Świadkowie Putina

ŚWIADKOWIE PUTINA
MICHAŁ PIEPIÓRKA

W jednej z pierwszych scen Putin mówi, że najważniejsze, by ludzie uwierzyli, iż wszystkie jego działania wynikają tylko z troski o interes narodowy. Do cynicznego uwiarygodnienia tej deklaracji przyczynił się swego czasu także sam Witalij Mański. To on stworzył zamówiony przez telewizję publiczną film, podsumowujący pierwszy rok prezydentury Putina. Natomiast jego najnowsi „Świadkowie Putina” to dokonana niemal po dwóch dekadach próba rachunku sumienia i naprawienia starych błędów.

Nie bez powodu Mański zaczyna od prywatnej kroniki własnej rodziny. Jest 1999 rok. Widzimy, jak naprzykrza się żonie i córkom, które ewidentnie mają dosyć jego ciągłego łażenia za nimi z kamerą. W tle słychać przemówienie Borysa Jelcyna, w którym ogłasza on rezygnację z urzędu i namaszcza na następcę Putina.

Przyciśnięta do muru żona z prawdziwą trwogą w głosie kreśli katastroficzny scenariusz przyszłej prezydentury Władimira Władimirowicza. Najbardziej przerażające jest jednak to, że jej słowa okazały się prorocze. Mański dał tym samym znać już na wstępie, jaki jest i jaki najwyraźniej zawsze był jego stosunek do obecnego prezydenta Rosji. Ten ponury, defetystyczny nastrój nie ustąpi w filmie aż do końca.

Jednak dzięki bliskiej współpracy z wstępującym na stanowisko Putinem, Mański mógł w tamtym czasie nakręcić niezwykle ciekawe sceny, których prawdziwe znaczenie można odkryć dopiero dziś. Reżyser jeździł z przyszłym prezydentem po kraju podczas nieformalnej kampanii wyborczej, był w centrum sztabu wyborczego podczas zwycięskiego wieczoru i wielokrotnie rozmawiał z Putinem nawet na najbardziej kontrowersyjne tematy.

Spędził również kilka godzin w domu Borysa Jelcyna w momencie, gdy rozstrzygały się losy wyborów. Wykorzystane w najnowszym dokumencie materiały w większości nie weszły do filmu zamówionego przez telewizję, choć same w sobie wcale nie stawiają bohatera w szczególnie złym świetle.

Ponura wymowa filmu wiele zawdzięcza bowiem komentarzowi Mańskiego, który niskim, niepokojącym głosem, przy akompaniamencie muzyki jak z klasycznego dreszczowca, doszukuje się w tych pierwszych miesiącach prezydentury Putina zapowiedzi późniejszych, doskonale znanych wydarzeń.

Wszystko nagle wydaje się złowróżbne: zlekceważenie Jelcyna, do którego Putin nie oddzwonił zaraz po wygranych wyborach, przywrócenie sowieckiego hymnu, skład sztabu wyborczego, z którego do dziś tylko Dmitrij Miedwiediew ostał się jako współpracownik. Rzeczy, słowa, wydarzenia, które w tamtym czasie mogły zostać przeoczone, teraz jawią się jako przepowiednie.

Dlatego Mański chętnie wraca do tych materiałów i na nowo je analizuje – powraca do odrzuconych skrawków nagrań, na nowo odczytuje gesty i mimikę. Robi to wszystko, żeby objawić nam, iż działania Władimira Putina od początku były przemyślane i konsekwentne, że już wtedy miał mocarstwowe zapędy – niewinnie i łagodnie uśmiechając się do kamery Mańskiego. Ale, niejako przy okazji, „Świadkowie Putina” okazują się także uniwersalną opowieścią o naiwności ludzi, którzy nieroztropnie uwierzyli w czystość politycznych gier.

Teza Mańskiego jest jasna i wypowiedziana wprost. Putin ma ambicje wskrzeszenia Związku Radzieckiego i uczynienia z siebie dożywotnio sprawującego władzę Pierwszego Sekretarza światowego mocarstwa. Tym ciekawsze są kulisy jego dojścia do władzy i związki z Jelcynem – kreatorem demokratycznych przemian. W narracji Mańskiego to właśnie Jelcyn jest postacią tragiczną – jawi się jako człowiek zmanipulowany, cieszący się pozorami władzy, a pod koniec życia przeświadczony o swojej ostatecznej porażce.

Dokumentalista zestawia jego triumfujący obraz z dnia wygranych przez Putina wyborów ze słowami wypowiedzianymi dokładnie rok później. Choć Jelcyn stara się robić dobrą minę do złej gry, widać na jego twarzy konsternację i niepokój. Zapytany, czy Putin konsultował z nim powrót do sowieckiego hymnu, tylko delikatnie kręci głową i mówi, że to „czerwoniutka” melodia i nic tego nie zmieni – nawet nowe słowa.

Jak można było tak bardzo się pomylić? Zastanawia się nad tym reżyser, bijąc się również we własną pierś. Mówi wprost, że wiele zdziałały przychylne Putinowi media, które wykreowały jego wizerunek tak skutecznie, iż nie dziwił jego wynik wyborczy – ponad pięćdziesięcioprocentowy. Dziś Mański stara się podważyć ten wizerunek, kreując rosyjskiego prezydenta na cynicznego mistrza manipulacji, ale również wybitnego psychologa i niedoścignionego polityka, który potrafił osiągnąć swój najważniejszy cel: sprawić, by wszyscy wierzyli, że każda jego decyzja jest podyktowana dobrem narodu.

Pytanie tylko, czy na taki gest nie jest już za późno. Kreowana przez Mańskiego atmosfera lęku przed putinowską dyktaturą od lat już przecież spowija Rosję i cały glob.

Swidietieli Putina
Scenariusz, reżyseria i zdjęcia Witalij Mański. Muzyka Karlis Auzans. Łotwa – Szwajcaria – Czechy 2018. Dystrybucja Against Gravity. Czas 102 min

Michał Piepiórka, Świadkowie Putina, „Kino" 2019, nr 07, s. 78

© Fundacja KINO 2019

POLECAMY: esej Magdaleny Maksimiuk o filmowych portretach rosyjskich polityków w papierowym wydaniu „Kina” 5/2019

Zmieniony ( 09.08.2019. )