Sieranevada

SIERANEVADA
MICHAŁ PIEPIÓRKA

Nieczęsto ma się wrażenie, oglądając film zagranicznego twórcy, że udało mu się uchwycić niezwykle ważny aspekt również polskiej rzeczywistości. Cristi Puiu w „Sieranevadzie” przedstawił oryginalnie, minimalistycznie, a przy tym sugestywnie społeczne napięcia panujące obecnie w krajach byłego bloku wschodniego. Nie chodzi jedynie o kwestie polityczne i niewygasłe spory o spadek po komunizmie, ale również, a może właśnie przede wszystkim, o problem wciąż niedokończonego procesu modernizacji i wynikających z tego konfliktów o percepcję otaczającego nas świata.

Film rozpoczyna jedna z najbardziej oryginalnych i zapadających w pamięć scen otwarcia w kinie ostatnich lat, przypominająca eksperymenty z percepcją filmową przeprowadzane przez Michaela Hanekego. Z oddali, jakby z drugiej strony ulicy, obserwujemy szamoczącą się parę ludzi. Kobieta wychodzi z samochodu, mężczyzna odjeżdża, następnie pojawia się starsza kobieta z dzieckiem. Wszyscy są podenerwowani i wymieniają zdawkowe uwagi.

Puiu wprowadza widzów w niezrozumiałą sytuację, dodatkowo umiejscawiając kamerę w taki sposób, żeby zasugerować obecność osoby trzeciej – anonimowego obserwatora. Operator łamie święte zasady obiektywizacji punktu widzenia kamery – skąpi informacji o obserwowanych wydarzeniach, pozornie niechlujnie filmuje scenę, by zwodzić widzów, zaniepokojonych tym, co oglądają.

Kluczowym zabiegiem zastosowanym we wspomnianym kilkuminutowym ujęciu z początku filmu jest humanizacja perspektywy kamery. Jej chaotyczne ruchy symulują sposób percepcji człowieka, który reaguje na dźwięk klaksonu czy wzburzone gesty obserwowanych osób, podążając wzrokiem za najmocniejszymi bodźcami. Wrażenie zrównania punktu widzenia kamery z ludzkim spojrzeniem zostało dodatkowo wydobyte poprzez jej pozornie niefortunne usytuowanie.

Banalną scenę obserwujemy z nietypowego dla filmowych dzieł dystansu: słyszymy jedynie strzępki rozmów, a bohaterów raz po raz zasłaniają przejeżdżające samochody. To ujęcie, nienaturalnie przeciągnięte, jak na standardy klasycznej filmowej narracji, ustanawia zasady, którymi będą się rządzić kolejne sekwencje. Puiu zdaje się już na wstępie przestrzegać, że wszystko, co oglądamy, jest pokazywane z konkretnej, zsubiektywizowanej perspektywy, która zakrzywia ekranową rzeczywistość.

Ta metarefleksja na temat klasycznych zasad budowania filmowej dramaturgii i przyzwyczajeń percepcyjnych widzów ma przełożenie również na warstwę fabularną. W ciasnym mieszkaniu zbiera się rodzina, żeby uczestniczyć w stypie po pogrzebie seniora rodu. Na kilkudziesięciu metrach kwadratowych przeciskają się, przytulają, wyzywają i kłócą reprezentanci różnych klas społecznych i pokoleń – choć należący do jednej rodziny.

Kamera przepycha się między nimi i w bardzo długich ujęciach z antropologiczną skrupulatnością przygląda się napiętym relacjom. Stypa w „Sieranevadzie” ma zbliżoną funkcję do wesela w polskiej kulturze. Podobnie jak to było u Wyspiańskiego, Wajdy, Smarzowskiego czy Wrony, Puiu gromadzi pod jednym dachem cały naród. Jednak w przeciwieństwie do polskich dzieł, autor wykracza poza lokalne spory, podejmując uniwersalny problem kolizji ludzkich wspólnot, definiowanych poprzez różną wiedzę.

„Sieranevadę” można nazwać filmem weberowskim, fotografującym niezwykły moment w kulturze, w którym dochodzi do zapętlenia procesu racjonalizacji przy równoczesnym funkcjonowaniu wielu równoległych kulturowych światów. Reprezentantką świata tradycji jest seniorka rodu, która wielką wagę przykłada do zachowania obyczajów – nie pozwala, na przykład, zasiąść do stołu przed wizytą popa – natomiast przedstawicielami oświeconej nowoczesności są młodzi, dobrze wykształceni.

