Swobodne opadanie

SWOBODNE OPADANIE
PIOTR MIRSKI

ImageAlicja skacze w głąb króliczej nory. Alicja jest staruszką, która wraz z mężem żyje w bloku, przepisowo szarym, przytłaczającym, pełnym rzędów jednakowych okien. Pewnego wieczora wchodzi na dach i rzuca się w dół. Zanim uderzy o chodnik, zanim we wszystkie strony świata polecą trzymane przez nią torby, zagląda do mieszkań sąsiadów. Widzi znajdujące się za szybami mikrokosmosy, dziwactwa i tajemnice, prawdziwe krainy czarów. Widzi sceny będące częściami większych opowieści; opowieści, które od tego momentu rozwijają się na ekranie niezależnie od siebie.

György Pálfi nakręcił „Swobodne opadanie” bardzo szybko, pod wpływem propozycji złożonej mu przez festiwal w Jeonju, który w ramach specjalnego projektu produkuje własne filmy: kiedyś krótko- a ostatnio pełnometrażowe. Darczyńcy zaoferowali reżyserowi sto tysięcy dolarów, wymagając przy tym ukończenia pracy w czasie krótszym niż pół roku. Kierując się zarówno względami artystycznymi, jak i praktycznymi, węgierski reżyser postanowił zrealizować kilka nowelek, spiętych przez klamrę, której bohaterką jest spadająca staruszka.

Gotowy film nosi znamiona pośpiechu, jest różnorodny, ale i nierówny. W jakimś sensie stanowi jednak najpełniejszy obraz artystycznej persony Pálfiego, twórcy czerpiącego inspiracje z wielu źródeł i napędzanego przez chęć eksperymentowania. Chociaż kojarzy się go głównie z groteską i czarnym humorem, to jego dotychczasowy dorobek wymyka się łatwej klasyfikacji i imponuje rozpiętością tematyczną i stylistyczną. Znajduje się w nim „Taxidermia”, przypowieść o biologii i historii, saga wykolejonej rodziny, u której członków rozpasana chęć życia powoli ustępuje miejsca pragnieniu śmierci. Znajduje się w nim także kolaż „Panie i panowie: ostatnie cięcie”, w którym fragmenty setki filmów ułożone są w uniwersalną opowieść, powtarzaną przez dekady.

„Swobodne opadanie” budzi skojarzenia z „Holy Motors” Leosa Caraksa. Tak jak i tamten surrealistyczny wybryk, film Pálfiego wydaje się przede wszystkim zabawą w kino, w przedrzeźnianie jego dialektów, w karnawałowe przebieranie się w różne konwencje. Jedna z nowel to wariacja na temat sitcomu, w której kolorowo ubrane i niezbyt rozgarnięte postacie próbują egzystować pod jednym dachem, wzniecając raz po raz salwy mechanicznego śmiechu. Mamy tu także hybrydę pornosa i horroru s-f – kamera z profesjonalną ciekawością przygląda się ubranym w folię kochankom, szeleszczącym i jęczącym. Inscenizując kolejne opowieści, Pálfi wykazuje się wyobraźnią i rozmachem, sprawia, że kameralne historie nabierają epickiego oddechu.

Innym filmem, który przychodzi na myśl podczas seansu „Swobodnego opadania”, są „Sąsiady” Grzegorza Królikiewicza. Oba dzieła sięgają po poetykę snu, aby nakreślić wyrazisty, wręcz jaskrawy portret pewnej niewielkiej społeczności. Pokazywany przez Pálfiego blok okazuje się fantasmagorycznym kłębowiskiem neuroz i aspiracji. Ktoś wierzy tu w newage’owe czary-mary i próbuje przebić głową ścianę, ktoś inny czuje paniczny, podszyty agresją lęk przed brudem, a jeszcze ktoś inny chciałby wepchnąć swoje dziecko z powrotem do łona.

ImageZagęszczając i wykrzywiając rzeczywistość, przerysowując bohaterów i sytuacje, Pálfi stara się wydobyć na wierzch wielobarwność ludzkich charakterów. Mówi, że każdy człowiek jest tak radykalnie inny, tak bardzo zatopiony w swojej biografii i idiosynkrazjach, że jego intymne życie może wydawać się komuś postronnemu czystym szaleństwem. Nie jest w tym stwierdzeniu zbyt odkrywczy, ale na pewno jest dosadny i przekonujący.

Alicja skacze w głąb króliczej nory. Staruszka spada z hukiem na ziemię. Po długiej i cichej chwili, w czasie której wydaje się martwa, niespodziewanie wstaje, wchodzi do budynku i rusza po schodach. Jej wędrówce towarzyszy muzyka elektroniczna Amona Tobina, która brzmi jak odgłos prowizorycznego mechanizmu, skleconego z przypadkowych części, chybotliwego i zgrzytliwego, ale wciąż działającego. Staruszka mija po drodze kolejnych sąsiadów, tych samych, których dopiero co podglądała. Te wszystkie egzystujące obok siebie jednostki też tworzą pewien mechanizm. Grożący awarią, zasilany tylko paliwem przyzwyczajenia i ekonomicznego przymusu, ale wciąż do bólu żywy.

Szabadesés
Reżyseria György Pálfi. Scenariusz György Pálfi, Zsófia Ruttkay. Zdjęcia Gergely Pohárnok. Muzyka Amon Tobin. Wykonawcy Piroska Molnár (ciotka), Miklós Benedek (wujek), Tamás Jordán (mistrz), Diána Kiss (ciężarna kobieta). Produkcja Jiff Project – Jeonju Digital Project, KMH Film, Origo Film Group, Popfilm, Sciapode, Visionteam. Węgry – Korea Południowa – Francja 2014. Dystrybucja Aurora Films. Czas 80 min

Piotr Mirski, Swobodne opadanie, „Kino" 2016, nr 1, s. 74

© Fundacja KINO 2015

POLECAMY: esej Jana Topolskiego o György’m Pálfim w papierowym wydaniu „Kina” 1/2016

Zmieniony ( 08.01.2016. )