Pod opieką wiecznego słońca

POD OPIEKĄ WIECZNEGO SŁOŃCA
TOMASZ JOPKIEWICZ

„Nie rozumiem tego kraju” i – powiedział reżyser Witalij Manski po powrocie z Korei Północnej. Zgodził się tam nakręcić, pod nadzorem miejscowych władz, film mający być propagandowym obrazem życia „idealnej rodziny” z Pjongjangu. Ostatecznie zrealizowano tylko część zamierzonego scenariusza, wiele zaplanowanych zdjęć nie doszło do skutku albo zostało zakwestionowane przez oficjeli.

Władzom Korei Północnej film się nie spodobał, a Moskwa ustami ministra kultury oficjalnie zdystansowała się od udziału w projekcie. Mimo że materiały filmowe były dzień po dniu ściśle cenzurowane przez funkcjonariuszy reżimu, udało się Manskiemu zrealizować swój zamiar, jakim było stworzenie dzieła o „fałszywej realności”.

ImageWedług scenariusza zaakceptowanego przez władze miała być to historia codziennego życia wzorcowej koreańskiej rodziny: ojciec pracuje w fabryce odzieżowej, matka w przemyśle mleczarskim. A ośmioletnia córka uczy się i szykuje do wstąpienia do masowej organizacji dla dzieci i młodzieży. Manski starał się jednak nie wyłączać kamery przed i po zaaprobowanych ujęciach, co dało mu sposobność uchwycenia w zbliżeniach okruchów autentycznych reakcji.

Zatem po monumentalnej uroczystości ku czci Kim Dzong Ila na twarzach uczestników dostrzegamy otępienie i nieufność, a wcześniejszy entuzjazm wydaje się z tej perspektywy jedynie rytualny. Widzimy też chłopców grzebiących w śmietniku i przechodniów, udających, że tego nie dostrzegają, bo pewnie lepiej jak najmniej widzieć. Natomiast dzieci w szkole podczas przypowieści o genialnych wodzach, jak to dzieci, nie mogą powstrzymać ziewania.

Szybko się okazuje – co nie jest wielkim zaskoczeniem – że mamy do czynienia z rzeczywistością mozolnie inscenizowaną i bez ustanku korygowaną. Owa modelowa familia ma ściśle realizować scenariusz, który, jak widzimy, pilnie studiuje. Nawet ojciec rodziny wcale nie jest robotnikiem, tylko dziennikarzem. Gdzie zaczyna się realność, a kończy uporczywa inscenizacja?

Można tylko przypuszczać, pewności nie mamy, za to rodzą się silne podejrzenia, że propagandowy teatr to przedsięwzięcie totalne i z widocznym mozołem nieustannie konstruowane. Jak w scenie z generałem, ględzącym o przewagach wojennych, którego wypowiedzi usiłują korygować wszechobecni opiekunowie reżysera. Wojskowy wydaje się do tego typu poprawek przyzwyczajony.

Kulminacją filmu są łzy dziecka, co można interpretować jako całkiem świadomy wyraz bezradności zdającej sobie sprawę z osaczenia dziewczynki, Mi Zin, którą czeka już tylko coraz silniejsza indoktrynacja, a pewnie i rozdzielenie z rodzicami. A jednak film Manskiego może budzić zniecierpliwienie, nawet swoistą nieufność. Bo te łzy, choćby jak najbardziej prawdziwe, są zbyt łatwą, wręcz melodramatyczną puentą, mimo że komentarz pozaekranowy o skoszarowanym życiu, jakie to dziecko zapewne czeka, jest w swej pozornej oschłości sugestywny.

Pod powierzchnią nieustającego spektaklu kryją się pęknięcia i codzienne, rutynowe zbrodnie. To nie ulega wątpliwości. Tyle że obecnie jest to już komunał, bo rzadko kto ma jeszcze złudzenia co do systemu przemocy panującego w Korei. Film Manskiego wydaje się owocem niebezpiecznego paktu z diabłem.

Udało się ukazać wielką i małą manipulację w działaniu, ale pomimo wysiłku twórców nie docieramy do prawdy, raczej tylko w jej mgliste okolice. Do jakiego stopnia nasilana przez lata propaganda stała się dla bohaterów ich własną prawdą? Czy fałszywa świadomość została mocno zakorzeniona? Przez szczeliny widać, że indoktrynacja ma, bo przecież musi mieć, swoje granice. Nie dowiadujemy się jednak, gdzie one mogą przebiegać.

Manski twierdzi, że chciał stworzyć film w stylu Leni Riefenstahl, po to, by zakwestionować jego reguły. Czy jednak odwoływanie się do totalitarnych europejskich wzorców i to z innej epoki było w tym przypadku działaniem najbardziej skutecznym? Łzy dziewczynki i obraz starannego sprawdzania przez policjantów bukietów kwiatów spod gigantycznych pomników „ojców narodu” w poszukiwaniu bomby robią wrażenie. Ale to tylko dość oczywiste metafory.

ImageGranica„ fałszywej realności” jest jednak trudna do przekroczenia. Zdaje się ona delikatnie kruszyć wcale nie w momentach świadomie symbolicznych, lecz wtedy, gdy widzimy koreańskich „opiekunów” – szeregowych dyrygentów propagandy – w działaniu. Oto w kadrze od czasu do czasu pojawiają się twarze z tłumu, twarze przestraszonych a zarazem chwilowo pewnych swych przewag urzędników, wytrwale, w pocie czoła i niewątpliwie w wielkim strachu korygujących rzeczywistość, wtłaczających ją z wprawą w ramy kłamliwego przekazu.

Tacy niestrudzeni pracownicy propagandy, trochę śmieszni, ale w swej mrówczej wytrwałości groźni, są tutaj najbardziej realni. Trudno się bowiem oprzeć wrażeniu, że podobni im pracownicy harują dziś dzień i noc, pod każdą szerokością geograficzną. Być może Manski nie był w stanie zrozumieć Korei, ale ich działania pojął z pewnością. Bo na jakiś czas stał się przecież jednym z nich.

V paprscích slunce
Scenariusz i reżyseria Witalij Manski. Zdjęcia Aleksandra Iwanowa. Muzyka Karlis Auzans. Produkcja Vertov, Real Cinema, Saxonia Entertainment, Hypermarket Film, MDR, Korea Film Export and Import Corporation, Czech TV. Czechy – Rosja – Niemcy – Korea Północna – Łotwa 2015. Dystrybucja Against Gravity. Czas 106 min

Tomasz Jopkiewicz, Pod opieką wiecznego słońca, „Kino" 2016, nr 7, s. 86

© Fundacja KINO 2016

Zmieniony ( 01.07.2016. )