Panie Dulskie

PANIE DULSKIE
BARTOSZ ŻURAWIECKI

Dulszczyzna wiecznie żywa, dulszczyzna nigdy nie umiera, choć umierają epoki, systemy polityczne, a i wystrój salonu państwa Dulskich zmienił się nieco od czasu opisanych przez Gabrielę Zapolską w 1906 roku „rogów obfitości, sztucznych palm i landszaftu haftowanego za szkłem”. Skoro więc kołtuństwo stanowi nienaruszalny fundament polskiej mentalności, to dlaczego nie pociągnąć wymyślonej przez Zapolską historii, doprowadzić ją do epoki bardziej nam współczesnej?

ImageFilip Bajon rozpisuje sagę rodu Dulskich na trzy pokolenia, trzy kolejne reprezentantki mieszczańskiej moralności. Jego film zaczyna się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Najmłodsza Dulska, Melania (Maja Ostaszewska), ambitna reżyserka, wraca ze Szwajcarii z poznanym tam starszym mężczyzną, który nosi to samo nazwisko, co ona, a w dodatku „ma takie same sny”. Melania chce nakręcić „brutalnie szczery” film o swojej familii, wizyta starszego pana staje się więc pretekstem, by wejrzeć w mroki rodzinnej przeszłości. Cofamy się do roku 1914, gdy domem trzęsie Pani Dulska 1 (Krystyna Janda), potem do roku 1954, kiedy to rządy sprawuje jej córka, Pani Dulska 2 (Katarzyna Figura).

Bajon dokonuje jednak kilku zasadniczych przesunięć. Pierwsze to takie, że „Panie Dulskie” nie rozgrywają się ani we Lwowie, gdzie akcję umieściła Zapolska (ze względu na losy tego miasta, nie sposób byłoby zachować ciągłość dziejową), ani w Krakowie, gdzie osadził ją np. Jan Rybkowski, autor filmowej ekranizacji dramatu z roku 1975. Bajon wybrał Lublin, co pewnie jest związane z faktem, że akurat ten gród dał pieniądze na realizację. Mam jednak wrażenie, że naprawdę reżyser opowiada o swoim (i moim także) mieście rodzinnym, Poznaniu, które nazwał kiedyś „miastem zasłoniętych firanek”, a więc takim, w którym cnotą jest porządek, rozumiany jako zachowanie pozorów i milczenia, nie wychylanie się, trzymanie prawdy w ukryciu, nie podejmowanie żadnych działań, które mogłyby zakłócić „święty spokój”.

Najdobitniej widać to w sekwencjach, gdy pierwsze skrzypce gra Figura, której Dulska robi wszystko, by nie narażać się władzy i nie stracić tego, czego się dochrapała. Gdy więc sąsiadka zabija męża ubeka, cała rodzina Dulskich zgodnie zaświadcza przez jego kolegami z urzędu bezpieczeństwa, że nic nie słyszała, a babcia, by się przypochlebić „górze”, natychmiast zostaje wysłana do kina na radziecką superprodukcję „Czapajew” (tak, swoją drogą, to w polskich kinach grali ją tuż po wojnie, wątpię, by w 1954 roku gromadziła jeszcze takie tłumy, jakie pokazuje Bajon). Dulska 2 zgadza się także, mimo klasowego wstrętu, na ślub swego syna ze służącą, bo przecież ona „z ludu”, a więc wszyscy na tym skorzystają. Pokolenie wcześniej podobny mezalians byłby nie do pomyślenia, o czym zaświadcza historia jej brata Zbyszka i służebnej Hanki.

Bajon opowiada więc nie tyle o obłudzie, co o konformizmie – różnica jest może subtelna, ale istotna. Dulska Zapolskiej była jednak ofensywna, kombinowała, rachowała, liczyła każdy grosz – zrugała, na przykład, swoją małą córkę, że ta nie chciała się skurczyć w tramwaju, co pozwoliłoby mniej zapłacić za bilet. Dulskie Bajona przede wszystkim starają się dopasować do norm swoich czasów, nawet jeśli trzeba za to wygodnictwo zapłacić łapówkami i nieczystym sumieniem. Pragną wtopić się w tło, nie wyróżniać się pod żadnym względem, ale i zachować godny mieszczański status.

