Jeszcze nie wieczór

JESZCZE NIE WIECZÓR
MACIEJ MANIEWSKI

Pokój pogrążony w półmroku. Zszarzałe, pozbawione już blasku lustro niewyraźnie odbija twarz siedzącej przed nim starej kobiety. A tuż obok, na włożonej za ramę fotografii, ta sama twarz, niezmiennie piękna – kilkadziesiąt lat młodsza – rozjaśniona wewnętrznym światłem, pełna życia. To niemal symboliczne ujęcie kilkakrotnie powraca w filmie Jacka Bławuta „Jeszcze nie wieczór”. Róża przygląda się sobie – tej dziś i tej wczoraj. Która twarz jest jej bliższa? Która należy do prawdziwej Róży? Kiedyś znanej aktorki, podziwianej, oklaskiwanej... Dziś skazanej na samotność wśród ludzi takich jak ona.

Jeszcze nie wieczórAkcję filmu umieszcza Bławut w bardzo konkretnym miejscu, w Domu Aktora Weterana w Skolimowie. Nowy mieszkaniec – Jerzy, który nie chce zauważyć, że także przekroczył już próg starości – nie potrafi zaakceptować ani tego miejsca, ani ludzi, dawnych kolegów. Patrzy na nich z politowaniem i niechęcią. Ale w końcu to właśnie on przewróci do góry nogami zastygły w bezruchu świat. Ożywi coś, co wydawałoby się, dawno już umarło. Nie bacząc na karkołomność, czy wręcz absurdalność przedsięwzięcia, postanawia wystawić „Fausta” Goethego, w którym zagrają pensjonariusze Skolimowa. „Balkoniki, parkinsony, alzheimery – wszyscy na scenę!” – woła. I swym szalonym pomysłem zaraża innych. Rozpoczynają się próby, w których niemałą rolę odegra tajemniczy czarny pudel.

Jednak nie fabuła jest w filmie Bławuta najważniejsza. Chociaż spójna, ciekawa, logiczna (bo przecież i wybór „Fausta” nie jest tu dziełem przypadku), pozostaje pretekstem. Ważniejsi są ludzie, którym przygląda się reżyser z dokładnością dokumentalisty. I w najmniejszym stopniu nie próbuje osłodzić obrazu starości, jaki zapisuje na ekranie. Starości, która przeraża, bo spycha za margines życia. Niszczy. Odbiera to, co najcenniejsze. Nawet wspomnienia. Bławut pokazuje, co dzieje się z człowiekiem, który stopniowo traci kontrolę nad własnym ciałem, a jego umysł staje się coraz bardziej bezradny. Obserwacje tym bardziej bolesne, że dotyczące znanych osób, z których każda przeżyła swój wielki czas – czas sukcesów na ekranie i scenie, popularności. Byli wyjątkowi i jedyni. Dziś wszyscy mogliby powtórzyć pamiętne zdanie Kaliny Jędrusik: „Myśmy już byli...”

I tu nasuwa się pierwsza wątpliwość: jak odbiorą film widzowie pozbawieni „zaplecza pamięci”? Tym bardziej, że niektóre postacie, pozbawione kontekstu przeszłości, mogą okazać się tylko nieporadnymi figurami, czasami budzącymi współczucie, czasami uśmiech. Co powie twarz występującego tutaj ostatni raz na ekranie Wieńczysława Glińskiego, o którym słyszymy „wieczny amant”, jeśli nie wywoła wspomnień „Sprawy pilota Maresza”, „Kanału”, „Orła”, „Lekarstwa na miłość”?... Kim wydać się może wycinająca papierowe motyle, milcząca Teresa Szmigielówna bez pamięci o „Pociągu”, „Pętli”, „Drodze na zachód”? Albo Ewa Krasnodębska? Zobaczyć tę aktorkę po trzydziestu latach nieobecności na ekranie – to wręcz niewiarygodne! Jacek Bławut chce nam pamięć przywrócić. Dlatego nie waha się przed zabiegiem bardzo ryzykownym. Zaciera granice między fikcją a rzeczywistością, między grą a życiem. Czy jednak nie posunął się w tym zbyt daleko?

