Kraina burz

KRAINA BURZ
ADAM KRUK

ImageMłodzieżowa drużyna futbolowa rządzi się swoimi prawami. To z jednej strony świat ostrej konkurencji, z drugiej wspólnota testosteronu, w której intensywnym treningom towarzyszą nocne libacje i pornograficzne seanse wieńczone kolektywną masturbacją. Jesteśmy w Niemczech, ale drużyna jest międzynarodowa, a oczkiem w głowie trenera, co zresztą okazuje się w dość specyficznych okolicznościach, jest Węgier Szabolcs, pieszczotliwie zwany Szabim.

Dla niego kariera sportowa jest szansą na wyrwanie się z prowincjonalnego miasteczka i zadośćuczynienie marzeniom ojca, niespełnionego piłkarza. Ale czy syn marzy o tym samym? Tego będzie musiał się dowiedzieć – okres dojrzewania jest czasem samopoznania oraz „burzy i naporu”, które pchają go do konfliktu z trenerem i bójki z najbliższym przyjacielem. Po tych wydarzeniach chłopak dostaje wilczy bilet i wraca w rodzinne strony.

Wbrew woli ojca, nakłaniającego go do powrotu do Niemiec, Szabi postanawia zamieszkać w zrujnowanej wiejskiej posiadłości odziedziczonej po dziadku. Może zostanie pszczelarzem? Najpierw jednak musi doprowadzić ruinę do stanu używalności. Do pomocy przy remoncie zatrudnia Árona – rówieśnika, który wcześniej chciał rąbnąć mu motor. Razem, w pocie czoła, z odsłoniętymi klatkami piersiowymi, odbudowują dom.

W młodych ciałach młody duch, więc robią to dzielnie i wdzięcznie (ktoś porównał choreografię filmu do spektakli DV8 Physical Theatre), co zaczyna budzić między nimi napięcie erotyczne. Áron próbuje się przed nim bronić – ma przecież dziewczynę, towarzyszy mamie na organizujących życie wioski niedzielnych mszach, a z lusterka samochodowego dynda mu różaniec. Szabi śmielej wchodzi w tę relację – może tego właśnie szukał w sporcie? Męskiego towarzystwa, które tym razem wyzbyte jest pierwiastka rywalizacji?

Remont domu ma w „Krainie burz” także sens symboliczny. Modernizacja Węgier nie może ograniczać się do wymiaru materialnego, przewietrzyć należy również, okopującą się na pozycjach tradycjonalistycznych, postkomunistyczną mentalność. Buzująca w bohaterach seksualność domaga się swojego miejsca, którego społeczeństwo odmawia jej ze względu na nienormatywny charakter. W homoseksualizmie widzi zagrożenie tradycyjnego porządku – tak jakby tradycyjnie żyło się jej dobrze. To paradoks, że najbardziej homofobiczne są regiony najciężej doświadczone przez historię – w przypadku Europy jej część środkowa i wschodnia, czyli tytułowa kraina burz, nazwana tak nie tylko ze względu na nierozpieszczający klimat.

Na poziomie narracyjnym pełnometrażowy debiut Ádáma Császiego jest tylko kolejnym – niepozbawionym zresztą klisz, szczególnie w rysunku postaci drugoplanowych – melodramatem gejowskim. Ciekawiej jest jednak zobaczyć „Krainę burz” jako przypowieść, na co pozwala nie tylko schematyzm fabuły i uproszczona konstrukcja bohaterów, lecz również lekko odrealnione kadry Marcella Réva oraz obecne w filmie liczne symbole biblijne, które nie ograniczają się do ostatniej „chrystusowej” sceny. Wystarczy zauważyć, jak funkcjonuje nadanie prowincjonalnemu chłopakowi imienia Áron – brata i pomocnika Mojżesza oraz symbolu kapłaństwa. Czy we współczesnej wariacji na temat Księgi Wyjścia Szabi okaże się tym, który wyprowadzi Árona z niewoli w stronę (gejowskiej) ziemi obiecanej?

ImagePremiera „Krainy burz” odbyła się na zeszłorocznym Berlinale, gdzie mówiło się o niej jako o jednym z głównych pretendentów do Teddy Award – nagrody od 1987 roku przyznawanej filmom o tematyce LGBT. Choć obraz Császiego jej nie zdobył (zwyciężył „W jego oczach” Daniela Ribeiro – również pokazywany w Polsce), to objawił nowy reżyserski talent. Interesujący wydaje się tu przede wszystkim sposób, w jaki natura sportu rozpięta została między homoerotyką a homofobią – szkoda, że wątek ten w pewnym momencie się urywa. Ważniejsza dla twórcy okazała się krytyka prowincjonalnej mentalności, połączona z zachwytem nad urodą węgierskich landszaftów, których widok – jak nietrudno się domyślić – tylko z daleka jest piękny.

Piękno to niszczą przenoszone w wiosce z pokolenia na pokolenie pokłady agresji i apatii, konfrontowane z zapałem Szabiego, który z emigracji przynosi powiew wolności i nadziei. Na krótko. Jak pokazuje Császi, wciąż powszechny exodus młodych z naszej części Europy ma wymiar nie tylko ekonomiczny. Często chodzi o znalezienie mniej „deszczowej” krainy, gdzie nie odmawia się prawa do bezpiecznego, urządzonego po swojemu domu. Trudno nie ujrzeć w tej konstatacji także krytyki orbanizmu, lubiącego podpierać się wartościami z kręgów patriotycznych i chrześcijańskich. W życiu jednostek prowadzić one mogą jednak do intelektualnego i emocjonalnego kalectwa, które w filmie uosabia postać matki Árona. Albo do zbrodni.

Węgierska kinematografia – czego dowodziły niedawno filmy takie jak „To tylko wiatr” Benedeka Fliegaufa czy „Biały Bóg” Kornéla Mundruczó – inteligentnie punktuje zagrożenia leżące w orbanizmie, przestrzega przed szowinizmem. Choć „Kraina burz” nie jest dziełem tej klasy, ukazuje podobnie posępny obraz współczesnych Węgier, którym daleko do ziemi obiecanej. Mojżesz i Aron nigdy do niej nie weszli. Przetarli jednak szlak kolejnym pokoleniom i chyba właśnie to w ich interesie powstał ten film.

Viharsarok
Reżyseria Ádám Császi. Scenariusz Iván Szabó, Ádám Császi. Zdjęcia Marcell Rév. Muzyka Csaba Kalotás. Wykonawcy András Sütö (Szabolcs), Ádám Varga (Áron), Sebastian Urzendowsky (Bernard), Eniko Borcsok (matka Árona), Lajos Otto Horvath (ojciec Szabolcsa). Produkcja Proton Cinema. Węgry – Niemcy 2014. Dystrybucja Tongariro Releasing. Czas 105 min

Adam Kruk, Kraina burz, „Kino" 2015, nr 04, s. 78-79

© Fundacja KINO 2015

Zmieniony ( 27.03.2015. )