Znamienna jest tu scena, właśnie z części powojennej, gdy najpierw rodzina przy świątecznym stole śpiewa kolędy po cichutku, by nikt nie usłyszał i nie doniósł, a potem nagle, w jakimś odruchu wzmożonej dumy, Dulska seniorka na cały głos intonuje „Bóg się rodzi”. Filmowe Dulskie palą Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Konformistką jest także najmłodsza z pań, która – niczym Młodziakówna z „Ferdydurke” – chce być bardzo wyzwolona i, zgodnie z trendami epoki, postanawia ekshibicjonistycznie wywlec na światło dziennie rodzinne brudy, bo przecież za to dostaje się teraz nagrody na międzynarodowych festiwalach.

ImagePolskie lawiranctwo, układanie się z kolejnymi ustrojami było tematem niejednego już filmu, by przywołać tylko „Zezowate szczęście” Munka czy popularne komedie Barei. Bajon nic tu specjalnie nowego nie mówi, ale do pewnego momentu zgrabnie splata wątki opowieści o naszym koniunkturalizmie, który przetrwał kolejne rewolucje społeczne i polityczne. Później jednak film gubi sarkastyczny ton, zmienia się w zbyt już jaskrawą farsę. Najsłabsza jest u Bajona współczesna rama, najmłodsza z panien Dulskich pokazana została nazbyt karykaturalnie, nie pasują do całości morały wygłaszane z ekranu.

Także zmieniona względem oryginału Zapolskiej, zapętlona historia Hanki i Zbyszka, której wyjaśnianie zajmuje ostatnią część dzieła, wydaje się zbędnym naddatkiem, wziętym z zupełnie innego, melodramatycznego porządku fabularnego, a nie z historii małych, przyziemnych spraw małych, przyziemnych ludzi. Ma to dodać psychologicznego wymiaru pierwszej Dulskiej gnębionej – mimo żelaznej postawy – wyrzutami sumienia, a także zintensyfikować relacje między matką a córką, która była świadkiem opisanych zdarzeń.

Wątek ten również sugeruje, ze jedynym sposobem wydostania się z „kołtuna”, uwolnienia się od dulszczyzny jest radykalna ucieczka – wyjechanie za granicę i zerwanie wszelkich kontaktów. Jednak niekoniecznie trzeba było wylewać przed kamerą krew, by przekonać widza, że Dulskie wszystkich czasów i wszystkich miast konsekwentnie zabijają w swym potomstwie ducha, wyobraźnię i krytyczne myślenie.

Panie Dulskie
Reżyseria Filip Bajon. Scenariusz Filip Bajon na motywach dramatu Gabrieli Zapolskiej. Zdjęcia Łukasz Gutt. Muzyka Jan Komar, Piotr Zabrodzki. Wykonawcy Krystyna Janda (Pani Dulska 1), Katarzyna Figura (Pani Dulska 2), Maja Ostaszewska (Dulska 3 – Melania), Olgierd Łukaszewicz (Felicjan Dulski), Władysław Kowalski (Rainer), Sebastian Fabijański (Zbyszko), Sławomir Orzechowski (Wojtek), Mateusz Kościukiewicz (Zbynio). Produkcja Wytwórnia Filmów Fabularnych i Dokumentalnych. Polska 2015. Dystrybucja Kino Świat. Czas 91 min

Bartosz Żurawiecki, Panie Dulskie, „Kino" 2015, nr 10, s. 86

© Fundacja KINO 2015

POLECAMY: wywiad z Filipem Bajonem w papierowym wydaniu „Kina” 10/2015

Zmieniony ( 14.10.2015. )