Ostatnia rodzina

OSTATNIA RODZINA
ADAM KRUK

Oczekiwania wobec „Ostatniej rodziny” były ogromne, jeszcze zanim padł pierwszy klaps. Rozbudziły je książki – Magdaleny Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny” wydana dwa lata temu i tegoroczna „Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia. Dzienniki / rozmowy”. Publikacje te przywróciły pamięć o artystycznej rodzinie i pokazały, że jej życie to gotowy materiał na film. Beksińskimi interesował się też Jan P. Matuszyński, który po świetnie przyjętym dokumencie „Deep Love” szukał materiału na swoją pierwszą fabułę.

ImageOkazało się, że scenariusz był już gotowy – czekał w szufladzie Roberta Bolesty, po „Hardkor Disko” i „Córkach Dancingu” jednego z najważniejszych młodych scenarzystów, potrafiącego uchwycić specyfikę życia w naszym kraju. Zainteresowanie powstającym filmem umiejętnie podsycano informacjami o obsadzie, kolejnymi fotosami z planu i zwiastunami. W końcu ogłoszono, że premiera filmu odbędzie się na festiwalu w Locarno. Jeśli chodzi o prestiż, to nadzieje pokładane w filmie zostały spełnione.

„Ostatnią rodzinę” pokazano jako trzeci film konkursu głównego i zdecydowanie należał on do faworytów. Choć na szwajcarskim festiwalu pojawiły się kolejne świetne tytuły, jury nie zapomniało o filmie Matuszyńskiego, ostatecznie przyznając nagrodę aktorską Andrzejowi Sewerynowi za rolę Zdzisława Beksińskiego. Wybitny aktor rzeczywiście daje tu wielki występ, ale wierny jest poetyce filmu, nie rozsadza ekranu, pozostawia miejsce, by wybrzmieć mogły także inne postaci dramatu.

Te w filmie zdominowane są całkowicie przez siłę charakteru malarza, która choć dyskretna, jest tak ogromna, że całkowicie przyćmiewa żonę Zofię (Aleksandra Konieczna). Natomiast syn Tomasz (Dawid Ogrodnik) stawać musi na głowie (albo sięgać po żyletkę), by dorównać charyzmie ojca. Na międzynarodowym plakacie filmu napisane było: „Życie rodzinne to nie zawsze blask słońca i tęcza”. Rzeczywiście, prawie ich tu nie zaznamy, tym bardziej, że Beksiński natury nie znosił. Wolał beton.

Film otwiera scena z 2005 roku, w której Beksiński opowiada o swych sadomasochistycznych fantazjach i tworzeniu grafik komputerowych. Jego wyobraźnia szybko jednak skonfrontowana zostaje ze zgrzebną rzeczywistością PRL-u – cofamy się do roku 1977 na warszawski Służew, gdzie rodzina właśnie osiedliła się po wyprowadzce z Sanoka.

Zdzisław zachwycony jest nowym osiedlem, Tomasz, który nie może skończyć studiów, dostaje własne mieszkanie. Choć urządza je po swojemu, znajduje się ono zaledwie kilka bloków dalej i nieprzecięta pępowina rozciąga się niczym sznur do prania między oknami. To zajrzy ojciec, to matka, to syn odwiedzi rodziców, kiedy zaburczy mu w brzuchu. Niezdrową symbiozę znakomicie obrazuje scena, w której Tomek prosi matkę, by usunęła z jego mieszkania dziewczynę, z którą właśnie zerwał.

Matuszyński prowadzi akcję chronologicznie przez dekady, ale nie poświęca uwagi przełomowym wydarzeniom. Nie zobaczymy ani stanu wojennego, ani Okrągłego Stołu czy akcesji do NATO. Życie Beksińskich toczy się gdzie indziej, zaklęte jest wokół sztuki ojca, muzyki puszczanej przez syna, dwóch babć, które uporczywie nie chcą umrzeć. Blokowisko to mikroświat, gdzieś zalśni nowy kościół, w windzie ktoś napisze „Punk’s Not Dead” albo powiesi PZPR na szubienicy. Znaki czasu czytać można tu głównie dzięki rewelacyjnej scenografii Jagny Janickiej i kostiumom Emilii Czartoryskiej.

