Płomienie

PŁOMIENIE
PIOTR DOBRY

W końcówce roku dystrybutorzy jakby się zmówili na sylwestra z Erosem i Tanatosem w rolach głównych. „Climax”, „Suspiria”, a teraz mamy „Płomienie”, gdzie w jednej z kluczowych scen zmysłowa dziewczyna na marihuanowym haju tańczy topless w plenerze o zmierzchu. Jej ramiona kołyszą się powoli do muzyki Milesa Davisa, a potem szybują ku górze, by w końcu gwałtownie opaść w geście rezygnacji. Ekstaza przechodzi w płacz.

To taniec, jakiego Hae-mi nauczyła się podczas podróży do Kenii, bazujący na plemiennym koncepcie małego (przyziemnego) i wielkiego (egzystencjalnego) głodu. Z wycieczki młoda kobieta wraca do rodzimej Korei Południowej nie tylko bogatsza w nowe doświadczenia, ale także w towarzystwie nowego znajomka, nonszalanckiego japiszona Bena. Z lotniska odbiera ich Jong-su, nieśmiały, wycofany chłopak i aspirujący pisarz, z którym Hae-mi, z kolei niedoszła aktorka, dorabiająca obecnie jako hostessa, nawiązała niezobowiązujący romans tuż przed wyjazdem.

Już tytuł wskazuje, że w tym trójkącie będzie iskrzyć. Pierwsze symptomy pojawiają się w scenie lotniskowej. Rozklekotany gruchot Jong-su kontra lśniące porsche Bena. Co wybierze Hae-mi doraźnie, a co finalnie? Odpowiedź wcale nie będzie oczywista, bo reżyser Lee Chang-dong jest zbyt inteligentnym twórcą, by ograniczać się do schematycznego harlequina o dylemacie między bogatym i zepsutym a biednym i poczciwym.

Film zasadniczo bazuje na opowiadaniu „Płonąca stodoła” Harukiego Murakamiego, ale czerpie również z noweli Williama Faulknera pod tym samym tytułem, którą inspirował się japoński pisarz. Oba dzieła literackie mówią o zderzeniu klas, choć na płaszczyźnie fabularnej łączy je tylko wątek piromański, istotny także w adaptacji.

Proste opowiadanie Murakamiego, z ledwie naszkicowanymi postaciami, reżyser znacznie rozbudowuje o rozmaite detale i motywacje. Od Faulknera pożycza zaś figurę skazanego ojca i związane z nią „dziedzictwo kulturowe”, które rzuca się cieniem na życie bohatera, pragnącego bezowocnie wypracować własną tożsamość.

Chang-dong ma cokolwiek perwersyjną tendencję do dręczenia swoich i tak już ciężko doświadczonych bohaterów, kiedy akurat próbują wyjść na prostą. W „Poezji” starsza kobieta dopiero uczyła się żyć z Alzheimerem, gdy odkrywała, że jej wnuk jest wplątany w morderstwo. W „Sekretnym świetle” młoda wdowa jeszcze nie zdążyła się otrząsnąć po stracie, a już musiała stawić czoło kolejnej tragedii.

Z aspołecznym samotnikiem Jong-su z „Płomieni” jest podobnie. Raptem poznaje dziewczynę, dokarmia jej kota pod jej nieobecność i tęsknie masturbuje się do jej fotografii, kiedy perspektywę nieuchronnego zdawałoby się szczęścia nagle burzy „ten trzeci”.

Gra pozorów między trojgiem protagonistów jest intrygująco rozpisana i sportretowana, ze szczególnym uwzględnieniem postaci Bena. Strzałem w dziesiątkę okazało się zatrudnienie do tej roli Stevena Yeuna, jedynego w obsadzie aktora wychowanego w Ameryce. Kiedy jego Ben po raz pierwszy pojawia się na ekranie w scenie na lotnisku w Seulu, od razu daje się odczuć, również na poziomie metafilmowym, że to zarazem rdzenny Koreańczyk, jak i przybysz z innego świata. Gwiazdor serialu „The Walking Dead” kapitalnie odgrywa zblazowanego socjopatę, przypominającego wypadkową Toma Ripleya z kryminałów Patricii Highsmith i Jake’a Gatsby’ego z powieści F. Scotta Fitzgeralda.

„Korea jest pełna takich Gatsbych”, kwituje nieufny Jong-su, gdy Ben nie słyszy. I jest w tych słowach proletariusza pogarda, ale i zazdrość, bowiem Ben stanowi personifikację wielkomiejskiej Korei, zapatrzonej w zachodnie ideały i opływającej w kapitalistyczne zbytki. Jong-su tymczasem żyje na zapadłej prowincji nieopodal granicy z Koreą Północną, boryka się z bezrobociem i wiecznie tylko „aspiruje”.

Na samym końcu tego łańcucha pokarmowego znajduje się jednak Hae-mi, „święta dziwka” po operacji plastycznej i z debetem na karcie kredytowej, jak wiele „aspirujących” Koreanek. Ich intencje niełatwo rozszyfrować. „Wszystkie wyglądają normalnie, ale nigdy nie znasz ich historii”, rzuca ktoś.

Przewidywalny jest tylko system uzależniający ich „być albo nie być” od męskich fantazji i kaprysów. „Kobietom jest trudniej. Problemem jest, jeśli się malujesz i jeśli nie; jeśli nosisz wyzywające ciuchy, ale także jeśli nie ubierasz się elegancko. To nie jest kraj dla kobiet”, zauważa jedna z pobocznych postaci.

W pewnym momencie Hae-mi znika. Standardowy thriller koncentrowałby się wokół zagadki, gdzie się podziała. Ale pytanie palące twórców wybitnych „Płomieni” jest zgoła inne: dlaczego nikogo to nie obchodzi?

Beoning
Reżyseria Lee Chang-Dong. Scenariusz Lee Chang-Dong, Oh Jung-Mi. Zdjęcia Hong Kyung-Pyo. Wykonawcy Ah-In Yoo (Jong-Su Lee), Steven Yeun (Ben), Jeon Jong-Seo (Hae-Mi Shin). Produkcja Pine House Film, NHK, Now Films. Korea Południowa 2018. Dystrybucja Aurora Films. Czas 148 min

Piotr Dobry, Płomienie, „Kino" 2018, nr 12, s. 79

© Fundacja KINO 2018

POLECAMY: wywiad z Lee Chang-dongiem w papierowym wydaniu „Kina” 1/2019

Zmieniony ( 31.12.2018. )