Piękne dni

PIĘKNE DNI
ROBERT BIRKHOLC

Zaczyna się od ujęcia, pokazującego puste ulice Paryża. Obraz to trochę mylący, bo „Piękne dni”, w odróżnieniu od większości dzieł Wima Wendersa, nie są ani filmem drogi, ani symfonią wielkiego miasta. Zamiast odbywać dalekie podróże, bohaterowie nowego dramatu twórcy „Z biegiem czasu” zagłębiają się we wspomnieniach i snują opowieści.

Tym razem kamera nie unosi się nad Berlinem ani nie buszuje po Palermo, lecz skupia na małym skrawku przestrzeni. Kiedy kończy się „wielkomiejski” prolog filmu, przenosimy się do zacisznego, położonego na uboczu domu, który otoczony jest pięknym ogrodem. To właśnie tu rozegra się akcja kameralnej adaptacji sztuki Petera Handkego.

„Piękne dni” oparte są na dobrze znanym, autotematycznym motywie. W stylowym domu wypełnionym oldskulowymi rekwizytami, przy wtórze płyt Nicka Cave’a puszczanych z szafy grającej, pisarz (Jens Harzer) pracuje nad nowym dziełem. Przed literatem stoi stara maszyna do pisania, ale obok leży tablet, dlatego można wnioskować, że akcja filmu dzieje się współcześnie lub może raczej – poza jakimkolwiek konkretnym czasem. Leżące na biurku jabłko natrętnie zapowiada natomiast, że będziemy mieli do czynienia z opowieścią o Kobiecie i Mężczyźnie, o Edenie i wygnaniu z Raju.

Kluczową rolę w symbolicznej przestrzeni gabinetu odgrywa jednak wychodzące na taras okno, za którym po chwili zmaterializują się fikcyjne postaci utworu pisanego przez mężczyznę. Trzymając się tego motywu można powiedzieć, że kino Wendersa nigdy nie było „oknem na rzeczywistość”, a obraz świata zawsze odsyłał do wewnętrznych doświadczeń bohaterów. Skutki były różne, ale chyba jeszcze nigdy tak mizerne, jak w „Pięknych dniach”.

Przez cały film oglądamy rozmowę postaci z utworu pisarza – kobiety (Sophie Semin) i mężczyzny (Reda Kateb). Bohaterowie siedzą w altanie na tarasie, a przed nimi roztacza się idylliczny krajobraz ogrodu w pełni lata. Już na początku pisarz oznajmia, że postaci znajdują się poza historią i są wyłączone z bieżących wydarzeń. Aż do pewnego momentu sielanka ta nie jest zakłócana przez choćby najmniejsze wtargnięcie „zepsutej” cywilizacji współczesnej.

W słonecznym ogrodzie słychać jedynie trzepot liści na wietrze, cykanie świerszczy i ćwierkanie ptaków. W tym całkowicie odizolowanym miejscu bohaterowie mają szansę uwolnić się od wszystkiego, co w życiu zbędne, i stanąć oko w oko z czystą „egzystencją” – jakkolwiek pretensjonalnie to brzmi. Choć postaci nieustannie zachwycają się wspaniałą florą i fauną ogrodu, „Piękne dni” nie są wyłącznie peanem na cześć natury. Rozmówcy lubują się nie tyle w samej przyrodzie, co w jej poetyckich opisach – zachwyt nad pięknem świata jest więc zapośredniczony kulturowo. Zresztą, film Wendersa opowiada przecież o pisaniu, tworzeniu sztuki.

Głównym tematem rozmów są erotyczne doświadczenia kobiety, przy czym nie chodzi tylko o seks, ale o całokształt doznań zmysłowych. Od spazmów rozkoszy przeżytych w dzieciństwie podczas zabawy na huśtawce, przez pierwszy seks z mężczyzną (na zasuszonych ekskrementach), aż po czas tęsknoty i goryczy – bohaterka po kolei przedstawia swoją cielesno-duchową biografię. Problem w tym, że nigdy nie poznajemy konkretów, nie wiemy, kim byli kochankowie i jak wyglądali.