Odległa wydaje się już ukazana na ekranie obyczajowość PRL-u, w której mężczyźni pielęgnują swoje zawodowe czy erotyczne pasje, a kobiety pielęgnują mężczyzn. Od staruszek po kochanki Tomasza wszystkie sprowadzone zostają do ról podrzędnych. W „Ostatniej rodzinie” całe życie familijne organizowane jest wokół mężczyzn, ich potrzeb, wahań nastrojów, obsesji.

Za gaszenie mniejszych i większych pożarów – nie mówiąc już o praniu, gotowaniu, a nawet prowadzeniu samochodu – odpowiada Zofia, wspaniale sportretowana przez Konieczną, która znosi wszystko z pokorą. Czasem tylko na jej twarzy pojawi się grymas zmęczenia i bólu. Można rzec, że godnie niesie swój krzyż – wszak ona jedyna w tej trójcy wykazuje oznaki religijności. Nie jest jednak w stanie zarazić nią męża czy syna, ci zwróceni są w stronę własnego ego. Jak chce tytuł, Tomek rodu nie przedłuży – to będzie ostatnia rodzina.

ImageFilm Matuszyńskiego – podobnie zresztą jak inne scenariusze napisane przez Bolestę – traktuje o znikaniu. Dla widza może być szokujące i trudne to, jak bardzo pogodzeni są z tym bohaterowie. Pozostają jednak tyleż makabryczni, co zwyczajni i tyleż patetyczni, co pełni poczucia humoru. Żadni tam przeklęci czy potwory, tylko ludzie z krwi i kości, zdający sobie sprawę z tego, że kropka po życiu nie musi być żadnym dramatem.

Zdzisław żartuje nawet, że na rodzinnym grobowcu Beksińskich wygrawerowany powinien zostać napis: „Pocałujcie nas wszystkich w dupę” (dialogi w filmie są bezbłędne!). To on ostatni zejdzie z tego padołu i jeżeli czegoś zabrakło mi w „Ostatniej rodzinie” to właśnie tajemnicy z tym związanej. Akordu, dzięki któremu film mógłby wybrzmieć do końca.

Może jednak w tym właśnie rzecz, że śmierć nie jest aż tak istotna. Ważniejsze jest to, co pozostaje: obrazy, legenda, kasety wideo. „Ostatnia rodzina” jest także filmem o mediach – od pędzla po mikrofon, od taśmy szpulowej po kamerę. To dzięki nim Beksińscy utrwalili swoje życie, co pozwoliło Matuszyńskiemu pokazać je z taką dokładnością. W jednej ze scen Zofia, robiąc zdjęcie, mówi do swoich mężczyzn: „Wy tak stoicie osobno, ja nie mogę was objąć”. Reżyserowi ta sztuka się udała: objął kamerą całą ostatnią rodzinę.

Ostatnia rodzina
Reżyseria Jan P. Matuszyński. Scenariusz Robert Bolesto. Zdjęcia Kacper Fertacz. Wykonawcy Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński), Dawid Ogrodnik (Tomasz Beksiński), Aleksandra Konieczna (Zofia Beksińska), Andrzej Chyra (Piotr Dmochowski, marszand Beksińskiego), Danuta Nagórna (Stanisława Stankiewicz, matka Zofii Beksińskiej), Alicja Karluk (Patrycja), Magdalena Boczarska (Ewa). Produkcja Aurum Film, HBO Polska. Polska 2016. Dystrybucja Kino Świat. Czas 124 min

Adam Kruk, Ostatnia rodzina, „Kino" 2016, nr 9, s. 69

© Fundacja KINO 2016

POLECAMY: wywiad ze scenarzystą filmu Robertem Bolesto w papierowym wydaniu „Kina” 9/2016

Zmieniony ( 06.10.2016. )