Neapol spowity tajemnicą

NEAPOL SPOWITY TAJEMNICĄ
ADAM KRUK

W barokowej scenerii mieszczańskiego salonu odbywa się przyjęcie, podczas którego Pasquale (Peppe Barra, neapolitański aktor teatralny i muzyk, ikona lokalnej sceny gejowskiej) wystawia obsadzony wyłącznie mężczyznami spektakl o miłości. Za chwilę zostaje on niejako powtórzony – już w wersji damsko-męskiej – podczas towarzyszącego występowi bankietu.

Tu Adriana (Giovanna Mezzogiorno) poznaje młodszego od siebie Andreę (Alessandro Borghi) i po kilku lampkach wina tudzież krótkim acz skutecznym seansie uwodzenia („Niestety mam spotkanie jutro o dziesiątej, na którym będę strasznie zmęczony, bo spędzę całą noc z tobą”) ulega jego urokowi.

Zaklęcie działa: trafiają razem do mieszkania, a po rozkosznej nocy umawiają się na randkę w neapolitańskim Muzeum Archeologicznym. Tam jednak mężczyzna się nie pojawia. Niedługo potem pracująca jako sądowy patolog Adriana rozpoznaje kochanka w zwłokach. Czyżby – w co ze względu na doświadczenia z dzieciństwa głęboko wierzy – ciążyła na niej klątwa? Czy jest kobietą fatalną, rozdającą pocałunki śmierci?

Pytań jest tu więcej niż odpowiedzi, bo „Neapol spowity tajemnicą” chętnie je mnoży, korzystając z poetyki kryminału i dreszczowca, a starając się jednocześnie być filmem spirytystycznym i melodramatem. Nic dziwnego, że gubi się w tych konwencjach i w żadnej do końca nie przekonuje. Jakby tego było mało, przyświeca mu, zaznaczona już w pierwszej scenie (a nawet w poprzedzającej ją dedykacji „a Napoli”), ambicja złożenia hołdu kulturze najniezwyklejszego z włoskich miast, w którym łączą się wszystkie style architektoniczne, w którym Wezuwiusz sąsiaduje z górą śmieci, a opera z pizzą.

Włoska prasa nazwała zresztą najnowszy film Ferzana Özpetka neapolitańskim „Wielkim pięknem” – podobnie jak u Sorrentino i tu znane z folderów atrakcje turystyczne napełniane są znaczeniami i ożywają. Prócz wspomnianego Muzeum Archeologicznego, także rzeźba Chrystusa spowitego całunem z San Severo dłuta Giuseppe Sanmartino, od którego film wziął oryginalny tytuł, czy wnętrza Palazzo Sanchez de Leon, które pamiętają jeszcze realizację „Złota Neapolu” de Siki i „Podróży do Włoch” Rosselliniego.

Już w czołówce pojawiają się monumentalne schody Palazzo Mannajuolo, spektakularnie sfilmowane przez Gian Filippo Corticelliego, nagrodzonego za zdjęcia do filmu dwoma najważniejszymi włoskimi nagrodami filmowymi: Srebrną Taśmą i Dawidem Donatella. Trudno nie skojarzyć tych ujęć z „Zawrotem głowy” i rzeczywiście w warstwie fabularnej mamy tu do czynienia z podobnymi tropami nieprzepracowanej żałoby, niestabilności psychicznej, a także fabrykowania sobowtóra.

Özpetek szczególnie mocno eksponuje właśnie zaczerpnięty z Hitchcocka, ale i z poetyki gotyckiej, motyw „doppelgängera”: Adriana i jej matka, Andrea i jego brat, ale też Adriana i Andrea, noszący imiona składające się z tych samych liter, przyjmujący ten sam rudawy kolor włosów. Wszystko tu jest podwójne, niepewne, podkreśla postawioną na początku filmu tezę, że „człowiek nie potrafi znieść zbyt dużej dawki prawdy”.

Magiczną aurę potęguje jeszcze obsesja neapolitańczyków na punkcie liczb (wcześniej opowiadał o niej chociażby dokument „Liczby i marzenia” Anny Bucchetti) czy inspirowana muzyczną tradycją stolicy Kampanii ścieżka dźwiękowa Pasquale Catalano. W tej miejskiej symfonii, eksponującej bogactwo tradycji Neapolu, wybrzmiewa jednak coś fałszywego, a nastrojowość nie wystarcza, żeby uznać „Neapol spowity tajemnicą” za film udany.