To druga wątpliwość. Trudno bowiem oprzeć się pytaniu: co na ekranie jest fikcją, a co zostało wyjęte z życia, utrwalone przy okazji, przypadkiem. I wykorzystane (choć to może za mocne słowo). Kto i kogo gra, a kto po prostu jest? Grają niewątpliwie ci, których obecność służy budowaniu fabuły. Gra więc – z lekko ironicznym dystansem – Beata Tyszkiewicz (Róża), gra Danuta Szafarska (Barbara), Stefan Burczyk (Sodolski), Roman Kłosowski (Nostradamus). Grają młodzi – Bohosiewicz, Pawlicki, bardzo naturalny i dowcipny Robert Jurczyga jako Czarek. Gra wreszcie Jan Nowicki (Jerzy). Ale kogo, tak naprawdę? Jego bohater, nazwany fikcyjnym imieniem i nazwiskiem, największy sukces odniósł – jak się dowiadujemy – w filmie „Wielki Szu”...

Jeszcze nie wieczórIdąc dalej, Nina Andrycz jako Nina Andrycz gra już tylko swoją własną, troskliwie pielęgnowaną legendę – legendę artystki, która (jak sama mówi) przekroczyła wszystkie możliwe granice wieku. A inni?... Choćby Irena Kwiatkowska. Jest na ekranie, ale chwilami zdaje się przebywać w zupełnie innym świecie. Albo Witold Gruca. Także nosi w filmie własne nazwisko. Dziś schorowany, z trudem poruszający się znakomity tancerz i choreograf w jednej z najbardziej przejmujących scen filmu opowiada historię swego życia. Tego już nie napisał Bławut. On to pokazał, podkreślając tragizm całej historii – widzimy starca, a w tle zdjęcia zjawiskowego chłopca, niemal unoszącego się w powietrzu w baletowych pozach. Zderzenie, którego nie sposób zapomnieć. Czy jednak można aż do tego stopnia wkraczać w intymne tajemnice starości? Obnażać słabość, bezradność, lęk?...

Żadne wątpliwości nie umniejszają jednak rangi i znaczenia filmu Jacka Bławuta. Filmu niezwykłego. Jeśli są, także świadczą na jego korzyść. Przekonują, że udało się reżyserowi wzbudzić emocje. „Jeszcze nie wieczór” to film, który powstał z wewnętrznej potrzeby. I – jak rzadko który – porusza, przejmuje, boli. A jednocześnie niesie niesłychany ładunek optymizmu, co w pierwszym momencie wydać się może zupełnie nieprawdopodobne.

Tak jak nieprawdopodobny wydaje się finał po więziennej premierze „Fausta”. Zamienia go reżyser w apoteozę samej sztuki, która okazuje się większa niż życie, silniejsza niż czas. Aż chce się wierzyć! Chociaż przez chwilę, dzięki sposobowi, w jaki Bławut traktuje swych bohaterów. A jeszcze bardziej dzięki temu, że potrafi sprawić, abyśmy i my spojrzeli na tych ludzi z miłością, ale bez śladu czułostkowości; z szacunkiem, ale bez pokory; z podziwem, ale bez wznoszenia piedestałów. „Jeszcze nie wieczór” to piękny hołd dla tych, którzy byli i pozostaną wielcy. Nawet wtedy, gdy ich zabraknie. Bo przecież sztuka – także ich sztuka – pozostanie.

Jeszcze nie wieczór
Reżyseria Jacek Bławut. Scenariusz Jacek Bławut, Jacek Piotr Bławut, Stanisław Józefowicz. Zdjęcia Wojciech Staroń. Muzyka Tomasz Stroynowski. Wykonawcy Jan Nowicki (Jerzy), Ewa Krasnodębska (Marilyn), Beata Tyszkiewicz (Róża), Nina Andrycz, Danuta Szaflarska, Witold Gruca, Irena Kwiatkowska, Wieńczysław Gliński, Sonia Bohosiewicz. Produkcja SF Rabarbar, TVP, Toya Studios. Polska 2008. Dystrybucja Fundacja Film Polski. Czas 100 min

Maciej Maniewski, Jeszcze nie wieczór, „Kino" 2009, nr 5, s. 64-65.

© Fundacja KINO 2009


Zmieniony ( 14.05.2009. )