Sama przeciw wszystkim

SAMA PRZECIW WSZYSTKIM
SEBASTIAN SMOLIŃSKI

Elizabeth Sloane (Jessica Chastain) walczy ze wszystkimi – nawet sama ze sobą. Jest lobbystką nowej generacji, lustrzanym odbiciem Franka Underwooda z „House of Cards”: w ogóle nie sypia, orkiestruje bez mrugnięcia okiem piętrowe zagrania polityczne, a także uprawia „outsourcing” swoich spraw intymnych. Jeśli już musi mieć jakieś życie prywatne, to woli za nie zapłacić i trzymać je pod kontrolą.

Ta kobieta-maszyna, doskonały produkt wielkich korporacji, staje nieoczekiwanie na czele grupy lobbystów, którzy wspierają ustawę zaostrzającą prawo do zakupu broni palnej. Przeciwko sobie mają jej wpływowego producenta: o wiele bogatszego i pozbawionego jakichkolwiek skrupułów.

„Sama przeciw wszystkim” Johna Maddena świetnie ukazuje paradoks, w jakim znalazł się gatunek political fiction. Z jednej strony, szekspirowski wymiar polityki zawsze będzie nęcił, bowiem pozwala na tworzenie spektakli, w których stawką jest gra o władzę i życie (często śmiercionośnie ze sobą splecione). Z drugiej – filmy o amerykańskim życiu politycznym powstają zwykle pod wpływem bieżącej sytuacji społecznej i próbują działać niczym papierek lakmusowy, który określałby aktualny stosunek do elity z Kongresu.

No właśnie, czyj? Hollywoodzkich majstrów, tzw. opinii publicznej czy konkretnej grupy obywateli? Wydawałoby się, że po triumfalnym pochodzie kilku sezonów „House of Cards” na dobre zadomowili się na ekranach mistrzowie brudnych politycznych chwytów, a przekonująco ukazany Waszyngton nie powinien być niczym więcej niż efektownym szambem. Choć film Maddena został stworzony w tym duchu, to przekazuje promyk nadziei, który z dzisiejszej perspektywy wydaje się cokolwiek podejrzany.

Podczas seansu „Samej przeciw wszystkim” można odnieść wrażenie, że scenariusz Jonathana Perery został napisany specjalnie pod Jessicę Chastain. Przynajmniej od czasu „Służących” Tate’a Taylora z 2011 i „Wroga numer jeden” Kathryn Bigelow z 2012 roku Chastain specjalizuje się w rolach zimnych, przesadnie ambitnych kobiet sukcesu. W filmie Maddena Elisabeth Sloane ciągle szprycuje się tabletkami, dającymi jej niesamowity napęd, ale też, możemy zgadywać, tłumiącymi w niej odruchy współczucia i empatii.

Oglądanie tak charyzmatycznej aktorki grającej na zwiększonych obrotach jest wielką przyjemnością, tym bardziej że scenariusz Perery czerpie garściami z dokonań speców od dialogu podawanego z szybkością – nomen omen – karabinu. Od „Sieci” Paddy’ego Chayefsky’ego do seriali Aarona Sorkina – gęsty, nakładający się na siebie dialog zbliża  filmy o mediach i polityce do rozgrywanego w słowach thrillera.

Opowieść o pannie Sloane, walczącej na różne sposoby o głosy krnąbrnych senatorów, najbardziej wciąga wtedy, gdy dynamiczna gra w kotka i myszkę zmusza bohaterów do intelektualnego wysiłku, którym zaskakują i siebie nawzajem, i widzów; zgodnie z credo bohaterki, wedle którego dobry lobbysta „musi być zawsze o krok do przodu przed swoim przeciwnikiem”.

Zakrawa na pewną ironię, że film o śliskiej sztuce przekonywania innych do poparcia słusznej sprawy był zupełną klapą w amerykańskich kinach. Premiera „Samej przeciw wszystkim” zbiegła się tam z wyborem Donalda Trumpa na prezydenta, a medialna siła rażenia tego ostatniego faktu była tak wielka, że zbladła przy nim wszelka fikcja polityczna.

Najnowsze dzieło Maddena, reżysera „Zakochanego Szekspira”, trafiło więc w próżnię, a jego moralizatorski wydźwięk – przemiana wrednej lobbystki w postać szlachetną i ofiarną – mógł nie przypaść do gustu liberałom, pogrążonym w apokaliptycznych nastrojach. Co więcej, film zebrał też cięgi od drugiej strony, za rzekomą propagandę na rzecz ograniczenia dostępu do broni. „Washington Post” cytuje krytyka filmowego, który miał pretensję, że zespół Sloane składa się tylko z uczciwych i ciężko pracujących lobbystów, a zwolennicy wolnego dostępu do broni – „z małodusznych starzejących się białych mężczyzn”.

Jakkolwiek egzotycznie – lub swojsko – nie brzmiałaby w naszym kontekście ta debata, mamy szansę obejrzeć „Samą przeciw wszystkim” pół roku później i odkryć w niej inteligentne, choć często sztampowe kino, traktujące o wypaczeniach amerykańskiej demokracji i szansie na jej uzdrowienie.

Miss Sloane
Reżyseria John Madden. Scenariusz Jonathan Perera. Zdjęcia Sebastian Blenkov. Muzyka Max Richter. Wykonawcy Jessica Chastain (Elizabeth Sloane), Mark Strong (Rodolfo Schmidt), Gugu Mbatha-Raw (Esme Manucharian), Michael Stuhlbarg (Pat Connors), Alison Pill (Jane Molloy), Jake Lacy (Forde), John Lithgow (Ron M. Sperling). Produkcja Transfilm, Archery Pictures, Canal+, Ciné+, FilmNation Entertainment, France 2 Cinéma, France Télévisions Distribution. USA – Francja 2016. Dystrybucja Kino Świat. Czas 132 min

Sebastian Smoliński, Sama przeciw wszystkim, „Kino" 2017, nr 6, s. 73

© Fundacja KINO 2017

Zmieniony ( 11.06.2017. )