Özpetek – jak wcześniej w Istambule czy w Lecce – tym razem wyraźnie zakochał się w Neapolu (strzała Amora dosięgnęła go, gdy wystawiał tam kilka lat temu „Traviatę”), ale uczucie to każe mu gruntownie wyczyścić miasto z brudu, krzykliwości, przestępczości. Czyli tego wszystkiego, co stanowi o jego dzikim charakterze, który znać choćby ostatnio w wideoklipach Liberato – objawieniu neapolitańskiej sceny muzycznej, ukrywającym swą tożsamość niczym neapolitańska pisarka Elena Ferrante.

Oczywiście reżyser ma prawo widzieć miasto tak, jak chce, nawet jeśli w jego spojrzeniu czuć jeśli nie turystę to przynajmniej pięknoducha. Matteo Garrone, z którego filmów też przecież przebija miłość do Neapolu, nigdy by sobie na to nie pozwolił. Być może Ferzan Özpetek zwyczajnie nie jest twórcą tej klasy, choć dawniej pokładano w nim duże nadzieje.

Po nakręceniu świetnego „Hamam – łaźnia turecka” (1997) urodzony w Turcji reżyser błyskawicznie stał się jednym z najgłośniejszych nazwisk włoskiego kina i kluczowym przedstawicielem tzw. „cinema medio d’autore” (średnie kino autorskie). Określano tak powstające u progu nowego wieku przyjazne widzom ale inteligentne kino popularne, uzbrojone w nowe tematy i cechy kina autorskiego.

W niektórych filmach Özpetka więcej było elementów osobistych („On, ona i on”, 2001), w innych popularnych („Mine vaganti – o miłości i makaronach”, 2010), ale we wszystkich pojawiał się stały zestaw interesujących go motywów. Wśród nich: upodobanie do scen grupowych (rodzina, a także wytwarzanie alternatywnych modeli rodziny) oraz celebrowanie szeroko rozumianego włoskiego stylu życia i przyjemności zmysłowych – od jedzenia, przez muzykę, po erotykę, w tym homoerotykę.

Wszystko to odnajdziemy także i w „Neapolu spowitym tajemnicą”. Choć charakterystycznych dla reżysera wątków gejowskich jest mniej, mocno wypada odważna scena miłosna, w której Özpetek na równi zachwyca się Alessandro Borghim, co Giovanną Mezzogiorno. Aktorka, którą po występie w „Ostatnim pocałunku” (2001) Gabriele Muccino mocno skojarzono ze średnim kinem autorskim, poprzednio wystąpiła u Özpetka czternaście lat temu w „Oknach”.

Teraz oglądamy ją w roli, którą uciec chce od utrwalonego później w „Miłości w czasach zarazy” i „Spotkaniu w Palermo” emploi zwiewnej piękności. Adriana, wykonująca mało eteryczny zawód patologa (co może nazbyt dosłownie podkreślać ma związek Neapolu ze śmiercią), jest dojrzalsza, pulchniejsza, nosi niekorzystną fryzurę.

I jeśli szukać wartości w najnowszym dziele Özpetka, to chyba właśnie w tych drobnych przesunięciach. Niegdyś to James Stewart patrzył na Kim Novak, nigdy odwrotnie. Teraz dojrzała kobieta z całą swą sensualnością, a nawet – dozwolonym i niestygmatyzowanym – szaleństwem, może dumnie stanąć na pierwszym planie. A kamera może trzymać jej stronę.

Napoli velata
Reżyseria Ferzan Özpetek. Scenariusz Ferzan Özpetek, Gianni Romoli, Valia Santella. Zdjęcia Gian Filippo Corticelli. Muzyka Pasquale Catalano. Wykonawcy Giovanna Mezzogiorno (Adriana / Isabella), Alessandro Borghi (Andrea / Luca), Anna Bonaiuto (Adele), Peppe Barra (Pasquale), Lina Sastri (Ludovica), Isabella Ferrari (Valeria). Produkcja Warner Bros. Entertainment Italia, R&C Produzioni, Faros Film. Włochy 2017. Dystrybucja Aurora Films. Czas 113 min

Adam Kruk, Neapol spowity tajemnicą, „Kino" 2018, nr 08, s. 78-79

© Fundacja KINO 2018

POLECAMY: esej Piotra Szczyszyka o Ferzanie Özpetku w papierowym wydaniu „Kina” 8/2018

Zmieniony ( 19.08.2018. )