Wino truskawkowe

WINO TRUSKAWKOWE
KRZYSZTOF ŚWIREK

Plany debiutu fabularnego Dariusza Jabłońskiego datują się na 1996 rok, kiedy rozpoczęła się wymiana listów między reżyserem a autorem literackiego pierwowzoru. „Wino truskawkowe” to adaptacja „Opowieści galicyjskich” Andrzeja Stasiuka. W tym stopniu, w jakim pozwolił oryginał, jest to adaptacja dokładna, z wszystkimi tego dobrymi i złymi konsekwencjami.

Wino truskawkoweTrzydziestoletni policjant Andrzej przyjeżdża do Żłobisk – małej wioski nieopodal Dukli. Cała miejscowość to kilkanaście domów, kościół, komisariat, bar, w którym przesiadują niemal wszyscy mężczyźni, i kiosk, własność miejscowego biznesmena Edka. Na miejscu Andrzej dostaje służbowy rower i dość skromny zakres obowiązków. Otrzymuje też zakwaterowanie – w mieszkaniu jednego z miejscowych pijaków, Lewandowskiego, byłego więźnia, także zresztą pochodzącego z Warszawy. To Lewandowski, podczas długich wieczorów spędzanych w kuchni, zaczyna wprowadzać Andrzeja w miejscowe historie. Resztę dopowiadają wizyty w barze.

Policjant chce poważnie traktować swoje obowiązki, ale przekonuje się szybko, że w Żłobiskach jest „władzą” tylko w grzecznościowych zwrotach. Pewnego wieczoru w knajpie dochodzi do morderstwa; zabił zazdrosny mąż. O mordercy, Adamie Kościejnym, miejscowi mówią z uznaniem: „Kościejny to chłop, teraz tacy się nie rodzą”. Nikt nie mógłby przeszkodzić mu w dokonaniu tego, co zaplanował, ale Andrzej nie może darować sobie, że nie zapobiegł temu, co się stało. Odtąd jest już jednak jednym ze swoich, czuje się uwikłany w miejscowe historie.

Andrzej traci wygodną pozycję outsidera również z powodu Lubicy – piękności pochodzącej ze Słowacji. Także Lubica jest zafascynowana młodym policjantem, który jednak za późno zrozumie, że kocha dziewczynę. Lubica zdąży ulec namowom Edka, obiecującego jej inne życie. Ostatecznie „innym życiem” okazuje się praca w kiosku, Andrzej zaś wtapia się w surowy krajobraz wiejskiej społeczności.

W Wigilię wychodzi z więzienia na przepustkę Kościejny. W nocy biegnie do lasu, gdzie znajdują go następnego dnia – zamarzniętego. Mężczyzna jest martwy, ale, jak się okazuje, nie może opuścić ziemi do końca. Niedługo po pogrzebie ukaże się znowu, i to właśnie Andrzejowi, bo policjant jako jedyny w Żłobiskach nie wierzy w duchy.

W świecie „Wina...” wszystko jest skrajne – „ciężka praca” jest morderczo znojna, „miłość” jest (dosłownie) dozgonna, a mężczyźni – „prawdziwi”, z charakterem, znający życie. Kobiety pojawiają się rzadko, zazwyczaj też niewiele mówią jako słabo zarysowane postaci drugiego planu. Jedyną kobietą wyraziście zarysowaną jest Lubica, choć i ona, jako „femme fatale”, pozwala przede wszystkim zaistnieć męskim fantazjom. Gra podejmowana przez Lubicę ma raczej charakteryzować jej adoratorów.

Wszystkie te skrajności można wytłumaczyć figurą autentyczności. Poprzez tę figurę realizuje się najważniejsza operacja, właściwa prozie Andrzeja Stasiuka i filmowej wersji Dariusza Jabłońskiego: jest to próba ukazania w sposób romantyczny miejsca, w którym życie jest „prawdziwe”. Gdzie pracuje się tak ciężko i kocha tak mocno, jak nigdzie indziej na świecie. Może już tylko w literaturze, choćby w powieściach Cendrarsa, który podobnie opisywał swoich marynarzy i żołnierzy, jak Jabłoński za Stasiukiem opisują „prawdziwych mężczyzn” z górskiej wioski.

Wino truskawkowe„Romantyzacja” udaje się zresztą lepiej lub gorzej. Czasem jest natarczywa – jak w scenach z Lubicą, w których aż za mocno zadbano o uwiedzenie widzów. Czasem jednak „Wino...” sięga do lepszych tradycji opowieści o tym, jak skomplikowane bywa proste na pozór życie. Wszyscy ci prowincjusze mają przecież historie nie mniej powikłane niż ludzie żyjący w centrach „wielkiego świata”. W jednej ze scen, w których wyrażono tę prawdę wprost, Marian Dziędziel mówi do figury na przydrożnym krzyżu: „Ty sobie wisisz, a my tu wszystko musimy na swój rozum brać”. Owo powikłanie układa się we wzór znany z ballady: gwałtowne uczucia znajdują wyraz w gwałtownych czynach, za silną namiętnością przychodzi śmierć.

Dariuszowi Jabłońskiemu należy się uznanie za znalezienie filmowego ekwiwalentu figur prozy Andrzeja Stasiuka. Zasługę tę jednak docenią ci, którzy lubią oddawać się marzeniom o tak rozumianym „autentycznym życiu”. Kto nie zachwyci się charakterem „prawdziwego mężczyzny”, a od poetyckiej piękności woli myślącą kobietę, ten może być rozczarowany. Oczywiście retoryka twórców filmu zawiera pewne zabezpieczenie: na krytykę przedstawionego świata zawsze można odpowiedzieć, że nie zrozumieją go ludzie, którzy „nie znają prawdziwego życia”.

Wino truskawkowe
Reżyseria Dariusz Jabłoński. Scenariusz Andrzej Stasiuk, Dariusz Jabłoński wg „Opowieści galicyjskich” Andrzeja Stasiuka. Zdjęcia Tomasz Michałowski. Muzyka Michał Lorenc. Wykonawcy Jiří Macháček (Andrzej), Zuzana Fialová (Lubica), Marian Dziędziel (Adam Kościejny), Mieczysław Grąbka (sierżant), Jerzy Radziwiłowicz (proboszcz), Lech Łotocki (Mietek Lewandowski), Maciej Sthur (Janek). Produkcja Apple Film Production, TVP SA – Agencja Filmowa, Canal+ Polska, Trigon Production, PISF, Eurimages, Ministerstwo Kultury Republiki Słowackiej. Polska – Słowacja 2007. Dystrybucja Gutek Film. Czas 109 min

Krzysztof Świrek, Wino truskawkowe, „Kino" 2009, nr 5, s. 62.

© Fundacja KINO 2009


Zmieniony ( 08.05.2009. )