Jestem Rosa

JESTEM ROSA
DOMINIKA BIERCZYŃSKA

Rosa ma 38 lat, mieszka w Sao Paolo, zawodowo zajmuje się pisaniem o ceramice łazienkowej – ale co to za praca. Zwłaszcza że mąż Rosy, Dadu, ratuje planetę. Prowadzi badania nad amazońskim plemieniem Yanomami, a doniosłość jego dokonań budzi podziw teściowej i wpatrzonej w niego ekologicznej aktywistki.

Rosa też ma większe aspiracje – chce być dramatopisarką – ale jak sama przyznaje, nie potrafi dążyć do tego, w co wierzy. A poza tym: ktoś w tej rodzinie musi jednak zarabiać, musi zajmować się dziećmi. Nie jest to łatwe, choćby dlatego, że jedna z dziewczynek wchodzi w okres buntu. Nora nie może też liczyć na wsparcie rozwiedzionych rodziców.

Clarice – jej matka - trzyma córkę na dystans, a ukochany ojciec, Homero, sam potrzebuje opieki – trudno powiedzieć, czy jego zagubienie wynika z wieku i chorób, czy z niefrasobliwej natury i bujania w obłokach. I tak, pewnego popołudnia, w trakcie uciążliwego spotkania rodzinnego, gdy mąż popisuje się przed teściową, matka nie szczędzi córce docinków, a dziewczynki zawsze wiedzą lepiej – Clarice nagle, bez ogródek, na zimno wyjawia: Homero nie jest ojcem Rosy.

Brazylijska reżyserka Laís Bodanzky portretuje rodzinę na tle krajobrazu po katastrofie. Pretensje i żale, w gniewie i niedowierzaniu, z rozpędu i przyzwyczajenia: kto silniejszy, kto słabszy, kogo matka więcej chwaliła, kogo ganiła częściej. Wiadomość o „nowym ojcu” rzuca światło na dotychczasowe mechanizmy regulujące życie rodzinne: to stąd ta rezerwa matki wobec Rosy, to stąd ten chłód. Rosa przygląda się relacjom łączącym ją z mężczyznami. Relacji z Clarice. Przygląda się samej sobie.

Choć mężczyźni w filmie Bodanzky mają na życie kobiet niebagatelny wpływ, trudno uwierzyć w ich moc sprawczą. W znakomitej większości egocentryczni, skupieni na pracy i zachowaniu pozorów, nieodpowiedzialni i nieobecni – rysunek ich postaci pozbawiony jest jednak nerwu. Ta nijakość w opisie drażni, bo sprowadza niemal wszystkich męskich bohaterów do roli kukieł, które jedynie ucieleśniają tezy, stereotypy.

Ale z drugiej strony, być może ów scenariuszowy defekt pozwala wybrzmieć kobiecym bohaterkom: Rosie i Clarice. To one wiodą prym i, jakby ze zdwojoną mocą, wyłamują się ze schematów. Rosa sprzeciwia się mężowi, patriarchalnym modelom. Jednocześnie chyba nie wyobraża sobie, że możliwe jest inne życie. Wciąż się waha, ale i wciąż szuka.

Kim się stanie, skoro jej tożsamość została tak mocno podważona? Obkłada się książkami, sięga po „Drugą płeć” Simone de Beauvoir i artykuły o wolnej miłości – tak, bywa w tym zabawna i naiwna, ale bardzo potrzebuje wskazówki, co dalej. Co z bohaterami jej sztuki, co z nią samą. W ręce wpada jej album z fotografiami Diny Goldstein z cyklu „Fallen Princesses”: artystka osadza znane z Disneyowskich bajek bohaterki we współczesnym kontekście, ironicznie eksponując, jak dalekie od beztroski i happy endów wiodą one życie.

Rosa rozpoznaje siebie w Śnieżce: oto salon z kominkiem, w salonie Śnieżka, zrezygnowana, jakby otępiała, dźwiga na obu rękach niemowlęta. Książę, rozsiadłszy się w fotelu, wpatruje się w ekran telewizora. Wokół bałagan, dzieci drepczą w tym rozgardiaszu - i żadnej przytulności, żadnego ciepła, żadnej nici porozumienia między kobietą a mężczyzną.

Według Bodanzky samotność kobiet nie jest czymś wyjątkowym. Śnieżką z fotografii Diny Goldstein jest także bratowa Rosy – również żyje w związku pozostawiającym wiele do życzenia. Również znosi złośliwe komentarze Clarice. Ale czy kobiety się wspierają? Czy okazują sobie serdeczność? Nie. Są wobec siebie obojętne. Rosa cierpliwie wytrzymuje drwiny wymierzane w nią przez pyskatą nastolatkę: że staroświecka, że zacofana. Uderzający jest ten brak solidarności, cicha rywalizacja, niechętne spojrzenia i kąśliwe uwagi.

W jak skomplikowanej sytuacji są kobiety – a portret Bodanzky nie zawęża się przecież do Ameryki Południowej! – najlepiej pokazuje pełna sprzeczności postać Clarice. Wykształcona, dawniej działaczka i aktywistka, z honorami przyjmuje zięcia, a córkę lekceważy. Chociaż rozczarowana własnym małżeństwem, broni męża Rosy. Jest przywiązana do patriarchalnego modelu, kobietę sytuuje w roli służebnej wobec mężczyzny. A jednocześnie – paradoksalnie, aż trudno w to uwierzyć – gdy Clarice robi rozrachunek ze swoim życiem, bije od niej niezależność. Duma, klasa. Jest wolna, spełniona, żyje na własnych warunkach. Jej kobiecość oznacza siłę. Mimo wszystko.

Wśród lektur Rosy znajduje się „Dom lalki” (1879) Henryka Ibsena. „Muszę wychować samą siebie. Ty mi przy tym pomóc nie możesz. Muszę się tym zająć sama. I dlatego opuszczam cię teraz” – mówi Nora, bohaterka sztuki, żegnając się ze swym mężem, Torwaldem Helmerem, świeżo upieczonym dyrektorem banku. Nora odchodzi od mężczyzny, który widział w niej tylko żonę i matkę – nie człowieka.

Do Nory dociera również, że i ojciec traktował ją jak pozbawioną własnych sądów „laleczkę”. Kobieta porzuca dotychczasowe życie – życie „najmilszego skowronka”, przekornego uparciuszka, bezradnej, zdanej na mężczyzn żoneczki, rozrzutnej i lubiącej się stroić. Odchodzi od trójki dzieci. Opuszcza dom - i właśnie w tym przełomowym dla Nory momencie rozpoczyna się sztuka, nad którą pracuje Rosa.  Ciekawe, że w dosłownym tłumaczeniu oryginalny tytuł filmu Bodanzky to: „Jak nasi rodzice”. Polski tytuł brzmi niemal triumfalnie. Jest trafniejszy.

Como nossos pais
Reżyseria Laís Bodanzky. Scenariusz Laís Bodanzky i Luiz Bolognesi. Zdjęcia Pedro J. Márquez. Wykonawcy Maria Ribeiro (Rosa), Clarisse Abujamra (Clarice), Paulo Vilhena (Dadu), Felipe Rocha (Pedro), Jorge Mautner (Homero), Herson Capri (Roberto Nathan), Sophia Valverde (Nara), Annalara Prates (Juju). Produkcja Buriti Filmes, Gullane. Brazylia 2017. Dystrybucja Aurora Films. Czas 102 min

Dominika Bierczyńska, Jestem Rosa, „Kino" 2017, nr 10, s. 84

© Fundacja KINO 2017

Zmieniony ( 06.10.2017. )