Pokot

POKOT
SEBASTIAN SMOLIŃSKI

Po kilku latach przymiarek możemy wreszcie obejrzeć adaptację powieści Olgi Tokarczuk w reżyserii Agnieszki Holland. Połączenie tych dwóch, zdawałoby się odmiennych osobowości artystycznych jest już samo w sobie dużym wydarzeniem. Kinowa wersja kryminału „Prowadź swój pług przez kości umarłych” to pierwszy od czasu „Kobiety samotnej” z 1981 pełnometrażowy film Holland dziejący się we współczesnej Polsce. Adaptacja tej, jak przyznaje reżyserka, kapryśnej prozy to też jeden z najciekawszych – choć niespecjalnie udanych – eksperymentów w polskim kinie fabularnym ostatnich lat.

Holland, znana z częstego wyrażania poglądów w mediach, zrobiła film jednoznacznie – zważywszy na to, co dzieje się teraz w naszym kraju – polityczny, wbijający się klinem w polską dyskusję o ochronie przyrody, zmianach klimatycznych i roli Kościoła katolickiego w promowaniu bezkrytycznie antropocentrycznej postawy. „Pokot”, podążając za literackim pierwowzorem, opowiada o kolejnej kobiecie samotnej – starzejącej się inżynierce, bezgranicznie kochającej wszystkie żywe stworzenia i dziarsko walczącej o ich prawa.

Janina Duszejko (Agnieszka Mandat) to trochę chodzący stereotyp wojowniczo nastawionego działacza Greenpeace’u: pasjonuje się astrologią, mieszka w samotni gdzieś w Kotlinie Kłodzkiej i na każdym kroku wykłóca się z policją i myśliwymi, przebąkując przy tym o trwającym wciąż „holokauście zwierząt”. Woli towarzystwo braci mniejszych, w tym swoich psów, których zniknięcie okaże się w filmie kluczowe. Co stało się z czworonogami Duszejko i dlaczego, jeden po drugim, giną w niejasnych okolicznościach lokalni baronowie, którzy dorobili się na wyzysku zwierząt?

Eksperymentalność „Pokotu” zawiera się w niecodziennej mieszance zbrodniczej intrygi z otwarcie proekologiczną tezą; w połączeniu sielskiego realizmu z posępnym thrillerem, komizmu z okrucieństwem, numerologii z antyklerykalizmem oraz pytań etycznych z amoralną fabułą. Koncept i siła oddziaływania filmu opiera się też na sprawnym użyciu narratora niewiarygodnego, który niby to opowiada nam pewną historię, ale tak naprawdę wypiera i przeinacza podstawowe fakty.

Choć chciałoby się nowy film Holland przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza, to jednak trudno na czas seansu zawiesić własną niewiarę i sceptycyzm. Duszejko zbyt często deklamuje płaczliwe monologi, które są nieskuteczne, irytują bowiem melodramatyzmem wpisanym w prozwierzęcą misję bohaterki. Cały świat przedstawiony zdradza zresztą nazbyt powieściowe pochodzenie: klocki, które pasują do siebie w literackiej opowieści, na ekranie układają się w coś nieprawdopodobnego lub dziwacznego.

Inna sprawa, że widzom przyzwyczajonym do ekonomii stylu Holland jej ostatnie filmy mogą sprawiać nie lada kłopot. Gdzieś w gąszczu międzynarodowych projektów reżyserka zagubiła to, co zawsze było jej największą siłą: połączenie formalnej i dramaturgicznej precyzji z opartym na empatii, starannym budowaniem postaci. Najlepszym przykładem tej umiejętności okazała się bezbłędna adaptacja Henry’ego Jamesa, czyli nakręcony w USA „Plac Waszyngtona” z 1997 roku.
Od kiedy Holland na dobre zajęła się serialami, wymagającymi przecież niemałej dyscypliny, jej filmy kinowe stawały się z kolei coraz bardziej rozchełstane i narracyjnie przeładowane.

Uderza to też w „Pokocie”, w którym groteska, choć częściowo wpisana w samą opowieść, objawia się w karykaturalnym rysunku postaci (Borys Szyc jako okrutny łowca zwierzęcych skalpów) i dezorientującej pracy kamery. Choć liczne ujęcia przyrody i epicki oddech, który nadała filmowi operatorka Jolanta Dylewska, wypadają często wspaniale, to z całości przebija chaos. „Pokot” wygląda tak, jakby ktoś inscenizował go od niechcenia i nie do końca panował nad kompozycją.

Może wynika to m.in. z tego, że „nieadaptowalna” proza Tokarczuk oparła się próbom zamienienia jej w rustykalną wersję kryminału a` la Agatha Christie? Wspomnianą polityczność „Pokotu” najlepiej widać w krytykowanym przez Holland sojuszu strzelby i ołtarza (vide ksiądz legitymizujący łupieżczą działalność myśliwych) oraz w obrazie kościelnej szopki z truchłami upolowanych zwierząt – zainspirowanym autentycznym polskim przypadkiem. Mówiąc w wywiadzie o szkodliwym „ograniczaniu empatii”, Holland stawia znak równości między obojętnością na los nie-ludzkich istot a nietolerancją i dyskryminacją kolejnych grup społecznych w skręcającej na prawo Polsce.

Idea głosząca, że o naszym człowieczeństwie świadczy nasz stosunek do zwierząt, z pewnością nie jest nowa. Nigdy jednak w polskim kinie nie zyskała tak mocnej artykulacji. Na deklaratywności filmu ucierpiał jednak nerw kryminalny, a astrolożka Duszejko – dobroduszna, niezrównoważona i, koniec końców, groźna wariatka – to nie najlepszy rzecznik ekologicznego przebudzenia. „Pokot” zawodzi więc i jako kino gatunkowe, i jako posthumanistyczny manifest. Zostajemy z historią o mordujących się nawzajem zwierzętach, które często okazują się całkiem zwyczajnymi ludźmi.

Pokot
Reżyseria Agnieszka Holland. Scenariusz Agnieszka Holland, Olga Tokarczuk na podstawie powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Zdjęcia Jolanta Dylewska, Rafał Paradowski. Muzyka Antoni Komasa-Łazarkiewicz. Wykonawcy Agnieszka Mandat (Janina Duszejko), Wiktor Zborowski (Matoga), Jakub Gierszał (Dyzio), Patrycja Volny (Dobra Nowina), Miroslav Krobot (Boros), Borys Szyc (Wnętrzak). Produkcja Studio Filmowe Tor, Heimatfilm, Nutprodukce, Chimney.  Polska – Niemcy – Czechy – Szwecja 2016. Dystrybucja Next Film. Czas 128 min

Sebastian Smoliński, Pokot, „Kino" 2017, nr 2, s. 72

© Fundacja KINO 2017

POLECAMY: wywiad z Agnieszką Holland w papierowym wydaniu „Kina” 2/2017

Zmieniony ( 09.03.2017. )