bronić zszarganej reputacji ukochanej stolicy. Melancholię rozkapryszonych paryżan uznał za rewolucyjną (czy to nie ona zrodziła Wielką Rewolucję 1789 roku oraz zamieszki maja 1968?), a opiniom o mieście, którego czas minął, przeciwstawił witalność wybranych przez siebie reprezentantów tzw. populacji paryskiej.

Wybór nie był łatwy – z jakiego klucza skomponować wiarygodny przekrój, reprezentacyjny, oferujący, po sąsiedzku, banalność i monumentalność?

Zaczynając, oczywiście, od głównego bohatera. Romain Duris, niepodważalne alter ego reżysera, już nie jest znanym z poprzednich filmów Klapischa beztroskim, bawiącym się życiem Xavierem, lecz Pierrem – trzydziestoletnim tancerzem, któremu lekarz obwieszcza spadającą jak grom z jasnego nieba nowinę o śmiertelnym zagrożeniu.

Pierre oraz jego filmowi pobratymcy stają na skrzyżowaniu dróg w jednym z tych kluczowych życiowych momentów, kiedy trzeba zdecydować, jak żyć, aby nie zmarnować cennych, pozostawionych nam jeszcze chwil.

Niebo nad ParyżemPopatrzmy na Elise, siostrę Pierre’a, tak zwaną „dobrą duszę” – samotną, obarczoną dwójką dzieci i pracą wymagającą poświęcenia dla innych, która zamieszka z bratem, aby nie zostawiać go samego w ciężkich chwilach. Elise, zagrana przez wiarygodną, daleką od gwiazdorstwa Juliette Binoche, na życie patrzy przez pryzmat odpowiedzialności i obowiązków, gubiąc po drodze lekkość, radość, ulotność tanecznej chwili. „Masz trzydziestkę, a żyjesz jakbyś miała sześćdziesiątkę” – komentuje Pierre. Dramat brata jest wstrząsem, który wyzwala Elise z kieratu bezbarwnej egzystencji. Otwierając szerzej oczy, spotyka wzrok Jeana (Albert Dupontel)...

Jean sprzedaje warzywa na targowisku, ma talent do poetyckich sformułowań i podróżuje po świecie dzięki... sprzedawanym przez siebie egzotycznym owocom. Jean jest byłym mężem pracującej z nim młodej kobiety. Byłym, ale ciągle uczulonym na jej skoki humoru, prowokacje, przyciąganie uwagi męskiego otoczenia. Najwyraźniej Jean nie potrafi wyrzucić z serca tego, co zostało przerwane jedną linijką administracyjnej formułki. Radykalnego, definitywnego cięcia dokona dopiero przeznaczenie (scena godna dobrego filmu policyjnego).

Po tych samych Ogrodach Luksemburskich co Elise, Pierre czy Jean przechadza się Roland Verneuil (Fabrice Luchini, może najbardziej oryginalny aktor francuski), profesor historii Paryża. Roland ma wysokie mniemanie o swojej wiedzy i dosyć niskie o poziomie intelektualnym „szerokiego ogółu”. Zgadza się jednak sprzedać się za dobre pieniądze do telewizji – każde przekonanie ma przecież swoją cenę. Roland zakochuje się w swej ślicznej studentce (Mélanie Laurent) i uwodzi ją w sposób zdecydowanie nieodpowiedzialny. Nagłe zdziecinnienie i szaleństwo kończące się odejściem dziewczyny, która „przeżyła miłą chwilę, ale...”, może być odebrane klasycznie, jako ostatni protest przeciw postępującemu starzeniu, lub odwrotnie – jako zwrot, który wyprowadza historyka, zamykającego się bezwiednie w wieży z dokumentów, cyfr i zapomnianych bohaterów, w stronę brutalności, ale też i euforii życia cielesnego. Roland ma brata architekta, któremu w przypływie złego humoru zarzuca... „normalność”. Bratu dobrze się powodzi, projektuje osiedla, jego żona jest w ciąży, takiej normalności trzeba sobie życzyć, ale Philippe (François Cluzet) reaguje bardzo źle. Jego normalność wydaje mu się nagle podejrzanie nienormalna. Jego projekty zaczynają ożywać nocami, pojawiają się w nich dziwne postaci – tak jakby wyobraźnia pospieszyła mu z pomocą udowadniając, że za normalnością też kryć się może bogate życie wewnętrzne.

Od postaci do postaci, od gadatliwej pani z piekarni sprzedającej, obok bagietek, lukrowany rasizm, do jej pomocnicy pochodzenia arabskiego („to dziwne”, mówi jej szefowa, „ale ona jest naprawdę świetna”) wracamy znowu do Pierre’a, czułego na uśmiech sprzedawczyni z kręconymi włosami. Pierre się nie poddaje, usiłuje jeszcze pokochać, zatańczyć, wycisnąć sok z każdej zatrzymanej chwili. Jaki będzie jego los i koleje pozostałych bohaterów? Nie wiemy, film urywa się w pół zdania. Zatrzymane na taśmie przez kilka krótkich chwil postaci budować będą egzystencję mniej lub bardziej wypełnione, mniej lub bardziej sfrustrowane.

Prawie 30 postaci przewija się przez „Niebo nad Paryżem” i częste zmiany wątków sprawiać mogą wrażenie chaosu. Brakuje trochę czasu, aby się do bohaterów przywiązać, aby ich polubić lub nie, aby im coś w duchu poradzić. Nieuniknione w Paryżu czy też w każdym wielkim mieście? Klapisch twierdzi, że te postaci są charakterystyczne dla stolicy nad Sekwaną, ale tak naprawdę można je spotkać w Londynie, Berlinie czy w Warszawie. Zdecydowanie bardziej paryska wydawała się „Amelia” Jean-Pierre’a Jeuneta. Wygląda na to, że pragnąc opowiedzieć o swym ukochanym Paryżu, Klapisch znowu nakręcił film uniwersalny.

Taki widocznie już jego los i sposób myślenia...

Paris
Scenariusz i reżyseria Cédric Klapisch. Zdjęcia Christophe Beaucarne. Muzyka Robert Burke, Loic Dury. Scenografia Marie Cheminal. Wykonawcy Juliette Binoche (Elise), Romain Duris (Pierre), Fabrice Luchini (Roland Verneuil), Albert Dupontel (Jean), François Cluzet (Philippe Verneuil) i inni. Produkcja Canal+ – Ce Que Me Meut Morion Pictures – France 2 Cinema – Les Films Terre Africaine – Tps Star, Francja 2008. Dystrybucja SPI. Czas 130 min.

 

Grażyna Arata, Niebo nad Paryżem, kino. org.pl.

Grażyna Arata, Paryż, „Kino” 2008, nr 7-8, s. 80.

© Fundacja KINO 2008
Zmieniony ( 28.08.2008. )