Cień latarni morskiej

CIEŃ LATARNI MORSKIEJ
DOMINIKA BIERCZYŃSKA

ImageKoniec lat trzydziestych: na wyludnioną wysepkę na Morzu Bałtyckim przypływa nowy asystent miejscowego latarnika, trzynastoletni Karl Berg. Hasselbond reaguje na przydzielonego odgórnie pomocnika bardzo niechętnie; nie wierzy, by dziecko poradziło sobie z odpowiedzialną pracą. Jednak Karl szybko się uczy i rzetelnie wykonuje swoje obowiązki. Zaprzyjaźnia się z dziećmi mężczyzny: małą Emmą a przede wszystkim z wrażliwym, pełnym zapału rówieśnikiem Gustafem.

Chłopcy razem nie tylko pracują czy spacerują po wyspie, ale i pomagają sobie w nauce: Gustaf przygotowuje się do egzaminu; to będzie jego drugie podejście, tym bardziej chłopiec jest przejęty i nie chce kolejny raz rozczarować ojca. Jeśli otrzyma dyplom, zostanie członkiem załogi statku i spełni marzenie o dalekich morskich podróżach. Gustaf od urodzenia mieszka na wyspie – nie licząc siostrzyczki i nowego gościa, pozbawiony był kontaktu z dziećmi, obraca się tylko wśród dorosłych: rodziców i przybywających sporadycznie z wizytą pracowników kapitanatu. Nie zna innego świata, nie zna innych zasad, które mogą nim rządzić. A te panujące w domu Hasselbondów są bardzo surowe.

Ojciec wysoko stawia poprzeczkę; wprowadza żelazną dyscyplinę i atmosferę niezdrowej rywalizacji. Na jego miłość, a raczej wyrażoną powściągliwie akceptację, trzeba ciężko zapracować. W razie nieposłuszeństwa czy pomyłki po prostu poniża. Potrafi docenić pilne starania uczniów, żąda jednak w zamian bezwzględnego posłuszeństwa. Może nieporadność Gustafa nie świadczy o tym, że jest mniej bystry, ale wynika z paraliżującego go strachu przed ojcem-tyranem? Zastraszona jest również Dorrit, matka Gustafa, która potajemnie, by dać wyraz tłamszonym emocjom, grywa na pianinie. Hasselbond jest okrutny; upokarza żonę, podburza przeciwko sobie chłopców, aż ich przyjaźń zostanie wystawiona na próbę.

Fińska reżyserka, Ulrika Bengts, rozpoczyna film intrygująco – ciekawość widza rozbudza już w trakcie czołówki. Ciemnoniebieską płaszczyznę pokrywają pasma ni to dymu, ni mgły; układają się płynnie w kształty, znaki przypominające pierwsze malowidła ścienne. Nim jednak rozpoznamy w nich sylwety ludzkich czy zwierzęcych postaci albo zwiastujący wydarzenia szkic scenki rodzajowej, tajemniczy prolog ustępuje miejsca akcji, a my, widzowie, początkowo nie możemy być pewni, której z postaci powinniśmy obawiać się najbardziej.

Czy Hasselbonda na szczycie latarni morskiej, złowrogo wznoszącej się nad surowym krajobrazem? Czy może małomównego Karla, którego postać kadrowana jest często od tyłu, zza pleców? Gdy nie widzi się wyrazu jego twarzy, trudniej rozpoznać jego zamiary... Niepokój znakomicie podbija muzyka Petera Hägerstranda. Niekiedy mroczna, dzięki użyciu niskich dźwięków instrumentów smyczkowych, innym razem nieco bardziej liryczna, gdy pojawiają się wyższe tony czy brzmienie fortepianu – w zderzeniu z ascezą skandynawskiej przyrody, paletą chłodnych barw i powściąganymi emocjami, sprawia niezwykłe wrażenie. Muzyka będzie obecna w trakcie całego filmu, jednak przyznam, że po mocnym wejściu spodziewałam się, że zacznie pełnić wręcz rolę osobnego, może nawet dominującego bohatera, ujmując opowieść w nawias, nasycając ją baśniową niemal grozą. To nie tyle zarzut, co wyraz niedosytu.

Czego jednak szkoda, to tego, że postać Hasselbonda pozostaje jednowymiarowa. Nie pomagają pojedyncze sceny, w których latarnik okazuje otoczeniu odrobinę wyrozumiałości. Nie pogłębia jego rysu stopniowe ujawnianie prawdy o traumatycznej przeszłości, która odcisnęła piętno na dorosłych, a dla dzieci pozostaje niejasna i fascynująca, dzięki podtrzymywaniu przez najbliższych pięknych mitów i iluzji. O ile ciekawszy byłby dramat tej rodziny, gdyby tyran okazał się jednak człowiekiem.

ImageCo więc sprawia, że – choć historia od pewnego momentu jest przewidywalna – śledzi się ją z ciekawością i napięciem? Na pewno jest to zasługa gęstej atmosfery, którą buduje wspominana muzyka czy pieczołowitość, z jaką sfotografowano świat Hasselbondów: przestrzeń domu czy latarni, schludne, mieszczańskie wnętrza, ściany oklejone tapetą, lustra, solidne meble. Nie zabraknie zamykanej na kluczyk surowo ciosanej szafki, w której Karl znajdzie oprawioną w czerwoną skórę powieść Strindberga.

Ale nie byłoby tak sugestywnego obrazu, gdyby nie młodzi odtwórcy głównych ról: Erik Lönngren (czyli Karl) i Patrik Kumpulainen (Gustaf). Talent tych chłopców, ich fizjonomie sprawiają, że odnajduje się w ich twarzach czy gestach ogrom silnych, sprzecznych emocji, które nierzadko zmuszeni są ukrywać, a które udaje im się wyrazić w subtelny, pozbawiony maniery sposób.

Lärjungen
Reżyseria Ulrika Bengts. Scenariusz Roland Fauser, Jimmy Karlsson. Zdjęcia Robert Nordström. Muzyka Peter Hägerstrand. Wykonawcy Erik Lönngren (Karl Berg), Patrik Kumpulainen (Gustaf Hasselbond), Niklas Groundstroem (Majakkamestari Hasselbond), Amanda Ooms (Dorrit Hasselbond). Produkcja Langfilm Productions Finland Oy. Finlandia 2013. Dystrybucja Aurora Films. Czas 93 min

Dominika Bierczyńska, Cień latarni morskiej, „Kino" 2015, nr 11, s. 82

© Fundacja KINO 2015

Zmieniony ( 06.11.2015. )