Rozmówcy przywołują jedynie mgliste impresje, delektują się słowami, odwołują do metafor i porównań. Niestety są przy tym równie bezcieleśni, co natchnione zwroty, którymi wciąż szafują. W „Pięknych dniach” nieustannie padają słowa takie jak „wieczność” czy „rozkosz”, ale poetyckie opisy pozostawiają widza obojętnym. Film jest dostępny również w wersji 3D, której nie widziałem, ale nie sądzę, żeby trójwymiarowe efekty były w stanie ożywić tak monotonną narrację.

Za podniosłymi frazami nie kryje się żadna nowa myśl – „Piękne dni” w zasadzie powtarzają motywy stale obecne w kinie Wendersa. Na początku „Nieba nad Berlinem”, filmu, którego współscenarzystą również był Peter Handke, padały zdania: „Kiedy dziecko było dzieckiem chciało, żeby strumień był rzeką, rzeka rwącym potokiem, a kałuża morzem. Wszystko było cudowne, a dusze stanowiły jedność”.

Bohaterowie „Pięknych dni”, podobnie jak postaci z innych dzieł Wendersa, pragną intensywnie doznawać rzeczywistości wszystkimi zmysłami, powrócić do czystego, pierwotnego stanu. Symbolem rajskiej krainy jest hiszpańskie miasto Aranjuez, gdzie główny bohater znalazł przed laty pozostałości po dawnym królewskim ogrodzie. Tytuł filmu nawiązuje do fragmentu „Don Carlosa” Friedricha Schillera, mówiącego, że „piękne dni w Aranjuez już się zakończyły”.

Spostrzeżenie, że pragnienia ludzi skazane są na niespełnienie i że pozostaje nam jedynie tęsknota za utraconym rajem (lub powoływanie go do życia w sztuce), do szczególnie odkrywczych nie należy. Co gorsza, prawdy te są często przedstawiane z pretensjonalnością w stylu Terrence’a Malicka. Dość wspomnieć, że w kulminacyjnym momencie filmu rozgoryczony bohater wykrzykuje: „Współczesne czasy! Współczesność! Zostaw nas!”.

Można domniemywać, że Wenders zwraca się ostatnio ku kameralnemu kinu, ponieważ wyciągnął wnioski z klęski „Spotkania w Palermo”. W filmie z 2009 roku wszystkiego było za dużo: fotograf rodem z „Powiększenia” błąkał się po włoskim mieście i wdawał w dysputy ze spersonifikowaną Śmiercią.

„Piękne dni” to dla odmiany kino oparte na redukcji. Niestety, adaptacja sztuki Handkego nie przełamuje złej passy reżysera, który od lat nie stworzył udanego filmu fabularnego. Całości nie ratuje nawet piękna, kojąca sceneria, która mogłaby się świetnie sprawdzić np. w reklamie funduszu emerytalnego. Szkoda, że spokój i wyciszenie nie są w „Pięknych dniach” świadectwem artystycznej dojrzałości, ale twórczego uwiądu.

Les beaux jours d'Aranjuez
Reżyseria Wim Wenders. Scenariusz Wim Wenders na podstawie sztuki Petera Handkego. Zdjęcia Benoît Debie. Wykonawcy Sophie Semin (kobieta), Reda Kateb (mężczyzna), Jens Harzer (pisarz), Nick Cave (Nick Cave). Produkcja Alfama Films, Neue Road Movies. Francja – Niemcy 2016. Dystrybucja Bomba Film. Czas 97 min

Robert Birkholc, Piękne dni, „Kino" 2017, nr 8, s. 75-76

© Fundacja KINO 2017

Zmieniony ( 13.08.2017. )