Jednak w swoim gronie również nie są w stanie dojść do porozumienia – jeden z nich podaje wszystko, o czym rozmawiają, w wątpliwość, powołując się na spiskowe teorie wyczytane w Google’u, a tym samym podkopuje w duchu postmodernizmu osiągnięcia procesu modernizacji i racjonalizacji wiedzy. Rodzinne spotkanie z czasem przeradza się w małe piekiełko – na światło dzienne wychodzą długo skrywane tajemnice, biesiadnicy zaczynają wchodzić w jałowe spory o historię i bieżącą politykę. Zahaczają nawet o globalne konflikty zbrojne i atak na World Trade Center. Każdemu się wydaje, że tylko on ma monopol na prawdę i może ironicznie spoglądać zarówno na nieoświeconych, jak i cyników.

Puiu przygląda się bohaterom z etnograficznym dystansem, jakby obserwował nieznane mu indiańskie plemię ze wzgórz Sierra Nevady. Interesuje go to samo, co wyruszających na badania terenowe antropologów, wchodzących w interakcję z reprezentantami obcej kultury: ich obyczaje, zachowania społeczne i mechanizmy budowania wspólnoty. Wrażenie przeprowadzania przez autora czasochłonnej obserwacji uczestniczącej wzmaga sposób fotografowania filmowej rzeczywistości.

Puiu korzysta z długich, kilkuminutowych ujęć i stawia kamerę w taki sposób, żeby obserwować bohaterów z jednego punktu widzenia. Akcja tego prawie trzygodzinnego filmu rozgrywa się niemal w czasie rzeczywistym i, z małymi wyjątkami, w jednej przestrzeni, zatłoczonego, ciasnego mieszkania. Reżyser celowo dedramatyzuje filmowe wydarzenia i nie snuje jednej spójnej opowieści. Raczej rozszczepia narrację na serię genialnych mikroscenek.

Największą siłą „Sieranevady” jest jej niewiarygodny wręcz realizm – z tego względu można uznać dzieło Puiu za najdonioślejsze osiągnięcie rumuńskiej nowej fali, której znakiem rozpoznawczym jest kurczowe trzymanie się codzienności i zwykłego życia. Osiągnięty efekt jest konsekwencją nie tylko jedności czasu i miejsca, i nieefektownej lecz niezwykle przemyślanej pracy kamery, ale również wybitnej inscenizacji i wyjątkowo naturalnej gry aktorskiej.

Dzięki synergii tych elementów, oglądając „Sieranevadę”, ma się wrażenie podglądania prawdziwych ludzi, niespotykane w takim nasileniu nawet w filmach dokumentalnych. Przy całym tym potężnym artystycznym i intelektualnym potencjale dzieło Puiu odznacza się również lekkością i komizmem – gdy do głosu dochodzi humor, okazuje się, że Rumun nie tylko obserwuje bohaterów, ale również celnie punktuje ich przywary.

Napięcie między sugerowanym etnograficznym dystansem, humanizacją spojrzenia kamery, fabularnością ekranowych wydarzeń i subiektywizacją perspektywy sprawia, że „Sieranevada” zadaje pytania zarówno na temat konfliktów społecznych, przemian politycznych w krajach byłego bloku wschodniego czy procesów modernizacyjnych, jak i dyskursów realizmu, autorefleksyjności sztuki filmowej i mechanizmów percepcji. Tak wielopoziomową refleksję są w stanie podjąć tylko najwybitniejsze dzieła – a taka bez wątpienia jest „Sieranevada”.

Sieranevada
Scenariusz i reżyseria Cristi Puiu. Zdjęcia Barbu Balasoiu. Wykonawcy Mimi Branescu (Lary), Judith State (Sandra), Bogdan Dumitrache (Relu), Dana Dogaru (Nusa), Sorin Medeleni (Toni), Ana Ciontea (ciotka Ofelia), Rolando Matsangos (Gabi). Produkcja Mandragora, Production 2006, Studioul de Creatie Cinematografica al Ministerului Culturii, Sister and Brother Mitevski, Spiritus Movens, Alcatraz Films, Arte France Cinéma. Rumunia – Bośnia i Hercegowina – Francja – Chorwacja – Macedonia 2016. Dystrybucja Gutek Film. Czas 173 min

Michał Piepiórka, Sieranevada, „Kino" 2017, nr 6, s. 74-75

© Fundacja KINO 2017

POLECAMY: esej Piotra Czerkawskiego o Cristim Puiu oraz wywiad z reżyserem w papierowym wydaniu „Kina” 6/2017

Zmieniony ( 11.06.2017. )